BillDip: Co się stało z moją sosenką?! (ZAKOŃCZONE)
wtorek, 26 stycznia 2021
Mikołajki
Epilog (i podziękowania)
20
Zabijcie mnie... Moja wena to... Nieważne. Wiecie... Myślałam nad tym, żeby ten rozdział był ostatnim i chyba tak zrobię.
Lilka... Przecież wszyscy już dawno zapomnieli o tej książce...
19
- Soseneczko~ Słuchasz mnie? - Blondyn irytował mnie, gdy próbowałem czytać książkę.
- Na stare gacie wujka Stanka! Czego znowu chcesz, Bill?! - Nie wytrzymałem.
- Sprawdzałem czy żyjesz - odparł demon z głupim uśmiechem. Po chwili wybiegł z pokoju, a w ślad za nim powędrowała poduszka, która uderzyła w drzwi i upadła na podłogę.
- Głupi trójkąt - prychnąłem i na powrót zaczytałem się w książce.
~Bill Cipher
Umknąłem przed poduszką i udałem się do kuchni. Moja Soseneczka dostanie ode mnie pyszne spaghetti. I wcale tego nie wyczaruję. Nie! Zrobię to jak zwykły człowiek wkładając w tę czynność całe serce, a Sosenka będzie mógł zjeść pyszne spaghetti...
Wziąłem się za przygotowania. Ależ to niesamowicie nudne. Korciło mnie, żeby użyć magii, ale nie mogłem tego zrobić. Z nudów zacząłem nucić...
- Spaghetti, spaghetti! Pyszne spagetti! Sosence zrobię...!
- Bill? Co ci odwala? - Usłyszałem i spojrzałem na Sosenkę.
- Spaghetti - Wyszczerzyłem się do chłopaka, którego twarz wyrażała jeden wielki mindfuck. Nie zwracając już na to uwagi wróciłem do pracy.
Time skip:
Wreszcie udało mi się wszystko przygotować. Pstryknąłem palcami sprawiając, że Sosenka stał przy stole. Usiadłem na krześle, posadziłem go sobie na kolanach i nabrałem trochę spaghetti na widelec.
- Soseneczko, zrób "Aaaa..." - powiedziałem. Spojrzał na mnie z mordem w oczach, ale posłusznie otworzył usta, w których po chwili wylądował makaron z sosem. - Grzeczny chłopiec...
~Dipper Pines
Nie powiem... Było całkiem miło. Latający nachos się postarał. Karmił mnie aż spaghetti zniknęło z talerza. Dobrze, że przez cały ten czas nikt nas nie zobaczył...
- Sosenko, jesteś brudny - Zaśmiał się obiekt moich myśli.
- Gdzie? - spytałem, a Bill się do mnie zbliżył.
- Tu - odparł z dziwnym uśmieszkiem i pocałował mnie zlizując przy okazji sos z moich warg. Z moich ust wydobył się jęk zaskoczenia, a ten cholernik pogłębił pocałunek. I tak mój dobry humor prysł. Odepchnąłem Billa, zerwałem się na równe nogi i wybiegłem z kuchni. W drzwiach wyjściowych wpadłem na swoje siostry, które najwyraźniej świetnie się bawiły w swoim towarzystwie.
- Dippy? Wszystko ok? - zapytała Meggy z troską.
- Tak. Muszę... Muszę się przejść - odparłem i ruszyłem przed siebie.
~Bill Cipher
Zawaliłem i to na całej linii. Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy Gwiazdeczka i Czarodziejka spytały co ugryzło Sosenkę. Ruszyłem do lasu by go poszukać.
- Sosenko?! Sosenko! Sosenko, gdzie jesteś?! - wołałem rozglądając się po lesie.
- Bill, pomocy! - Usłyszałem i pobiegłem w tamtą stronę. Na polance znajdowali się Sosenka, Męskotur i Multimisiek. Wszyscy uciekali przed rozwścieczonymi krasnalami. Nie powiem... Rozbawiło mnie to. Ale Sosenka! Pstryknąłem palcami, a uradowany szatyn wpadł mi w ramiona.
- Sosenko? - Pogłaskałem go po głowie.
- Dziękuję, Bill - wyszeptał i złożył na moich ustach pocałunek. Po chwili chciał się odsunąć, ale przyciągnąłem go bliżej siebie.
~Will Cipher
Stałem za drzewem, z uśmiechem przyglądając się Billowi i Dipperowi Pines'owi, którzy trwali w pocałunku. Cieszyłem się, że mój bliźniak znalazł szczęście. Zasługiwał na miłość.
- Ty też na nią zasługujesz, Błękitku - mruknął panicz obejmując mnie w pasie i składając pocałunek na moim karku.
- Dipper... - jęknąłem cicho, a on pstryknął palcami.
- Wracajmy do domu, Błękitku - powiedział.
piątek, 3 sierpnia 2018
18
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi, które poszedłem otworzyć i mało brakowało, a krzyknąłbym z przerażenia.
- Pomocy... - wyszeptał cichutko zakrwawiony Will i padł bez przytomności w moje ramiona. Natychmiast zaniosłem błękitnego demona do salonu, ułożyłem na kanapie i sprawnie niczym ninja wykradłem z łazienki apteczkę. Uklęknąłem przed nieprzytomnym i zacząłem dezynfekować jego rany.
- Co robisz, bracik? - spytała Megan wchodząc do salonu. Spojrzałem na nią, a ona przyłożyła dłoń do ust. - O, mój... Co mu się stało?
- Zapewne Mabel Gleeful się z nim "bawiła" - mruknąłem i podniosłem delikatnie jego głowę, po czym ją obandażowałem. Megan uklęknęła obok mnie i zaczęła mi pomagać.
- Biedaczek... - szepnęła. - Wiem, że Gleeful'owie źle go traktują, ale nie wiedziałam, że aż tak.
Spojrzałem na siostrę, a ta wychwyciła moje spojrzenie i wymownie musnęła opuszkami palców swój naszyjnik. Tyle mi wystarczyło. Do pomieszczenia weszli Bill, Mabel i wujkowie. Akurat ja i Meg skończyliśmy opatrywać rany niebieskiego Ciphera, który nadal był nieprzytomny. Bill pstryknął palcami wyczarowując koc, którym przykrył brata i usiadł na fotelu, a Mabel z Megan pobiegły do kuchni pod pretekstem przygotowania dla niespodziewanego gościa czegoś ciepłego.
Time skip:
Will odzyskał przytomność po pół godzinie i zaczął nam wylewnie dziękować za pomoc.
- Nie dziękuj tylko powiedz kto cię tak urządził - odezwał się Bill łapiąc mnie za rękę i pociągając na swoje kolana za co skarciłem go wzrokiem.
- To nieważne, Bill. I tak mi nie pomożesz - Oczy Willa wypełniły się łzami. W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę! - zaproponowała Megan biegnąc do drzwi i po chwili... - Czego tu szukasz, ty zakało społeczeństwa?!
- Jest tu Will? - spytał Dipper Gleeful i po chwili pojawił się w salonie, a Will skulił się na kanapie. - Tu jesteś, błękitku. Wszędzie cię szukałem.
- Błękitku?!!! - Megan wydawała się być w ciężkim szoku, a Will zarumienił się i spuścił wzrok.
- Przepraszam, paniczu - mruknął, a Gleeful podszedł, uklęknął i pogłaskał Willa po głowie.
- Wybaczam, ale nie myśl sobie, że nagle będę dla ciebie miły! - warknął, a Meggy uśmiechnęła się iście szatańsko.
- Będziesz, Gleeful. W miłości liczy się delikatność - powiedziała, a Gleeful spojrzał na nią z chytrym błyskiem w oku.
- Doprawdy? Już rozumiem dlaczego mnie nie chcesz. Boisz się, że nie będę delikatny, prawda? - spytał, a moja siostra strzeliła facepalm'a.
- Nie, Gleeful. Nie chcę z tobą być, ponieważ cię NIENAWIDZĘ, rozumiesz? - odparła.
- Dlaczego? - spytał.
- Powiedzmy, że za bardzo kojarzysz mi się ze swoją siostrą - odparła i spojrzała na Willa. - Potrzeba ci czegoś, Willy?
- Płomienia Lizbeth - odparł tamten, a Megan zdjęła naszyjnik i złapała lewą ręką wyciągniętą dłoń Williama.
- Deal - powiedziała, a ich ręce spowił pomarańczowo-żółty płomień. Płomień ten szybko objął całą rękę niebieskiego Ciphera, zatańczył przez chwilę na jego policzku i znikł pod opaską na oko. Kątem oka zauważyłem, że wujek Ford wpatrywał się w to zjawisko z zafascynowaniem.
- Dziękuję - odparł Will i wstał z kanapy, po czym pstryknął palcami sprawiając, że opatrunki, które miał na sobie zniknęły. - Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście.
- Nie ma za co, Willy, ale nie zapominaj, że ta moc nie jest niewyczerpywalna, więc radzę korzystać z niej tylko w ostateczności - Meg założyła naszyjnik, oznajmiła, że wychodzi i już jej nie było.
- My też już pójdziemy - powiedział Gleeful, skinął na Willa i wyszli.
- Soseneczko... Pójdziemy na spacer? - spytał Bill i dopiero teraz zorientowałem się, że wciąż siedzę na jego kolanach.
- Chciałbyś! - warknąłem próbując się wyrwać, ale on tylko bardziej się we mnie wtulił kładąc podbródek na moim ramieniu.
- Soseneczko... Bądź dobrą soseneczką... Chodź na spacer... - wymruczał do mojego ucha, a ja wzdrygnąłem się i poczułem na policzkach palące rumieńce. Dlaczego życie mnie nie lubi i nie może uszanować faktu, że jestem hetero (bo nie jesteś, Dipper. Poza tym... Life is brutal - dop. aut.)?
- Nie mam wyjścia, prawda? - spytałem.
- Masz - odparł Bill. - Zawsze możemy siedzieć w Chacie, ty na moich kolanach, popijając gorącą czekoladę i...
- Dobra, zrozumiałem - przerwałem mu snucie tych jakże pięknych planów. - Chodźmy na ten spacer.
- Oczywiście, Soseneczko. Tylko nie zapomnij włożyć kurtki - Bill w podskokach ruszył w stronę drzwi, a ja z miną potępieńca ruszyłem za nim. Dlaczego ten głupi trójkąt musiał się uwziąć akurat na mnie? Dlaczego? Tyle jest ludzi na świecie, więc dlaczego ja (bo tak - dop. aut.)? Złapałem uradowanego Billa za dłoń i ruszyliśmy przez las. Życie naprawdę mnie nie lubi...
17
- Sam go znajdź, Stan - mruknął wujek Ford pochylony nad jakimiś papierami.
- Kiedy nie mogę go znaleźć, kujonie! Może twój mózg wymyśliłby pilota, który się sam znajduje kiedy ja chcę przełączyć program? - spytał wujek Stan poprawiając fez, który zaczął się zsuwać z siwej głowy staruszka.
- Twoja głupota jest niereformowalna, Stan - podsumował wujek Ford, a Meggy przytknęła dłoń do ust i cicho zachichotała.
- Nie masz ze mną szans, Bill! - zawołała Mabel i w polu mojego widzenia pojawił się latający popcorn.
- Chyba ty ze mną, Gwiazdeczko! - odkrzyknął Bill i popcorn poleciał w drugą stronę. Spojrzałem na Megan, która postanowiła wreszcie przerwać tą dziwną sielankę i po prostu wepchnęła mnie do pokoju.
- Już jesteśmy! - zawołała starając się przekrzyczeć hałas jaki panował w pomieszczeniu. Natychmiast zapadła cisza i wszyscy spojrzeli na mnie, a po chwili...
- Sosenka!!!
- Dip-Dip!!!
- Pryszczu!!!
- Dipper!!!
Wszyscy wrzasnęli jednocześnie i rzucili się na mą osobę zgniatając mnie w uścisku (biedny Dipper - dop. aut.). Megan stała obok i chichotała cicho.
- Też... się... cieszę... Udusicie... mnie... - wysapałem starając się wydostać poza zasięg ich rąk. Gdy wreszcie mi się to udało Megan stwierdziła, że ostatnie dni były nawet zabawne.
- Zabawne? Niby co było w tym zabawnego? - spytała Mabel.
- Wszystko. Gleeful jest taki naiwny... Ubzdurał sobie, że kocha mnie z jego wymiaru i starał się mi to wmówić - odparła Megan śmiejąc się cicho. Spojrzałem na nią zdziwiony i dostrzegłem coś dziwnego. Rysy twarzy mojej siostry były jakby ostrzejsze niż przed chwilą. Na kilka sekund straciłem czujność co Cipher wykorzystał by złapać mnie za rękę i teleportować nas na dach. Gwiazdy pięknie świeciły, ale... Na Dziecko Czasu! Zimy w Oregonie są bardzo mroźnie! Bill dostrzegłszy, że dygoczę z zimna pstryknął palcami, owinął nas szalem w żółte trójkąty (a jakżeby inaczej!) i przytulił do siebie. Był tak przyjemnie ciepły. Natychmiast do niego przylgnąłem pragnąc ciepła jego ciała, a on wyczarował błękitny płomień, który dodatkowo nas ogrzewał.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś? - spytałem, a on mocniej mnie w siebie wtulił kładąc podbródek na mojej głowie i zaczął cicho nucić. Nie potrafiłem rozróżnić słów. Tekst śpiewany przez Billa nie był w żadnym znanym mi języku. Zacząłem się robić coraz bardziej senny. Usadowiłem się wygodniej na kolanach blondyna i przymknąłem powieki wsłuchując się w jego dźwięczny głos...
Obudziłem się w swoim łóżku, a pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem była głowa Mabel, która przyglądała mi się z rozbawieniem. Poruszyłem się nieznacznie i uderzyłem w coś czołem.
- Sosenko, nie wierć się tak - poprosił zaspanym głosem Bill i poprawił swoją rękę na moim boku.
- Przepraszam - mruknąłem zamykając oczy, ale po chwili uświadomiłem sobie co rozbawiło Mabel i natychmiast się rozbudziłem. - CO TY ROBISZ W MOIM ŁÓŻKU, CIPHER?!!!
16
- Dzisiejszy występ został przesunięty na jutrzejszy poranek - powiedziała.
- Dlaczego? - zdziwiłem się. Odkąd tu jestem jeszcze nigdy nie przesuwaliśmy występów.
- Powiem prosto z mostu: Wuj zaczyna już coś podejrzewać jeśli chodzi o ciebie. W związku z tym odwiedziłam mojego brata i ustaliliśmy, że jutro wrócisz do swojego wymiaru - Usłyszałem i pokiwałem głową. Dowiedziałem się jak to wszystko się odbędzie, zjadłem kolację i wróciłem na górę. Otóż plan odesłania mnie do Gravity Falls był następujący:
Jutro, przed śniadaniem Megan przybędzie do tego wymiaru z Gleeful'em. On i jego siostra pójdą na występ, a ja z Meggy wrócimy do domu. Nie wiem dokładnie jak ten powrót nastąpi, ale to nieważne.
- Lepiej pójdę spać. Jutro wszystko się okaże - powiedziałem do siebie i zasnąłem.
Time skip:
Rano obudziłem się z uczuciem, że ktoś na mnie wskoczył i to z rozpędu. Otworzyłem oczy i napotkałem wpatrzone w moją twarz błękitne tęczówki siedzącej na mnie blondynki.
- Wstawaj, leniuchu. Piękny dzień mamy - Uśmiechnęła się i zeszła z mojego brzucha.
- Ktoś ty? - spytałem przecierając zaspane oczy, a ona odgarnęła włosy za ucho.
- Jestem Megan Pines - przedstawiła się.
- Co? - zapytałem jak głupi. Inaczej ją zapamiętałem...
- Później ci wytłumaczę, Dippy. Wstawaj, bracik - Pociągnęła mnie za nadgarstek. Na jej ręce dostrzegłem srebrną bransoletkę, której zawieszka przypominała tą z naszyjnika mojej siostry. - Wszyscy na ciebie czekają...
- Wszyscy? - przerwałem jej.
- Tak. Wujkowie, Mabs, Soos, Wendy i nawet Bill - powiedziała, a ja wreszcie wstałem i pobiegłem do łazienki się przebrać. Moje stare ciuchy. Jak ja się stęskniłem za swoim stylem. Założyłem czapkę i wszedłem do pokoju. Meg siedziała na krześle i plotła sobie warkocza.
- Co to znaczy, że Bill na mnie czeka? - spytałem ściągając na siebie jej uwagę.
- Głównie to, że już nie jest nieczułym doritosem i nie kradnie ludziom ciał. Myślę, że on... Bill chyba czuje do ciebie miętę, Dippy... - powiedziała kończąc swą wypowiedź miną, którą Mabs nazywa "lenny face" (czy jakoś tak).
- Fajnie... - mruknąłem z ironią, której moja siostra nie wychwyciła, i zeszliśmy oboje na dół.
- Miło było poznać ciebie i twoją rodzinę, Pines - odezwał się Gleeful i podał mi rękę, którą uścisnąłem.
- Tak... Mi też było miło - Uśmiechnąłem się z leciutkim zażenowaniem.
- Dippy, chodźmy... - Meggy pociągnęła mnie za rękę, a ja posłusznie ruszyłem za nią. Wyszliśmy na dwór i stanęliśmy za rezydencją tak, żeby nikt niepożądany nas nie zobaczył.
- Co teraz? - spytałem.
- Potrzymaj przez chwilę - Podała mi bransoletkę i pstryknęła palcami otwierając portal. - Nie stój tak, bracik. Chodź.
- Dobrze... - podałem jej bransoletkę i ruszyłem za nią...
***
Witam wszystkich w ten cudowny dzień!
Cieszę się, że mogę wam zaprezentować nowy rozdział tego BillDipa. Jak widać Dipperowie wrócili już do swoich wymiarów, więc mogę skupić się na głównym wątku, czyli na BillDipie i WillDipie. Postaram się też (bo nie wiem jak to wyjdzie w praktyce) wyjaśnić do końca dlaczego Megan nie mieszka z Dipperem i Mabel, ale to przy innej okazji. Ach! I jeszcze jedna sprawa. Jeśli nastawiliście się na to, że Bill będzie tu taki jak w innych BillDipach to z góry przepraszam, ale będzie bardziej delikatniejszy, łagodniejszy, no i będzie trochę słodził swojej Sosence, ale myślę, że nikt nie dostanie cukrzycy :)
To wszystko na dzisiaj. Do następnego!