wtorek, 26 stycznia 2021

Mikołajki

 ~Dipper Pines
Obudziłem się rano i zauważyłem Billa, który stał obok łóżka ubrany w czerwony strój i czapkę Mikołaja.
- Czy moja Sosenka była grzeczna w tym roku? - uśmiechnął się zabójczo. Westchnąłem cicho i udałem zastanowienie.
- A jeśli powiem, że nie? - spytałem, a demon usiadł i wciągnął mnie na swoje kolana.
- To nie będzie prezentu - wyszeptał mi do ucha. - Chyba, że jakoś udobruchasz Billołaja...
- "Billołaja"? - parsknąłem cicho. Widząc jednak poważny wyraz twarzy Ciphera, szybko zamilkłem. - A w jaki sposób mogę go udobruchać?
- Wymyśl coś... - wymruczał zmysłowo i przejechał palcem po odsłoniętej skórze na moim obojczyku, a ja zadrżałem i zarzuciłem ramiona na jego kark, by przyciągnąć go do pocałunku. Na początku naszego związku takie rzeczy mnie peszyły, ale teraz były już normą.
- Czy taka próba udobruchania jest w porządku? - uśmiechnąłem się niewinnie. Blondyn westchnął i przyssał się do mojej szyi, a jego dłonie wsunęły się pod moją koszulkę by leniwie głaskać żebra. Jęknąłem cicho. Po chwili jednak mój chłopak odsunął się ode mnie z wrednym uśmieszkiem.
- Wystarczy...
- No, ej... - jęk niezadowolenia opuścił moje usta, a wyższy zachichotał i wstał.
- Jakie udobruchanie taki prezent - powiedział i wyszedł z pokoju.
- Głupi demon! - warknąłem rzucając poduszką w drzwi od pokoju. - Ale za to cały mój i na dodatek seksowny...
Time skip:
Po porannym prysznicu wszedłem do kuchni i wtuliłem się w plecy Billa, który akurat robił nam gorącą czekoladę.
- Sosenko... Ja nie jestem poduszką - zaśmiał się i obrócił do mnie przodem, po czym uwięził mnie w swoich ramionach.
- Jesteś - mruknąłem, a chłopak się zaśmiał i podniósł mnie do góry. Oplątałem nogami jego pas, a po chwili leżeliśmy na kanapie całując się jak szaleni.
- Ładny widoczek, nie powiem, ale ja tam wolę podziwiać Willa pod sobą - odezwał się nagle znudzony Gleeful, a my odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. W salonie byli Gleeful z Willem oraz moje siostry.
- Ale nie psuj nam BillDipa - jęknęła, wyraźnie zawiedziona, Megan i poprawiła rogi renifera, które miała na głowie.
- Co wy tu robicie? - zdziwiłem się.
- Pomagamy Mikołajowi - zachichotała Mabel i podała nam jakiś pakunek, którym okazały się być włóczkowe swetry z podobizną choinki i renifera, które szybko ubraliśmy.
- Uroczo... - skomentowała Meg, a ja westchnąłem i zaproponowałem naszym gościom herbaty, bo Bill się nie kwapił niestety.
Time skip:
Nasi goście spędzili u nas cały dzień, ale było ciekawie. Bill wyczarował śnieg, przez co mogliśmy ulepić bałwana (który "dziwnym" trafem był w kształcie trójkąta. Co za zbieg okoliczności...) i porzucać śnieżkami. Nawet Gleeful wyglądał jakby się świetnie bawił, co cieszyło Willa.
Wieczorem, po gorącej kąpieli, położyliśmy się do łóżka, a ja wtuliłem się w demona.
- Wiesz co? - zagadnąłem.
- Hm? - blondyn musnął moje czoło zimnymi ustami.
- To były najlepsze Mikołajki, bo mogłem je spędzić z tobą - mruknąłem i zamknąłem oczy, oddając się w krainę Morfeusza.
***
Byliście grzeczni w tym roku, kochani?
Wierzę, że tak, więc łapcie Mikołajkowy bonus i wesołych Mikołajek, moi drodzy!

Epilog (i podziękowania)

 ~10 lat później~
~Megan Pines
- Mamo... - 4-letni chłopiec zaglądnął do pokoju, a Dean się zaśmiał...
- Idź... Twój syn cię woła - mruknął.
- Nasz syn - poprawiłam swojego męża i wyszłam z pokoju. Na dole panował gwar. Nath bawił się z 2-letnim chłopcem, a Mabel kołysała na rękach kilkumiesięczną dziewczynkę. Nigdy bym nie pomyślała, że moja siostra i przyjaciel znajdą wspólny język, ale jak to ujął kiedyś Bill... "On też by nie pomyślał, że jest Dippero-seksualny". Tak... Dippero-seksualny... A jeśli o tym mowa...
- Sosenko... - jęknął demon wchodząc za moim bratem do Chaty.
- Powiedziałem koniec, Bill! - zirytowany Dipper spojrzał na blondyna. - Celibat przez miesiąc... I lepiej mnie nie denerwuj, bo zamienię miesiąc na rok!
Bill jęknął cierpiętniczo, a reszta towarzystwa wydała z siebie ciche "uuu...".
- Masz okres, Pines? - spytał Dipper Gleeful po uprzednim oderwaniu się od ust Willa. Jeśli chodzi o Gleeful'a i niebieskiego Ciphera to układało im się wręcz wspaniale. Czarownik uwolnił demona i wspólnie uciekli z wymiaru Reverse, po czym Dipper oświadczył się Willowi. Zazdrosny o relację brata Bill również poprosił mojego brata o rękę, a teraz próbował namówić go na dzieci, czemu chłopak (a właściwie młody mężczyzna) się stanowczo sprzeciwiał.
Między Maxem i Tomem też było dobrze. Po tym jak rozwiązaliśmy zespół chłopcy postanowili, że będą występować w duecie i teraz byli jedną ze sławniejszych par muzycznego show-biznesu.
Ja wzięłam ślub z Deanem i mieliśmy syna, a Lizbeth... Cóż... Po tym jak wujaszek Ford i Bill ją ze mnie "wyciągnęli" wróciła do Wymiaru Snów i Koszmarów.
Jeśli zaś mowa o wujaszkach to nadal pływali "Stanowarem II" po świecie, ale czasem zaglądali do Wodogrzmotów. Wszystkim żyło się wręcz cudownie i miałam nadzieję, że już zawsze tak będzie.
- Wiecie co, dziewczyny? - zagadnął Dippy, a ja i Mabel spojrzałyśmy na niego pytająco. - Dziękuję za wmawianie mi, że ja i Bill to przeznaczenie - przytulił nas i odszedł do swojego narzeczonego siadając mu na kolanach. Bill ucałował swoją Sosenkę za uchem, a ja musnęłam opuszkami palców naszyjnik, który teraz nosiłam tylko dla ozdoby. Uśmiechnęłam się szeroko i rozejrzałam się po swojej (bądź co bądź) rodzinie czując wewnętrzny spokój na widok uśmiechniętych dzieci, przytulonych par oraz przekomarzających się wujków, którzy akurat wpadli w odwiedziny. Wszystko było dobrze, a z dnia na dzień miało być coraz lepiej...
***
I to już koniec tej historii. Chlip... Będę płakać...
Dziękuję, że byliście ze mną przez wszystkie rozdziały i mnie wspieraliście. Każda gwiazdka i każdy komentarz niesamowicie motywowały mnie do dalszego pisania choć z tym bywało trudno, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie :)
Rozdział byłby wcześniej, ale byłam przez 2 tygodnie na zagranicznych praktykach w Grecji i po prostu nie miałam czasu (ani warunków, bo telefon mi się zepsuł, a zastępczy był do bani) na pisanie.
Uprzedzając ewentualne pytania... Nie. Nie mam w planach drugiej części tej książki. A jeśli bym kiedyś napisała (w co szczerze wątpię) to w bardzo dalekiej przyszłości, bo na razie chciałabym skupić się na skończeniu pozostałych książek znajdujących się na moim profilu.
Tak więc jeszcze raz... Bardzo wam z całego serca dziękuję za czytanie tego BillDipa i wytrwanie do samego końca. Jesteście cudowni i naprawdę was wszystkich kocham.
Dziękuję i do zobaczenia w innych książkach...

20

Witam. Żyję...
Zabijcie mnie... Moja wena to... Nieważne. Wiecie... Myślałam nad tym, żeby ten rozdział był ostatnim i chyba tak zrobię.
Lilka... Przecież wszyscy już dawno zapomnieli o tej książce...
Przepraszam?
Rozdział zawiera treści dla dorosłych.

Gdy tylko znaleźliśmy się w domu, panicz zabrał mnie do swojego pokoju i posadził na kolanach.
- Wszystko w porządku, Błękitku? - spytał dziwnie ciepłym, tak do niego niepasującym, tonem.
- Tak - szepnąłem wpatrując się w zimny błękit jego oczu. Tak bardzo utonąłem w tej głębi, że nie zwróciłem uwagi na fakt, iż nasze twarze znajdują się coraz bliżej siebie. Dopiero usta panicza stykające się z moimi wargami mnie otrzeźwiły. Przymknąłem oczy i z pasją oddałem pocałunek. Czułem jak chłopak się uśmiecha. Po chwili pstryknął palcami pozbawiając mnie górnego odzienia, a swoje usta przeniósł na moją szyję. Mruknąłem cicho i odchyliłem głowę dając mu lepszy dostęp. Było mi zbyt przyjemnie by zastanawiać się nad możliwymi konsekwencjami. W tamtym momencie liczyły się tylko jego usta wytyczające na moim ciele ścieżkę malinek i mokrych pocałunków oraz dłonie "jeżdżące" po mojej talii. Nawet nie zorientowałem się kiedy nasze ubrania zniknęły, ja zostałem położony na łóżku, a panicz zawisł nade mną i zaczął skanować wzrokiem moje ciało. Zarumieniłem się i odwróciłem wzrok, zagryzając wargę. Wstydziłem się swojego ciała naznaczonego bliznami.
- Jesteś piękny, Błękitku - Usłyszałem i spojrzałem na uśmiechniętego szatyna. - Najpiękniejszy...
- Dipper... - jęknąłem kiedy ułożył się między moimi nogami i przejechał językiem po mojej męskości. Powtórzył czynność jeszcze kilka razy, po czym wziął mnie do ust. Krzyknąłem z wszechogarniającej mnie przyjemności i instynktownie wsunąłem dłonie w jego włosy. W domu byliśmy tylko my dwaj, więc nie musiałem się chamować. Krzyczałem, jęczałem i wzdychałem z przyjemności, a usta Gleeful'a wyprawiały ze mną prawdziwe cuda. Nie potrzebowałem dużo czasu by trafić na szczyt. Czując, że zaraz dojdę chciałem odciągnąć głowę Dippera, ale ten tylko pokręcił przecząco i skrępował moje ręce zaklęciem, więc ostatecznie skończyłem w jego ustach. Wrzasnąłem na całe gardło i opadłem na materac, oddychając ciężko. Przymknąłem oczy starając się uspokoić bijące w zawrotnym tempie serce i uregulować oddech.
- Podobało się? - spytał chłodny głos.
- B-bardzo... - szepnąłem, czerwieniąc się jak pomidor. Po chwili syknąłem czując wsuwające się we mnie palce, które zaczęły mnie rozciągać. Szarpnąłem się i pokręciłem głową starając się uciec od uczucia dyskomfortu.
- Spokojnie. To konieczne. Nie chcę zrobić ci krzywdy - Usłyszałem zmysłowy szept w uchu i momentalnie się uspokoiłem.
" Czyli to nie koniec " - pomyślałem starając się rozluźnić, aż uczucie dyskomfortu zaczęło ustępować miejsca przyjemności.
Dipper, czując, że jestem gotowy, wyjął ze mnie palce. Jęknąłem żałośnie na uczucie pustki, która została wypełniona penisem niebieskookiego. Spojrzał na mnie, niemo pytając o zgodę. Pokiwałem głową, a on zaczął się poruszać. Z początku delikatnie, ale w miarę upływu czasu zaczął przyspieszać, wyrywając z mojego gardła coraz głośniejsze jęki. Przymknąłem oczy i oddałem się doznaniom. Odgłos jego bioder obijających się o moje pośladki i ciężki, ciepły oddech przy moich uchu... To wszystko było po prostu zbyt przyjemne...
- Och, tutaj! - krzyknąłem, gdy trafił w mój specjalny punkt. Otworzyłem oczy, gdy poczułem, że zaczyna trafiać w ten punkt raz za razem. Po chwili moje wnętrze zostało zalane jego spermą, a ja wytrysnąłem na nasze brzuchy. Szatyn poruszył się jeszcze kilka razy, przedłużając nasz orgazm, po czym wyszedł ze mnie i opadł na poduszki.
- Byłeś wspaniały - wymruczał.
- Dziękuję, że pozwoliłeś mi zobaczyć raj... - szepnąłem cichutko, po czym wtuliłem się w jego klatkę piersiową i zasnąłem.
Dipper Pines~
Do zapamiętania. Nigdy nie całować latających, demonicznych trójkątów. NAWET jeśli w ludzkiej formie wyglądają jak chodzące ideały. Dlaczego, spytacie? Cóż...
- Bill... Ta podłoga jest strasznie zimna, twarda i niewygodna - wysapałem między pocałunkami, a blondyn... Posadził mnie na stole. - Nie do końca o to mi chodziło...
- Więc o co, Sosenko? - spytał zirytowanym głosem.
- Ktoś może tu wejść - mruknąłem, a demon teleportował nas do swojej piramidy. Siedzieliśmy na łóżku, a na kominku płonął ogień dając przyjemne ciepło. Oparłem głowę o ramię Billa.
- Sosenko? - spytał i spojrzał na mnie. Kiwnąłem głową na znak, że słucham. Chłopak przeczesał moje włosy i złożył pocałunek na moim czole. - Nie chcę ci zrobić krzywdy. Wiem, że nie pozwoliłem ci się odsunąć, gdy pocałowałeś mnie na polanie, ale jeśli to dla ciebie za szybko czy coś to ja mogę poczekać i...
Westchnąłem i uciszyłem go pocałunkiem. Cieszyłem się, że nie chce mnie do niczego zmuszać, ale ja byłem gotowy. Chciałem oddać się Billowi pod każdym możliwym względem. Wiem, że to demon, który chciał zniszczyć nasz świat, ale czas spędzony z nim pokazał mi, że Cipher naprawdę żałuje i chce naprawić swoje błędy. Dużo też rozmawiałem o tym z siostrami, które zgodnie twierdziły, że powinienem dać złotookiemu szansę.
- Bill... Ja... Ja chcę... - Zarumieniłem się, ale nie odwróciłem wzroku. - Chcę zrobić to z tobą, Bill.
Demon nie potrzebował nic więcej. Położył mnie na łóżku i pocałował uspokajająco, po czym zaczął ściągać z nas ubrania. Obserwowałem go spod przymrużonych powiek. Wszystkie jego ruchy były takie delikatne. W końcu nasze rzeczy znalazły się na podłodze, a mój kochanek powrócił do całowania moich ust jednocześnie mnie rozciągając. Po co tracić zbędny czas?
- Sosenko... - jęknął gardłowo całując mnie po szyi. Mruknąłem, gdy zassał się na niej robiąc malinkę, a po chwili wygiąłem się w łuk. Demon wszedł we mnie tłumiąc mój jęk swoimi ustami. Odczekał kilka minut i zaczął się poruszać, ozdabiając moje ciało malinkami oraz ugryzieniami.
- Bill... - westchnąłem, gdy złapał w dłoń mojego członka i zaczął go masować w rytm ruchów swoich bioder. Z każdym, kolejnym posunięciem jego ruchy przybierały na sile i prędkości, ale nie przeszkadzało mi to. Przymknąłem oczy rozkoszując się chwilą. Krzyknąłem gardłowo, gdy Cipher trafił w moją prostatę i rozlałem się w jego dłoń, a demon doszedł chwilę później.
Time skip:
Następnego ranka obudziłem się w ramionach Billa, który wpatrywał się we mnie i subtelnie głaskał opuszkami palców moje ramię. Szybko się ogarnęliśmy i demon teleportował nas do Chaty. Pojawiliśmy się w salonie, gdzie siedziała Megan.
- I jak było? - spytała z dwuznacznym uśmiechem, gdy blondyn opuścił pomieszczenie.
- Nie wiem o co ci chodzi - Udałem idiotę, a dziewczyna chwyciła lusterko.
- O to - powiedziała pokazując widoczną na mojej szyi malinkę. Jedną z wielu, które wczoraj pozostawił Bill. Poczułem, że się rumienię. Megan poklepała mnie po ramieniu. - Idę pogratulować, Billowi.
- Głupi demon - mruknąłem, gdy wyszła.
" I tak mnie kochasz, Sosenko " - Usłyszałem w swojej głowie i westchnąłem ciężko, ale przyznałem mu rację. I tak go kocham...
***
Witam i o zdrowie pytam.
Mam nadzieję, że nic nie zepsułam, ale powiadają, że nadzieja matką głupich.
Chciałam przeprosić, że musieliście tak długo czekać.
Mogłabym napisać nawet cały esej tłumacząc się brakiem weny, czasu, itd., ale tego nie zrobię.
Po prostu przepraszam i błagam o wybaczenie *błaga na kolanach*.
Mam nadzieję, że nie obrazicie się za to, że Gleeful nie był taki chłodny i szorstki jak zazwyczaj, ale po prostu ta jego oschłość mi tutaj nie pasowała...
Tak, jak pisałam we wstępie. To już ostatni rozdział. Jeszcze tylko epilog i koniec.
Dziękuję, że byliście ze mną przez te wszystkie rozdziały.
Do następnego!
Wasza Lily

19

 Następne dni upływały dość monotonnie. Wujek Ford siedział w laboratorium, wujek Stan zajmował się sklepem, Mabel przebywała z Grubą i Cuksą, Megan też przepadała gdzieś na całe dnie... A ja nie miałem innego wyjścia, więc niańczyłem Billa.

 - Soseneczko~ Słuchasz mnie? - Blondyn irytował mnie, gdy próbowałem czytać książkę.

 - Na stare gacie wujka Stanka! Czego znowu chcesz, Bill?! - Nie wytrzymałem.

 - Sprawdzałem czy żyjesz - odparł demon z głupim uśmiechem. Po chwili wybiegł z pokoju, a w ślad za nim powędrowała poduszka, która uderzyła w drzwi i upadła na podłogę.

 - Głupi trójkąt - prychnąłem i na powrót zaczytałem się w książce.

~Bill Cipher

Umknąłem przed poduszką i udałem się do kuchni. Moja Soseneczka dostanie ode mnie pyszne spaghetti. I wcale tego nie wyczaruję. Nie! Zrobię to jak zwykły człowiek wkładając w tę czynność całe serce, a Sosenka będzie mógł zjeść pyszne spaghetti...

Wziąłem się za przygotowania. Ależ to niesamowicie nudne. Korciło mnie, żeby użyć magii, ale nie mogłem tego zrobić. Z nudów zacząłem nucić...

- Spaghetti, spaghetti! Pyszne spagetti! Sosence zrobię...!

- Bill? Co ci odwala? - Usłyszałem i spojrzałem na Sosenkę.

- Spaghetti - Wyszczerzyłem się do chłopaka, którego twarz wyrażała jeden wielki mindfuck. Nie zwracając już na to uwagi wróciłem do pracy.

Time skip:

Wreszcie udało mi się wszystko przygotować. Pstryknąłem palcami sprawiając, że Sosenka stał przy stole. Usiadłem na krześle, posadziłem go sobie na kolanach i nabrałem trochę spaghetti na widelec.

- Soseneczko, zrób "Aaaa..." - powiedziałem. Spojrzał na mnie z mordem w oczach, ale posłusznie otworzył usta, w których po chwili wylądował makaron z sosem. - Grzeczny chłopiec...

~Dipper Pines

Nie powiem... Było całkiem miło. Latający nachos się postarał. Karmił mnie aż spaghetti zniknęło z talerza. Dobrze, że przez cały ten czas nikt nas nie zobaczył...

- Sosenko, jesteś brudny - Zaśmiał się obiekt moich myśli.

- Gdzie? - spytałem, a Bill się do mnie zbliżył.

- Tu - odparł z dziwnym uśmieszkiem i pocałował mnie zlizując przy okazji sos z moich warg. Z moich ust wydobył się jęk zaskoczenia, a ten cholernik pogłębił pocałunek. I tak mój dobry humor prysł. Odepchnąłem Billa, zerwałem się na równe nogi i wybiegłem z kuchni. W drzwiach wyjściowych wpadłem na swoje siostry, które najwyraźniej świetnie się bawiły w swoim towarzystwie.

- Dippy? Wszystko ok? - zapytała Meggy z troską.

- Tak. Muszę... Muszę się przejść - odparłem i ruszyłem przed siebie.

~Bill Cipher

Zawaliłem i to na całej linii. Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy Gwiazdeczka i Czarodziejka spytały co ugryzło Sosenkę. Ruszyłem do lasu by go poszukać.

- Sosenko?! Sosenko! Sosenko, gdzie jesteś?! - wołałem rozglądając się po lesie.

- Bill, pomocy! - Usłyszałem i pobiegłem w tamtą stronę. Na polance znajdowali się Sosenka, Męskotur i Multimisiek. Wszyscy uciekali przed rozwścieczonymi krasnalami. Nie powiem... Rozbawiło mnie to. Ale Sosenka! Pstryknąłem palcami, a uradowany szatyn wpadł mi w ramiona.

- Sosenko? - Pogłaskałem go po głowie.

- Dziękuję, Bill - wyszeptał i złożył na moich ustach pocałunek. Po chwili chciał się odsunąć, ale przyciągnąłem go bliżej siebie.

~Will Cipher

Stałem za drzewem, z uśmiechem przyglądając się Billowi i Dipperowi Pines'owi, którzy trwali w pocałunku. Cieszyłem się, że mój bliźniak znalazł szczęście. Zasługiwał na miłość.

- Ty też na nią zasługujesz, Błękitku - mruknął panicz obejmując mnie w pasie i składając pocałunek na moim karku.

- Dipper... - jęknąłem cicho, a on pstryknął palcami.

- Wracajmy do domu, Błękitku - powiedział.

piątek, 3 sierpnia 2018

18

Śniadanie jadłem wściekły jak nigdy. Nie dość, że Bill dzielił ze mną łóżko i Mabel zaczęła się wydzierać, że nas shippuje to jeszcze słyszałem jak Megan powiedziała, że bylibyśmy słodką parą. Ja i Bill? Never! JESTEM HETERO! NIE HOMO! HE-TE-RO!!! Proszę, nawet przesylabizowałem.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi, które poszedłem otworzyć i mało brakowało, a krzyknąłbym z przerażenia.
- Pomocy... - wyszeptał cichutko zakrwawiony Will i padł bez przytomności w moje ramiona. Natychmiast zaniosłem błękitnego demona do salonu, ułożyłem na kanapie i sprawnie niczym ninja wykradłem z łazienki apteczkę. Uklęknąłem przed nieprzytomnym i zacząłem dezynfekować jego rany.
- Co robisz, bracik? - spytała Megan wchodząc do salonu. Spojrzałem na nią, a ona przyłożyła dłoń do ust. - O, mój... Co mu się stało?
- Zapewne Mabel Gleeful się z nim "bawiła" - mruknąłem i podniosłem delikatnie jego głowę, po czym ją obandażowałem. Megan uklęknęła obok mnie i zaczęła mi pomagać.
- Biedaczek... - szepnęła. - Wiem, że Gleeful'owie źle go traktują, ale nie wiedziałam, że aż tak.
Spojrzałem na siostrę, a ta wychwyciła moje spojrzenie i wymownie musnęła opuszkami palców swój naszyjnik. Tyle mi wystarczyło. Do pomieszczenia weszli Bill, Mabel i wujkowie. Akurat ja i Meg skończyliśmy opatrywać rany niebieskiego Ciphera, który nadal był nieprzytomny. Bill pstryknął palcami wyczarowując koc, którym przykrył brata i usiadł na fotelu, a Mabel z Megan pobiegły do kuchni pod pretekstem przygotowania dla niespodziewanego gościa czegoś ciepłego.
Time skip:
Will odzyskał przytomność po pół godzinie i zaczął nam wylewnie dziękować za pomoc.
- Nie dziękuj tylko powiedz kto cię tak urządził - odezwał się Bill łapiąc mnie za rękę i pociągając na swoje kolana za co skarciłem go wzrokiem.
- To nieważne, Bill. I tak mi nie pomożesz - Oczy Willa wypełniły się łzami. W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę! - zaproponowała Megan biegnąc do drzwi i po chwili... - Czego tu szukasz, ty zakało społeczeństwa?!
- Jest tu Will? - spytał Dipper Gleeful i po chwili pojawił się w salonie, a Will skulił się na kanapie. - Tu jesteś, błękitku. Wszędzie cię szukałem.
- Błękitku?!!! - Megan wydawała się być w ciężkim szoku, a Will zarumienił się i spuścił wzrok.
- Przepraszam, paniczu - mruknął, a Gleeful podszedł, uklęknął i pogłaskał Willa po głowie.
- Wybaczam, ale nie myśl sobie, że nagle będę dla ciebie miły! - warknął, a Meggy uśmiechnęła się iście szatańsko.
- Będziesz, Gleeful. W miłości liczy się delikatność - powiedziała, a Gleeful spojrzał na nią z chytrym błyskiem w oku.
- Doprawdy? Już rozumiem dlaczego mnie nie chcesz. Boisz się, że nie będę delikatny, prawda? - spytał, a moja siostra strzeliła facepalm'a.
- Nie, Gleeful. Nie chcę z tobą być, ponieważ cię NIENAWIDZĘ, rozumiesz? - odparła.
- Dlaczego? - spytał.
- Powiedzmy, że za bardzo kojarzysz mi się ze swoją siostrą - odparła i spojrzała na Willa. - Potrzeba ci czegoś, Willy?
- Płomienia Lizbeth - odparł tamten, a Megan zdjęła naszyjnik i złapała lewą ręką wyciągniętą dłoń Williama.
- Deal - powiedziała, a ich ręce spowił pomarańczowo-żółty płomień. Płomień ten szybko objął całą rękę niebieskiego Ciphera, zatańczył przez chwilę na jego policzku i znikł pod opaską na oko. Kątem oka zauważyłem, że wujek Ford wpatrywał się w to zjawisko z zafascynowaniem.
- Dziękuję - odparł Will i wstał z kanapy, po czym pstryknął palcami sprawiając, że opatrunki, które miał na sobie zniknęły. - Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście.
- Nie ma za co, Willy, ale nie zapominaj, że ta moc nie jest niewyczerpywalna, więc radzę korzystać z niej tylko w ostateczności - Meg założyła naszyjnik, oznajmiła, że wychodzi i już jej nie było.
- My też już pójdziemy - powiedział Gleeful, skinął na Willa i wyszli.
- Soseneczko... Pójdziemy na spacer? - spytał Bill i dopiero teraz zorientowałem się, że wciąż siedzę na jego kolanach.
- Chciałbyś! - warknąłem próbując się wyrwać, ale on tylko bardziej się we mnie wtulił kładąc podbródek na moim ramieniu.
- Soseneczko... Bądź dobrą soseneczką... Chodź na spacer... - wymruczał do mojego ucha, a ja wzdrygnąłem się i poczułem na policzkach palące rumieńce. Dlaczego życie mnie nie lubi i nie może uszanować faktu, że jestem hetero (bo nie jesteś, Dipper. Poza tym... Life is brutal - dop. aut.)?
- Nie mam wyjścia, prawda? - spytałem.
- Masz - odparł Bill. - Zawsze możemy siedzieć w Chacie, ty na moich kolanach, popijając gorącą czekoladę i...
- Dobra, zrozumiałem - przerwałem mu snucie tych jakże pięknych planów. - Chodźmy na ten spacer.
- Oczywiście, Soseneczko. Tylko nie zapomnij włożyć kurtki - Bill w podskokach ruszył w stronę drzwi, a ja z miną potępieńca ruszyłem za nim. Dlaczego ten głupi trójkąt musiał się uwziąć akurat na mnie? Dlaczego? Tyle jest ludzi na świecie, więc dlaczego ja (bo tak - dop. aut.)? Złapałem uradowanego Billa za dłoń i ruszyliśmy przez las. Życie naprawdę mnie nie lubi...

17

Wylądowaliśmy w... szafie? Meggy otworzyła ją kopniakiem i wyszliśmy. Okazało się, że staliśmy w przejściu do salonu. Wujek Stan oglądał telewizję komentując wszystko co 5 sekund i odgrażając wyrzuceniem telewizora jeśli ktoś natychmiast nie znajdzie pilota.
- Sam go znajdź, Stan - mruknął wujek Ford pochylony nad jakimiś papierami.
- Kiedy nie mogę go znaleźć, kujonie! Może twój mózg wymyśliłby pilota, który się sam znajduje kiedy ja chcę przełączyć program? - spytał wujek Stan poprawiając fez, który zaczął się zsuwać z siwej głowy staruszka.
- Twoja głupota jest niereformowalna, Stan - podsumował wujek Ford, a Meggy przytknęła dłoń do ust i cicho zachichotała.
- Nie masz ze mną szans, Bill! - zawołała Mabel i w polu mojego widzenia pojawił się latający popcorn.
- Chyba ty ze mną, Gwiazdeczko! - odkrzyknął Bill i popcorn poleciał w drugą stronę. Spojrzałem na Megan, która postanowiła wreszcie przerwać tą dziwną sielankę i po prostu wepchnęła mnie do pokoju.
- Już jesteśmy! - zawołała starając się przekrzyczeć hałas jaki panował w pomieszczeniu. Natychmiast zapadła cisza i wszyscy spojrzeli na mnie, a po chwili...
- Sosenka!!!
- Dip-Dip!!!
- Pryszczu!!!
- Dipper!!!
Wszyscy wrzasnęli jednocześnie i rzucili się na mą osobę zgniatając mnie w uścisku (biedny Dipper - dop. aut.). Megan stała obok i chichotała cicho.
- Też... się... cieszę... Udusicie... mnie... - wysapałem starając się wydostać poza zasięg ich rąk. Gdy wreszcie mi się to udało Megan stwierdziła, że ostatnie dni były nawet zabawne.
- Zabawne? Niby co było w tym zabawnego? - spytała Mabel.
- Wszystko. Gleeful jest taki naiwny... Ubzdurał sobie, że kocha mnie z jego wymiaru i starał się mi to wmówić - odparła Megan śmiejąc się cicho. Spojrzałem na nią zdziwiony i dostrzegłem coś dziwnego. Rysy twarzy mojej siostry były jakby ostrzejsze niż przed chwilą. Na kilka sekund straciłem czujność co Cipher wykorzystał by złapać mnie za rękę i teleportować nas na dach. Gwiazdy pięknie świeciły, ale... Na Dziecko Czasu! Zimy w Oregonie są bardzo mroźnie! Bill dostrzegłszy, że dygoczę z zimna pstryknął palcami, owinął nas szalem w żółte trójkąty (a jakżeby inaczej!) i przytulił do siebie. Był tak przyjemnie ciepły. Natychmiast do niego przylgnąłem pragnąc ciepła jego ciała, a on wyczarował błękitny płomień, który dodatkowo nas ogrzewał.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś? - spytałem, a on mocniej mnie w siebie wtulił kładąc podbródek na mojej głowie i zaczął cicho nucić. Nie potrafiłem rozróżnić słów. Tekst śpiewany przez Billa nie był w żadnym znanym mi języku. Zacząłem się robić coraz bardziej senny. Usadowiłem się wygodniej na kolanach blondyna i przymknąłem powieki wsłuchując się w jego dźwięczny głos...
Obudziłem się w swoim łóżku, a pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem była głowa Mabel, która przyglądała mi się z rozbawieniem. Poruszyłem się nieznacznie i uderzyłem w coś czołem.
- Sosenko, nie wierć się tak - poprosił zaspanym głosem Bill i poprawił swoją rękę na moim boku.
- Przepraszam - mruknąłem zamykając oczy, ale po chwili uświadomiłem sobie co rozbawiło Mabel i natychmiast się rozbudziłem. - CO TY ROBISZ W MOIM ŁÓŻKU, CIPHER?!!!

16

Byłem tak oszołomiony tym, że zapomniałem o swej siostrze... Jak mogłem?! To tak, jakby Mabs zapomniała o mnie. Westchnąłem ciężko i zszedłem na dół. Will podawał właśnie kolację, a panna Mabel coś czytała. Usiadłem obok niej.
- Dzisiejszy występ został przesunięty na jutrzejszy poranek - powiedziała.
- Dlaczego? - zdziwiłem się. Odkąd tu jestem jeszcze nigdy nie przesuwaliśmy występów.
- Powiem prosto z mostu: Wuj zaczyna już coś podejrzewać jeśli chodzi o ciebie. W związku z tym odwiedziłam mojego brata i ustaliliśmy, że jutro wrócisz do swojego wymiaru - Usłyszałem i pokiwałem głową. Dowiedziałem się jak to wszystko się odbędzie, zjadłem kolację i wróciłem na górę. Otóż plan odesłania mnie do Gravity Falls był następujący:
Jutro, przed śniadaniem Megan przybędzie do tego wymiaru z Gleeful'em. On i jego siostra pójdą na występ, a ja z Meggy wrócimy do domu. Nie wiem dokładnie jak ten powrót nastąpi, ale to nieważne. 
- Lepiej pójdę spać. Jutro wszystko się okaże - powiedziałem do siebie i zasnąłem.
Time skip:
Rano obudziłem się z uczuciem, że ktoś na mnie wskoczył i to z rozpędu. Otworzyłem oczy i napotkałem wpatrzone w moją twarz błękitne tęczówki siedzącej na mnie blondynki.
- Wstawaj, leniuchu. Piękny dzień mamy - Uśmiechnęła się i zeszła z mojego brzucha.
- Ktoś ty? - spytałem przecierając zaspane oczy, a ona odgarnęła włosy za ucho.
- Jestem Megan Pines - przedstawiła się.
- Co? - zapytałem jak głupi. Inaczej ją zapamiętałem...
- Później ci wytłumaczę, Dippy. Wstawaj, bracik - Pociągnęła mnie za nadgarstek. Na jej ręce dostrzegłem srebrną bransoletkę, której zawieszka przypominała tą z naszyjnika mojej siostry. - Wszyscy na ciebie czekają...
- Wszyscy? - przerwałem jej.
- Tak. Wujkowie, Mabs, Soos, Wendy i nawet Bill - powiedziała, a ja wreszcie wstałem i pobiegłem do łazienki się przebrać. Moje stare ciuchy. Jak ja się stęskniłem za swoim stylem. Założyłem czapkę i wszedłem do pokoju. Meg siedziała na krześle i plotła sobie warkocza.
- Co to znaczy, że Bill na mnie czeka? - spytałem ściągając na siebie jej uwagę.
- Głównie to, że już nie jest nieczułym doritosem i nie kradnie ludziom ciał. Myślę, że on... Bill chyba czuje do ciebie miętę, Dippy... - powiedziała kończąc swą wypowiedź miną, którą Mabs nazywa "lenny face" (czy jakoś tak).
- Fajnie... - mruknąłem z ironią, której moja siostra nie wychwyciła, i zeszliśmy oboje na dół.
- Miło było poznać ciebie i twoją rodzinę, Pines - odezwał się Gleeful i podał mi rękę, którą uścisnąłem.
- Tak... Mi też było miło - Uśmiechnąłem się z leciutkim zażenowaniem. 
- Dippy, chodźmy... - Meggy pociągnęła mnie za rękę, a ja posłusznie ruszyłem za nią. Wyszliśmy na dwór i stanęliśmy za rezydencją tak, żeby nikt niepożądany nas nie zobaczył.
- Co teraz? - spytałem.
- Potrzymaj przez chwilę - Podała mi bransoletkę i pstryknęła palcami otwierając portal. - Nie stój tak, bracik. Chodź.
- Dobrze... - podałem jej bransoletkę i ruszyłem za nią...
***
Witam wszystkich w ten cudowny dzień! 
Cieszę się, że mogę wam zaprezentować nowy rozdział tego BillDipa. Jak widać Dipperowie wrócili już do swoich wymiarów, więc mogę skupić się na głównym wątku, czyli na BillDipie i WillDipie. Postaram się też (bo nie wiem jak to wyjdzie w praktyce) wyjaśnić do końca dlaczego Megan nie mieszka z Dipperem i Mabel, ale to przy innej okazji. Ach! I jeszcze jedna sprawa. Jeśli nastawiliście się na to, że Bill będzie tu taki jak w innych BillDipach to z góry przepraszam, ale będzie bardziej delikatniejszy, łagodniejszy, no i będzie trochę słodził swojej Sosence, ale myślę, że nikt nie dostanie cukrzycy :)
To wszystko na dzisiaj. Do następnego!