Śniadanie jadłem wściekły jak nigdy. Nie dość, że Bill dzielił ze mną łóżko i Mabel zaczęła się wydzierać, że nas shippuje to jeszcze słyszałem jak Megan powiedziała, że bylibyśmy słodką parą. Ja i Bill? Never! JESTEM HETERO! NIE HOMO! HE-TE-RO!!! Proszę, nawet przesylabizowałem.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi, które poszedłem otworzyć i mało brakowało, a krzyknąłbym z przerażenia.
- Pomocy... - wyszeptał cichutko zakrwawiony Will i padł bez przytomności w moje ramiona. Natychmiast zaniosłem błękitnego demona do salonu, ułożyłem na kanapie i sprawnie niczym ninja wykradłem z łazienki apteczkę. Uklęknąłem przed nieprzytomnym i zacząłem dezynfekować jego rany.
- Co robisz, bracik? - spytała Megan wchodząc do salonu. Spojrzałem na nią, a ona przyłożyła dłoń do ust. - O, mój... Co mu się stało?
- Zapewne Mabel Gleeful się z nim "bawiła" - mruknąłem i podniosłem delikatnie jego głowę, po czym ją obandażowałem. Megan uklęknęła obok mnie i zaczęła mi pomagać.
- Biedaczek... - szepnęła. - Wiem, że Gleeful'owie źle go traktują, ale nie wiedziałam, że aż tak.
Spojrzałem na siostrę, a ta wychwyciła moje spojrzenie i wymownie musnęła opuszkami palców swój naszyjnik. Tyle mi wystarczyło. Do pomieszczenia weszli Bill, Mabel i wujkowie. Akurat ja i Meg skończyliśmy opatrywać rany niebieskiego Ciphera, który nadal był nieprzytomny. Bill pstryknął palcami wyczarowując koc, którym przykrył brata i usiadł na fotelu, a Mabel z Megan pobiegły do kuchni pod pretekstem przygotowania dla niespodziewanego gościa czegoś ciepłego.
Time skip:
Will odzyskał przytomność po pół godzinie i zaczął nam wylewnie dziękować za pomoc.
- Nie dziękuj tylko powiedz kto cię tak urządził - odezwał się Bill łapiąc mnie za rękę i pociągając na swoje kolana za co skarciłem go wzrokiem.
- To nieważne, Bill. I tak mi nie pomożesz - Oczy Willa wypełniły się łzami. W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę! - zaproponowała Megan biegnąc do drzwi i po chwili... - Czego tu szukasz, ty zakało społeczeństwa?!
- Jest tu Will? - spytał Dipper Gleeful i po chwili pojawił się w salonie, a Will skulił się na kanapie. - Tu jesteś, błękitku. Wszędzie cię szukałem.
- Błękitku?!!! - Megan wydawała się być w ciężkim szoku, a Will zarumienił się i spuścił wzrok.
- Przepraszam, paniczu - mruknął, a Gleeful podszedł, uklęknął i pogłaskał Willa po głowie.
- Wybaczam, ale nie myśl sobie, że nagle będę dla ciebie miły! - warknął, a Meggy uśmiechnęła się iście szatańsko.
- Będziesz, Gleeful. W miłości liczy się delikatność - powiedziała, a Gleeful spojrzał na nią z chytrym błyskiem w oku.
- Doprawdy? Już rozumiem dlaczego mnie nie chcesz. Boisz się, że nie będę delikatny, prawda? - spytał, a moja siostra strzeliła facepalm'a.
- Nie, Gleeful. Nie chcę z tobą być, ponieważ cię NIENAWIDZĘ, rozumiesz? - odparła.
- Dlaczego? - spytał.
- Powiedzmy, że za bardzo kojarzysz mi się ze swoją siostrą - odparła i spojrzała na Willa. - Potrzeba ci czegoś, Willy?
- Płomienia Lizbeth - odparł tamten, a Megan zdjęła naszyjnik i złapała lewą ręką wyciągniętą dłoń Williama.
- Deal - powiedziała, a ich ręce spowił pomarańczowo-żółty płomień. Płomień ten szybko objął całą rękę niebieskiego Ciphera, zatańczył przez chwilę na jego policzku i znikł pod opaską na oko. Kątem oka zauważyłem, że wujek Ford wpatrywał się w to zjawisko z zafascynowaniem.
- Dziękuję - odparł Will i wstał z kanapy, po czym pstryknął palcami sprawiając, że opatrunki, które miał na sobie zniknęły. - Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście.
- Nie ma za co, Willy, ale nie zapominaj, że ta moc nie jest niewyczerpywalna, więc radzę korzystać z niej tylko w ostateczności - Meg założyła naszyjnik, oznajmiła, że wychodzi i już jej nie było.
- My też już pójdziemy - powiedział Gleeful, skinął na Willa i wyszli.
- Soseneczko... Pójdziemy na spacer? - spytał Bill i dopiero teraz zorientowałem się, że wciąż siedzę na jego kolanach.
- Chciałbyś! - warknąłem próbując się wyrwać, ale on tylko bardziej się we mnie wtulił kładąc podbródek na moim ramieniu.
- Soseneczko... Bądź dobrą soseneczką... Chodź na spacer... - wymruczał do mojego ucha, a ja wzdrygnąłem się i poczułem na policzkach palące rumieńce. Dlaczego życie mnie nie lubi i nie może uszanować faktu, że jestem hetero (bo nie jesteś, Dipper. Poza tym... Life is brutal - dop. aut.)?
- Nie mam wyjścia, prawda? - spytałem.
- Masz - odparł Bill. - Zawsze możemy siedzieć w Chacie, ty na moich kolanach, popijając gorącą czekoladę i...
- Dobra, zrozumiałem - przerwałem mu snucie tych jakże pięknych planów. - Chodźmy na ten spacer.
- Oczywiście, Soseneczko. Tylko nie zapomnij włożyć kurtki - Bill w podskokach ruszył w stronę drzwi, a ja z miną potępieńca ruszyłem za nim. Dlaczego ten głupi trójkąt musiał się uwziąć akurat na mnie? Dlaczego? Tyle jest ludzi na świecie, więc dlaczego ja (bo tak - dop. aut.)? Złapałem uradowanego Billa za dłoń i ruszyliśmy przez las. Życie naprawdę mnie nie lubi...
piątek, 3 sierpnia 2018
17
Wylądowaliśmy w... szafie? Meggy otworzyła ją kopniakiem i wyszliśmy. Okazało się, że staliśmy w przejściu do salonu. Wujek Stan oglądał telewizję komentując wszystko co 5 sekund i odgrażając wyrzuceniem telewizora jeśli ktoś natychmiast nie znajdzie pilota.
- Sam go znajdź, Stan - mruknął wujek Ford pochylony nad jakimiś papierami.
- Kiedy nie mogę go znaleźć, kujonie! Może twój mózg wymyśliłby pilota, który się sam znajduje kiedy ja chcę przełączyć program? - spytał wujek Stan poprawiając fez, który zaczął się zsuwać z siwej głowy staruszka.
- Twoja głupota jest niereformowalna, Stan - podsumował wujek Ford, a Meggy przytknęła dłoń do ust i cicho zachichotała.
- Nie masz ze mną szans, Bill! - zawołała Mabel i w polu mojego widzenia pojawił się latający popcorn.
- Chyba ty ze mną, Gwiazdeczko! - odkrzyknął Bill i popcorn poleciał w drugą stronę. Spojrzałem na Megan, która postanowiła wreszcie przerwać tą dziwną sielankę i po prostu wepchnęła mnie do pokoju.
- Już jesteśmy! - zawołała starając się przekrzyczeć hałas jaki panował w pomieszczeniu. Natychmiast zapadła cisza i wszyscy spojrzeli na mnie, a po chwili...
- Sosenka!!!
- Dip-Dip!!!
- Pryszczu!!!
- Dipper!!!
Wszyscy wrzasnęli jednocześnie i rzucili się na mą osobę zgniatając mnie w uścisku (biedny Dipper - dop. aut.). Megan stała obok i chichotała cicho.
- Też... się... cieszę... Udusicie... mnie... - wysapałem starając się wydostać poza zasięg ich rąk. Gdy wreszcie mi się to udało Megan stwierdziła, że ostatnie dni były nawet zabawne.
- Zabawne? Niby co było w tym zabawnego? - spytała Mabel.
- Wszystko. Gleeful jest taki naiwny... Ubzdurał sobie, że kocha mnie z jego wymiaru i starał się mi to wmówić - odparła Megan śmiejąc się cicho. Spojrzałem na nią zdziwiony i dostrzegłem coś dziwnego. Rysy twarzy mojej siostry były jakby ostrzejsze niż przed chwilą. Na kilka sekund straciłem czujność co Cipher wykorzystał by złapać mnie za rękę i teleportować nas na dach. Gwiazdy pięknie świeciły, ale... Na Dziecko Czasu! Zimy w Oregonie są bardzo mroźnie! Bill dostrzegłszy, że dygoczę z zimna pstryknął palcami, owinął nas szalem w żółte trójkąty (a jakżeby inaczej!) i przytulił do siebie. Był tak przyjemnie ciepły. Natychmiast do niego przylgnąłem pragnąc ciepła jego ciała, a on wyczarował błękitny płomień, który dodatkowo nas ogrzewał.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś? - spytałem, a on mocniej mnie w siebie wtulił kładąc podbródek na mojej głowie i zaczął cicho nucić. Nie potrafiłem rozróżnić słów. Tekst śpiewany przez Billa nie był w żadnym znanym mi języku. Zacząłem się robić coraz bardziej senny. Usadowiłem się wygodniej na kolanach blondyna i przymknąłem powieki wsłuchując się w jego dźwięczny głos...
Obudziłem się w swoim łóżku, a pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem była głowa Mabel, która przyglądała mi się z rozbawieniem. Poruszyłem się nieznacznie i uderzyłem w coś czołem.
- Sosenko, nie wierć się tak - poprosił zaspanym głosem Bill i poprawił swoją rękę na moim boku.
- Przepraszam - mruknąłem zamykając oczy, ale po chwili uświadomiłem sobie co rozbawiło Mabel i natychmiast się rozbudziłem. - CO TY ROBISZ W MOIM ŁÓŻKU, CIPHER?!!!
- Sam go znajdź, Stan - mruknął wujek Ford pochylony nad jakimiś papierami.
- Kiedy nie mogę go znaleźć, kujonie! Może twój mózg wymyśliłby pilota, który się sam znajduje kiedy ja chcę przełączyć program? - spytał wujek Stan poprawiając fez, który zaczął się zsuwać z siwej głowy staruszka.
- Twoja głupota jest niereformowalna, Stan - podsumował wujek Ford, a Meggy przytknęła dłoń do ust i cicho zachichotała.
- Nie masz ze mną szans, Bill! - zawołała Mabel i w polu mojego widzenia pojawił się latający popcorn.
- Chyba ty ze mną, Gwiazdeczko! - odkrzyknął Bill i popcorn poleciał w drugą stronę. Spojrzałem na Megan, która postanowiła wreszcie przerwać tą dziwną sielankę i po prostu wepchnęła mnie do pokoju.
- Już jesteśmy! - zawołała starając się przekrzyczeć hałas jaki panował w pomieszczeniu. Natychmiast zapadła cisza i wszyscy spojrzeli na mnie, a po chwili...
- Sosenka!!!
- Dip-Dip!!!
- Pryszczu!!!
- Dipper!!!
Wszyscy wrzasnęli jednocześnie i rzucili się na mą osobę zgniatając mnie w uścisku (biedny Dipper - dop. aut.). Megan stała obok i chichotała cicho.
- Też... się... cieszę... Udusicie... mnie... - wysapałem starając się wydostać poza zasięg ich rąk. Gdy wreszcie mi się to udało Megan stwierdziła, że ostatnie dni były nawet zabawne.
- Zabawne? Niby co było w tym zabawnego? - spytała Mabel.
- Wszystko. Gleeful jest taki naiwny... Ubzdurał sobie, że kocha mnie z jego wymiaru i starał się mi to wmówić - odparła Megan śmiejąc się cicho. Spojrzałem na nią zdziwiony i dostrzegłem coś dziwnego. Rysy twarzy mojej siostry były jakby ostrzejsze niż przed chwilą. Na kilka sekund straciłem czujność co Cipher wykorzystał by złapać mnie za rękę i teleportować nas na dach. Gwiazdy pięknie świeciły, ale... Na Dziecko Czasu! Zimy w Oregonie są bardzo mroźnie! Bill dostrzegłszy, że dygoczę z zimna pstryknął palcami, owinął nas szalem w żółte trójkąty (a jakżeby inaczej!) i przytulił do siebie. Był tak przyjemnie ciepły. Natychmiast do niego przylgnąłem pragnąc ciepła jego ciała, a on wyczarował błękitny płomień, który dodatkowo nas ogrzewał.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś? - spytałem, a on mocniej mnie w siebie wtulił kładąc podbródek na mojej głowie i zaczął cicho nucić. Nie potrafiłem rozróżnić słów. Tekst śpiewany przez Billa nie był w żadnym znanym mi języku. Zacząłem się robić coraz bardziej senny. Usadowiłem się wygodniej na kolanach blondyna i przymknąłem powieki wsłuchując się w jego dźwięczny głos...
Obudziłem się w swoim łóżku, a pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem była głowa Mabel, która przyglądała mi się z rozbawieniem. Poruszyłem się nieznacznie i uderzyłem w coś czołem.
- Sosenko, nie wierć się tak - poprosił zaspanym głosem Bill i poprawił swoją rękę na moim boku.
- Przepraszam - mruknąłem zamykając oczy, ale po chwili uświadomiłem sobie co rozbawiło Mabel i natychmiast się rozbudziłem. - CO TY ROBISZ W MOIM ŁÓŻKU, CIPHER?!!!
16
Byłem tak oszołomiony tym, że zapomniałem o swej siostrze... Jak mogłem?! To tak, jakby Mabs zapomniała o mnie. Westchnąłem ciężko i zszedłem na dół. Will podawał właśnie kolację, a panna Mabel coś czytała. Usiadłem obok niej.
- Dzisiejszy występ został przesunięty na jutrzejszy poranek - powiedziała.
- Dlaczego? - zdziwiłem się. Odkąd tu jestem jeszcze nigdy nie przesuwaliśmy występów.
- Powiem prosto z mostu: Wuj zaczyna już coś podejrzewać jeśli chodzi o ciebie. W związku z tym odwiedziłam mojego brata i ustaliliśmy, że jutro wrócisz do swojego wymiaru - Usłyszałem i pokiwałem głową. Dowiedziałem się jak to wszystko się odbędzie, zjadłem kolację i wróciłem na górę. Otóż plan odesłania mnie do Gravity Falls był następujący:
Jutro, przed śniadaniem Megan przybędzie do tego wymiaru z Gleeful'em. On i jego siostra pójdą na występ, a ja z Meggy wrócimy do domu. Nie wiem dokładnie jak ten powrót nastąpi, ale to nieważne.
- Lepiej pójdę spać. Jutro wszystko się okaże - powiedziałem do siebie i zasnąłem.
Time skip:
Rano obudziłem się z uczuciem, że ktoś na mnie wskoczył i to z rozpędu. Otworzyłem oczy i napotkałem wpatrzone w moją twarz błękitne tęczówki siedzącej na mnie blondynki.
- Wstawaj, leniuchu. Piękny dzień mamy - Uśmiechnęła się i zeszła z mojego brzucha.
- Ktoś ty? - spytałem przecierając zaspane oczy, a ona odgarnęła włosy za ucho.
- Jestem Megan Pines - przedstawiła się.
- Co? - zapytałem jak głupi. Inaczej ją zapamiętałem...
- Później ci wytłumaczę, Dippy. Wstawaj, bracik - Pociągnęła mnie za nadgarstek. Na jej ręce dostrzegłem srebrną bransoletkę, której zawieszka przypominała tą z naszyjnika mojej siostry. - Wszyscy na ciebie czekają...
- Wszyscy? - przerwałem jej.
- Tak. Wujkowie, Mabs, Soos, Wendy i nawet Bill - powiedziała, a ja wreszcie wstałem i pobiegłem do łazienki się przebrać. Moje stare ciuchy. Jak ja się stęskniłem za swoim stylem. Założyłem czapkę i wszedłem do pokoju. Meg siedziała na krześle i plotła sobie warkocza.
- Co to znaczy, że Bill na mnie czeka? - spytałem ściągając na siebie jej uwagę.
- Głównie to, że już nie jest nieczułym doritosem i nie kradnie ludziom ciał. Myślę, że on... Bill chyba czuje do ciebie miętę, Dippy... - powiedziała kończąc swą wypowiedź miną, którą Mabs nazywa "lenny face" (czy jakoś tak).
- Fajnie... - mruknąłem z ironią, której moja siostra nie wychwyciła, i zeszliśmy oboje na dół.
- Miło było poznać ciebie i twoją rodzinę, Pines - odezwał się Gleeful i podał mi rękę, którą uścisnąłem.
- Tak... Mi też było miło - Uśmiechnąłem się z leciutkim zażenowaniem.
- Dippy, chodźmy... - Meggy pociągnęła mnie za rękę, a ja posłusznie ruszyłem za nią. Wyszliśmy na dwór i stanęliśmy za rezydencją tak, żeby nikt niepożądany nas nie zobaczył.
- Co teraz? - spytałem.
- Potrzymaj przez chwilę - Podała mi bransoletkę i pstryknęła palcami otwierając portal. - Nie stój tak, bracik. Chodź.
- Dobrze... - podałem jej bransoletkę i ruszyłem za nią...
***
Witam wszystkich w ten cudowny dzień!
Cieszę się, że mogę wam zaprezentować nowy rozdział tego BillDipa. Jak widać Dipperowie wrócili już do swoich wymiarów, więc mogę skupić się na głównym wątku, czyli na BillDipie i WillDipie. Postaram się też (bo nie wiem jak to wyjdzie w praktyce) wyjaśnić do końca dlaczego Megan nie mieszka z Dipperem i Mabel, ale to przy innej okazji. Ach! I jeszcze jedna sprawa. Jeśli nastawiliście się na to, że Bill będzie tu taki jak w innych BillDipach to z góry przepraszam, ale będzie bardziej delikatniejszy, łagodniejszy, no i będzie trochę słodził swojej Sosence, ale myślę, że nikt nie dostanie cukrzycy :)
To wszystko na dzisiaj. Do następnego!
- Dzisiejszy występ został przesunięty na jutrzejszy poranek - powiedziała.
- Dlaczego? - zdziwiłem się. Odkąd tu jestem jeszcze nigdy nie przesuwaliśmy występów.
- Powiem prosto z mostu: Wuj zaczyna już coś podejrzewać jeśli chodzi o ciebie. W związku z tym odwiedziłam mojego brata i ustaliliśmy, że jutro wrócisz do swojego wymiaru - Usłyszałem i pokiwałem głową. Dowiedziałem się jak to wszystko się odbędzie, zjadłem kolację i wróciłem na górę. Otóż plan odesłania mnie do Gravity Falls był następujący:
Jutro, przed śniadaniem Megan przybędzie do tego wymiaru z Gleeful'em. On i jego siostra pójdą na występ, a ja z Meggy wrócimy do domu. Nie wiem dokładnie jak ten powrót nastąpi, ale to nieważne.
- Lepiej pójdę spać. Jutro wszystko się okaże - powiedziałem do siebie i zasnąłem.
Time skip:
Rano obudziłem się z uczuciem, że ktoś na mnie wskoczył i to z rozpędu. Otworzyłem oczy i napotkałem wpatrzone w moją twarz błękitne tęczówki siedzącej na mnie blondynki.
- Wstawaj, leniuchu. Piękny dzień mamy - Uśmiechnęła się i zeszła z mojego brzucha.
- Ktoś ty? - spytałem przecierając zaspane oczy, a ona odgarnęła włosy za ucho.
- Jestem Megan Pines - przedstawiła się.
- Co? - zapytałem jak głupi. Inaczej ją zapamiętałem...
- Później ci wytłumaczę, Dippy. Wstawaj, bracik - Pociągnęła mnie za nadgarstek. Na jej ręce dostrzegłem srebrną bransoletkę, której zawieszka przypominała tą z naszyjnika mojej siostry. - Wszyscy na ciebie czekają...
- Wszyscy? - przerwałem jej.
- Tak. Wujkowie, Mabs, Soos, Wendy i nawet Bill - powiedziała, a ja wreszcie wstałem i pobiegłem do łazienki się przebrać. Moje stare ciuchy. Jak ja się stęskniłem za swoim stylem. Założyłem czapkę i wszedłem do pokoju. Meg siedziała na krześle i plotła sobie warkocza.
- Co to znaczy, że Bill na mnie czeka? - spytałem ściągając na siebie jej uwagę.
- Głównie to, że już nie jest nieczułym doritosem i nie kradnie ludziom ciał. Myślę, że on... Bill chyba czuje do ciebie miętę, Dippy... - powiedziała kończąc swą wypowiedź miną, którą Mabs nazywa "lenny face" (czy jakoś tak).
- Fajnie... - mruknąłem z ironią, której moja siostra nie wychwyciła, i zeszliśmy oboje na dół.
- Miło było poznać ciebie i twoją rodzinę, Pines - odezwał się Gleeful i podał mi rękę, którą uścisnąłem.
- Tak... Mi też było miło - Uśmiechnąłem się z leciutkim zażenowaniem.
- Dippy, chodźmy... - Meggy pociągnęła mnie za rękę, a ja posłusznie ruszyłem za nią. Wyszliśmy na dwór i stanęliśmy za rezydencją tak, żeby nikt niepożądany nas nie zobaczył.
- Co teraz? - spytałem.
- Potrzymaj przez chwilę - Podała mi bransoletkę i pstryknęła palcami otwierając portal. - Nie stój tak, bracik. Chodź.
- Dobrze... - podałem jej bransoletkę i ruszyłem za nią...
***
Witam wszystkich w ten cudowny dzień!
Cieszę się, że mogę wam zaprezentować nowy rozdział tego BillDipa. Jak widać Dipperowie wrócili już do swoich wymiarów, więc mogę skupić się na głównym wątku, czyli na BillDipie i WillDipie. Postaram się też (bo nie wiem jak to wyjdzie w praktyce) wyjaśnić do końca dlaczego Megan nie mieszka z Dipperem i Mabel, ale to przy innej okazji. Ach! I jeszcze jedna sprawa. Jeśli nastawiliście się na to, że Bill będzie tu taki jak w innych BillDipach to z góry przepraszam, ale będzie bardziej delikatniejszy, łagodniejszy, no i będzie trochę słodził swojej Sosence, ale myślę, że nikt nie dostanie cukrzycy :)
To wszystko na dzisiaj. Do następnego!
15
~Dipper Pines
Znajdowałem się w Tajemniczej Chacie, w pomieszczeniu, które wujek Stan szumnie nazywa "salonem". Byli tam wujkowie, Mabel i bracia Cipher, którzy się kłócili. Nagle do pomieszczenia wbiegła ścięta na chłopaka dziewczyna, rozdzieliła demony, po czym zaczęła je pouczać, a ja poczułem szarpnięcie w tył i wyłoniłem się ze wspomnienia.
- Kim była ta dziewczyna? - spytałem patrząc na Willa.
- To twoja siostra - odrzekł zdziwiony demon. Zmarszczyłem brew.
- Niemożliwe. Przecież Mabel stała z boku - powiedziałem, a niebieskowłosy uśmiechnął się delikatnie. - Co?
- Jesteś pewien, że masz tylko jedną siostrę? - spytał, a ja wytężyłem pamięć i...
- To już dzisiaj! To już dzisiaj! - krzyknęła mi do ucha.
- Nasze szóste urodziny wypadają za tydzień - Postanowiłem podroczyć się z bliźniaczką.
- Wiem, ale dzisiaj przyjedzie dziadek Shermy! I przywiezie Megan! - zawołała schodząc z moich pleców.
- Wiem o tym - Zaśmiałem się. - Szkoda, że przyjedzie tylko na tydzień...
Pół godziny później do domu wszedł dziadek Sherman, a za nim wbiegła niespełna sześcioletnia dziewczynka w zielonej sukience na ramiączkach i od razu wyściskała mnie i Mabs.
- Jak ja się za wami stęskniłam - powiedziała wypuszczając nas z objęć i odrzuciła swoje warkocze na plecy.
- My za Tobą też, Megan - zapewniliśmy prowadząc ją do naszego pokoju. - Co chciałabyś robić?
- A wy? - odparła pytaniem i ściągnęła plecak, który był w 1/3 rozpięty, po czym wyciągnęła z niego słoik wypełniony liśćmi i kwiatami.
- Co to? - spytała Mabel. Megan podała jej słoik i odkręciła go, a ze środka wyleciał kolorowy motyl i usiadł na dłoni dziewczynki.
- "Paź Królowej" - powiedziałem, a szatynka pokiwała głową sprawiając, że spłoszony motyl wyleciał przez otwarte okno.
- Uciekł... - mruknęła Mabel smutno.
- Wróci - Zaśmiała się Megan zabierając słoik i postawiła go na biurku. - Zawsze wraca.
- Naprawdę? - zdziwiłem się, a Megan pokiwała głową i podała mi książkę o oswajaniu motyli, którą uprzednio wyciągnęła z plecaka.
- Metody z tej książki zdziałały cuda. Dział "Pazie Królowej" - powiedziała.
- Dzięki, Meg - Uśmiechnąłem się do niej i zacząłem czytać.
- Nuda! - oświadczyła Mabel wyciągając kilka swoich misi i po chwili moje siostry oddały się wspólnej zabawie.
- Ale możliwe - powiedział Will, który najwyraźniej usłyszał moje myśli i wyszedł z pokoju. - Panienka mnie wzywa...
I tak oto zostałem sam ze swoimi myślami. Zapomniałem o swojej siostrze... #Jestem.Totalnym.Kretynem.
Znajdowałem się w Tajemniczej Chacie, w pomieszczeniu, które wujek Stan szumnie nazywa "salonem". Byli tam wujkowie, Mabel i bracia Cipher, którzy się kłócili. Nagle do pomieszczenia wbiegła ścięta na chłopaka dziewczyna, rozdzieliła demony, po czym zaczęła je pouczać, a ja poczułem szarpnięcie w tył i wyłoniłem się ze wspomnienia.
- Kim była ta dziewczyna? - spytałem patrząc na Willa.
- To twoja siostra - odrzekł zdziwiony demon. Zmarszczyłem brew.
- Niemożliwe. Przecież Mabel stała z boku - powiedziałem, a niebieskowłosy uśmiechnął się delikatnie. - Co?
- Jesteś pewien, że masz tylko jedną siostrę? - spytał, a ja wytężyłem pamięć i...
~Wspomnienie~
Zszedłem ze schodów ziewając i poprawiłem koszulkę na krótki rękaw służącą za górę mojej pidżamy. Lato w Kalifornii było naprawdę upalne. Po chwili ze schodów zbiegła Mabel i wskoczyła mi na plecy.- To już dzisiaj! To już dzisiaj! - krzyknęła mi do ucha.
- Nasze szóste urodziny wypadają za tydzień - Postanowiłem podroczyć się z bliźniaczką.
- Wiem, ale dzisiaj przyjedzie dziadek Shermy! I przywiezie Megan! - zawołała schodząc z moich pleców.
- Wiem o tym - Zaśmiałem się. - Szkoda, że przyjedzie tylko na tydzień...
Pół godziny później do domu wszedł dziadek Sherman, a za nim wbiegła niespełna sześcioletnia dziewczynka w zielonej sukience na ramiączkach i od razu wyściskała mnie i Mabs.
- Jak ja się za wami stęskniłam - powiedziała wypuszczając nas z objęć i odrzuciła swoje warkocze na plecy.
- My za Tobą też, Megan - zapewniliśmy prowadząc ją do naszego pokoju. - Co chciałabyś robić?
- A wy? - odparła pytaniem i ściągnęła plecak, który był w 1/3 rozpięty, po czym wyciągnęła z niego słoik wypełniony liśćmi i kwiatami.
- Co to? - spytała Mabel. Megan podała jej słoik i odkręciła go, a ze środka wyleciał kolorowy motyl i usiadł na dłoni dziewczynki.
- "Paź Królowej" - powiedziałem, a szatynka pokiwała głową sprawiając, że spłoszony motyl wyleciał przez otwarte okno.
- Uciekł... - mruknęła Mabel smutno.
- Wróci - Zaśmiała się Megan zabierając słoik i postawiła go na biurku. - Zawsze wraca.
- Naprawdę? - zdziwiłem się, a Megan pokiwała głową i podała mi książkę o oswajaniu motyli, którą uprzednio wyciągnęła z plecaka.
- Metody z tej książki zdziałały cuda. Dział "Pazie Królowej" - powiedziała.
- Dzięki, Meg - Uśmiechnąłem się do niej i zacząłem czytać.
- Nuda! - oświadczyła Mabel wyciągając kilka swoich misi i po chwili moje siostry oddały się wspólnej zabawie.
~Koniec wspomnienia~
Wtedy widzieliśmy Megan po raz ostatni i z czasem o niej zapomnieliśmy. Właśnie! Zapomnieliśmy... Jak mogliśmy zapomnieć o własnej siostrze?! Przecież to nienormalne!- Ale możliwe - powiedział Will, który najwyraźniej usłyszał moje myśli i wyszedł z pokoju. - Panienka mnie wzywa...
I tak oto zostałem sam ze swoimi myślami. Zapomniałem o swojej siostrze... #Jestem.Totalnym.Kretynem.
14
~Megan Pines
Właśnie przypomniało mi się coś, co kiedyś powiedział wujaszek Stanek. Nigdy nie ufać Gleeful'om. W praktyce się to sprawdza, ale do rzeczy...
- Dippy? Mogę poprzeszkadzać? - spytałam wchodząc do pokoju brata i siostry. Szatyn siedział przy biurku i czytał książkę.
- Nie - Zgodził się po swojemu. Teraz już nie miałam wątpliwości... Zamknęłam drzwi i podeszłam do tej zakały społeczeństwa (czyt. Dippera Gleeful'a), a on złapał mnie mocno za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę. I tym oto sposobem wylądowałam na kolanach tego debila, bokiem do niego.
- Ty się nigdy nie zmienisz... - westchnęłam starając się wstać, ale nie przynosiło to efektu.
- A ty się bardzo zmieniłaś - mruknął do mojego ucha i owinął ręce wokół mego brzucha.
- W jakim sensie? - zdziwiłam się.
- Inaczej wyglądasz - powiedział i pstryknął palcami, a moje włosy wydłużyły się do pasa i przybrały kolor słonecznego blondu. Grzywka znów zakrywała całe czoło wpadając do błękitnych oczu, a naszyjnik zmienił się w bransoletkę. - Tak lepiej.
- Wcale nie - Westchnęłam i tym razem ja pstryknęłam palcami sprawiając, że moje oczy znów były piwne, a włosy brązowe i ścięte na chłopaka z grzywką na bok. Zaczęłam bawić się naszyjnikiem.
- Ale ty to utrudniasz, Megan! - warknął i pozwolił mi wstać co niezwłocznie uczyniłam. Westchnął i pstryknął palcami, a w jego dłoniach pojawiła się złoto-błękitna róża.
- Nie powinieneś zbytnio używać magii - zauważyłam, ale on nie słuchał. Podchodził do mnie, a ja cofałam się w tył i w końcu musiałam oprzeć się plecami o ścianę.
- Naprawdę to utrudniasz - szepnął i włożył mi kwiat we włosy, a jego usta odnalazły moje. Pocałował mnie, a ja w pierwszej chwili byłam zbyt zszokowana, by zaoponować, ale już w następnej odepchnęłam go.
- Do reszty Ci odbiło?! - warknęłam. - A jak ktoś by tu wszedł?
- Kochamy się. Co w tym złego? - spytał retorycznie. Tak jak wtedy... W Reverse Falls.
- Nie, Dipper... Nie kochamy się... - powiedziałam. - Nie jesteśmy w Reverse Falls, to raz. Dwa, widziałam jak patrzysz na Willa, a jak na mnie.
- Co z tym wszystkim wspólnego ma Will? - spytał Gleeful.
- To, że patrzysz na niego z czułością, a nie z czułą obojętnością jak na mnie - wyjaśniłam i wyszłam z pokoju.
Mój naszyjnik pozwala mi podróżować po różnych wymiarach... Reverse Falls, Rebel Falls, Monster Falls, Fight Falls, Depravity Falls, Relativity Falls... Te i wiele innych wymiarów, które regularnie odwiedzam. Czasem leżąc w łóżku i wpatrując się w sufit zastanawiam się, gdzie jest moje miejsce? Mój dom, wymiar... Jaka jest moja prawdziwa forma, przeszłość i historia? Zaczynam się już w tym gubić. Pewnego razu trafiłam do Uniwersum, gdzie byłam... Gwiazdą... Ale nie chciałam nią być... Byłam z Max'em, mieliśmy bliźnięta... Te dzieci były pół gwiazdami, ale o tym nie wiedzieli. Dziwne, prawda? Czasem gubię się w tym wszystkim. Gdy byłam młodsza często nie potrafiłam rozróżnić, które wydarzenia dzieją się, w którym wymiarze.
Tak się zamyśliłam, że nawet nie zauważyłam kiedy zeszłam na dół.
- Kruszynko? - Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie wujaszka Forda.
- Och! Rozmawiałam z Dipperem wujaszku, ale nie powiedział mi za dużo - mruknęłam. Wujaszek Ford wychwycił moje spojrzenie i poprosił o rozmowę w cztery oczy.
- Co się dzieje, kruszynko? - spytał, gdy byliśmy już w laboratorium. Westchnęłam i spojrzałam na portal. Wujaszek Ford mówił, że go rozmontował, ale później poprosił Billa, by ten zmontował go z powrotem. Nie powiedział po co, a ja nie pytałam.
- Chodzi o to, że Dipper to... To nie "nasz" Dipper jeśli wiesz o co mi chodzi, wujaszku - powiedziałam po przemyśleniu wszystkich za i przeciw. Poczułam, że mężczyzna się we mnie wpatruje.
- Dipper z innego wymiaru - Bardziej stwierdził niż zapytał. Pokiwałam głową.
- Dipper Gleeful z Reverse Falls - wyjaśniłam.
- Nie rozumiem... Czego szuka w naszym wymiarze? - spytał.
- Tego nie wiem, ale się dowiem - mruknęłam odwracając się od portalu i spojrzałam na wujaszka wzrokiem, w którym ciekawość mieszała się z ambicją.
- Czyli na razie nic nie wiemy - Usłyszałam i pokiwałam głową. Muszę się dowiedzieć po co Gleeful tu przybył. Muszę!
Właśnie przypomniało mi się coś, co kiedyś powiedział wujaszek Stanek. Nigdy nie ufać Gleeful'om. W praktyce się to sprawdza, ale do rzeczy...
- Dippy? Mogę poprzeszkadzać? - spytałam wchodząc do pokoju brata i siostry. Szatyn siedział przy biurku i czytał książkę.
- Nie - Zgodził się po swojemu. Teraz już nie miałam wątpliwości... Zamknęłam drzwi i podeszłam do tej zakały społeczeństwa (czyt. Dippera Gleeful'a), a on złapał mnie mocno za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę. I tym oto sposobem wylądowałam na kolanach tego debila, bokiem do niego.
- Ty się nigdy nie zmienisz... - westchnęłam starając się wstać, ale nie przynosiło to efektu.
- A ty się bardzo zmieniłaś - mruknął do mojego ucha i owinął ręce wokół mego brzucha.
- W jakim sensie? - zdziwiłam się.
- Inaczej wyglądasz - powiedział i pstryknął palcami, a moje włosy wydłużyły się do pasa i przybrały kolor słonecznego blondu. Grzywka znów zakrywała całe czoło wpadając do błękitnych oczu, a naszyjnik zmienił się w bransoletkę. - Tak lepiej.
- Wcale nie - Westchnęłam i tym razem ja pstryknęłam palcami sprawiając, że moje oczy znów były piwne, a włosy brązowe i ścięte na chłopaka z grzywką na bok. Zaczęłam bawić się naszyjnikiem.
- Ale ty to utrudniasz, Megan! - warknął i pozwolił mi wstać co niezwłocznie uczyniłam. Westchnął i pstryknął palcami, a w jego dłoniach pojawiła się złoto-błękitna róża.
- Nie powinieneś zbytnio używać magii - zauważyłam, ale on nie słuchał. Podchodził do mnie, a ja cofałam się w tył i w końcu musiałam oprzeć się plecami o ścianę.
- Naprawdę to utrudniasz - szepnął i włożył mi kwiat we włosy, a jego usta odnalazły moje. Pocałował mnie, a ja w pierwszej chwili byłam zbyt zszokowana, by zaoponować, ale już w następnej odepchnęłam go.
- Do reszty Ci odbiło?! - warknęłam. - A jak ktoś by tu wszedł?
- Kochamy się. Co w tym złego? - spytał retorycznie. Tak jak wtedy... W Reverse Falls.
- Nie, Dipper... Nie kochamy się... - powiedziałam. - Nie jesteśmy w Reverse Falls, to raz. Dwa, widziałam jak patrzysz na Willa, a jak na mnie.
- Co z tym wszystkim wspólnego ma Will? - spytał Gleeful.
- To, że patrzysz na niego z czułością, a nie z czułą obojętnością jak na mnie - wyjaśniłam i wyszłam z pokoju.
Mój naszyjnik pozwala mi podróżować po różnych wymiarach... Reverse Falls, Rebel Falls, Monster Falls, Fight Falls, Depravity Falls, Relativity Falls... Te i wiele innych wymiarów, które regularnie odwiedzam. Czasem leżąc w łóżku i wpatrując się w sufit zastanawiam się, gdzie jest moje miejsce? Mój dom, wymiar... Jaka jest moja prawdziwa forma, przeszłość i historia? Zaczynam się już w tym gubić. Pewnego razu trafiłam do Uniwersum, gdzie byłam... Gwiazdą... Ale nie chciałam nią być... Byłam z Max'em, mieliśmy bliźnięta... Te dzieci były pół gwiazdami, ale o tym nie wiedzieli. Dziwne, prawda? Czasem gubię się w tym wszystkim. Gdy byłam młodsza często nie potrafiłam rozróżnić, które wydarzenia dzieją się, w którym wymiarze.
Tak się zamyśliłam, że nawet nie zauważyłam kiedy zeszłam na dół.
- Kruszynko? - Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie wujaszka Forda.
- Och! Rozmawiałam z Dipperem wujaszku, ale nie powiedział mi za dużo - mruknęłam. Wujaszek Ford wychwycił moje spojrzenie i poprosił o rozmowę w cztery oczy.
- Co się dzieje, kruszynko? - spytał, gdy byliśmy już w laboratorium. Westchnęłam i spojrzałam na portal. Wujaszek Ford mówił, że go rozmontował, ale później poprosił Billa, by ten zmontował go z powrotem. Nie powiedział po co, a ja nie pytałam.
- Chodzi o to, że Dipper to... To nie "nasz" Dipper jeśli wiesz o co mi chodzi, wujaszku - powiedziałam po przemyśleniu wszystkich za i przeciw. Poczułam, że mężczyzna się we mnie wpatruje.
- Dipper z innego wymiaru - Bardziej stwierdził niż zapytał. Pokiwałam głową.
- Dipper Gleeful z Reverse Falls - wyjaśniłam.
- Nie rozumiem... Czego szuka w naszym wymiarze? - spytał.
- Tego nie wiem, ale się dowiem - mruknęłam odwracając się od portalu i spojrzałam na wujaszka wzrokiem, w którym ciekawość mieszała się z ambicją.
- Czyli na razie nic nie wiemy - Usłyszałam i pokiwałam głową. Muszę się dowiedzieć po co Gleeful tu przybył. Muszę!
13
Nadal wpatrywałem się oszołomiony w niebieską wersję Billa. Nagle wyszła zza niego... Mabel?! Ale przecież Mabel jest w salonie. I nie ubiera się tak... Ekhem... Nie będę kończył.
- Ja do swojego bra... znaczy się do Dippera - powiedziała, a ja bez słowa odsunąłem się robiąc przejście. Dziewczyna ruszyła do środka, ale chłopak nadal stał przy drzwiach. - William! Rusz się!
- P-przepraszam, pa-panienko - pisnął chłopak i ruszył za nią.
- Dipper! Chłopcze, masz gości! - zawołałem, a on szybko zbiegł po schodach.
- A kto... - zaczął, gdy nagle jego wzrok wylądował na dziewczynie. - Och...
- Witaj, Dipper. Tęskniłeś? - Posłała mu lekceważący uśmiech. On tylko zacisnął dłonie w pięści by po chwili je rozluźnić.
- Musimy porozmawiać. W cztery oczy. Will, ty tu poczekasz - powiedział i nie patrząc nawet na szatynkę ruszył na górę.
- Wedle życzenia, paniczu - wyszeptał "Will" i spojrzał na Billa, który przypatrywał się mu z wyraźnym niesmakiem.
- Co... to było? - Ciszę przerwała Mabel, a Bill westchnął.
- Siadaj, Will! - warknął do niebieskowłosego.
- Aleś ty dobroduszny, Bill! - warknął Will, ale posłusznie zajął wskazane mu miejsce.
- Więc co się tu dzieje? - spytałem, a Bill... znowu westchnął.
- To niebieskie, zapłakane, ciamajdowate "coś" - Wskazał dłonią na Willa. - To mój brat bliźniak i jednocześnie idealne przeciwieństwo, William Cipher, demon spokoju i miłych snów. Oczywiście, to ja jestem tym lepszym bratem.
- To prawda, że rodzice Cię faworyzowali, a inne demony wręcz czciły, ale to nie powód by się tak wywyższać, Billiusie - powiedział Will.
- Ja przynajmniej nie jestem życiowym nieudacznikiem! - warknął Bill.
- Ja przynajmniej nie bawię się ludźmi - Will odbił piłeczkę.
- Nie, bo to oni bawią się Tobą - powiedział Bill. Szybkim krokiem podszedł do brata i zdarł z jego oka przepaskę, a oczom wszystkich ukazał się pusty oczodół.
- Oddaj mi opaskę, proszę - Will zasłonił "oko" prawą ręką, a lewą wyciągnął w stronę brata.
- A więc to prawda... Skończyłeś bez mocy, na usługach ludzi... - powiedział wolno Bill. - I TY ŚMIESZ NAZYWAĆ SIĘ MOIM BRATEM?!!! - ryknął.
- Nie doszłoby do tego, gdybyś mnie wtedy nie zostawił! To Twoja wina! - krzyknął Will starając się powstrzymać łzy, ale słabo mu to wychodziło.
- Oczywiście! Wszystko moja wina! - zawołał Bill.
- DOSYĆ!!! - Nagle między braci wbiegła kruszynka. Jednak coś było nie tak. Nie miała naszyjnika!
- O, nie... - szepnąłem, bo wiedziałem co to oznacza. Dziewczyna szybko rozdzieliła walczących.
- Ty i ty! - Wskazała na nich palcem. - Jesteście braćmi! Pogódźcie się!
- Bez obrazy, Czarodziejko, ale nie będzie mi rozkazywać zwykła śmiertelniczka - powiedział lekceważąco Bill.
- Dla twojej informacji, Cipher: Nie jestem taka, za jaką mnie uważacie ty i wuj Stanford! - warknęła i odwróciła się w moją stronę. Jej oczy były inne... jedno złote, a drugie błękitne i miały pionowe źrenice. Skierowała się do kuchni, ale ja dostrzegłem jej naszyjnik na szafce, przy której stałem i podniosłem go.
- Pani o czymś nie zapomniała? - spytałem pokazując zwisający mi z palca srebrny łańcuszek, na końcu którego dyndała srebrna zawieszka.
- A może mały układ? Obiecuję niczego nie zmalować przez najbliższą dobę. Jeśli złamię jednak umowę to bez marudzenia zakładam to ustrojstwo - Wskazała podbródkiem naszyjnik. - To jak? Deal?
- Wybacz, ale mnie nie nabierzesz. Raz zawarliśmy taki układ, a ty mimo to go nie przestrzegałaś. Więc... Sorry, słonko. Nie - Przypomniałem demonicy, jak raz próbowała zniszczyć wszechświat.
- Trudno się mówi - Westchnęła i założyła naszyjnik. Na chwilę zamknęła oczy, a gdy je otworzyła były znowu brązowe. Odetchnąłem z ulgą, a Megan złapała się za głowę.
- Auć... Moja głowa... Co się stało? - spytała.
- Ściągnęłaś naszyjnik - odparłem, a ona uśmiechnęła się przepraszająco.
- Ou... Przepraszam - bąknęła cicho. W tym samym momencie do salonu zeszli Dipper i ta druga Mabel. Megan spojrzała na nich i westchnęła.
- Tylko pamiętaj o umowie, Dipper. Nie złam jej - powiedziała szatynka.
- Pamiętam! - warknął chłopak. - To lepiej ty uważaj, żeby jej nie złamać!
- Nie martw się o to. Mam nadzieję, że na pewno wszystko wróci do normy. Tak, jak mówiłam, wuj zaczyna już coś podejrzewać - powiedziała i posłała chłopakowi półuśmiech. - Wracamy, Will. Nic tu po nas.
- Dobrze, panienko - Niebieskowłosy posłusznie ruszył za nią i po chwili już ich nie było. Wszyscy spojrzeli na Dippera w nadziei, że nam to wyjaśni, ale on tylko westchnął i bez słowa wrócił na górę.
- Pogadam z nim, wujaszku Fordzie - mruknęła Megan widząc, że podnoszę się z fotela i ruszyła w stronę schodów.
- Dobrze, kruszynko - Uśmiechnąłem się mimowoli. To był zwariowany dzień.
- Ja do swojego bra... znaczy się do Dippera - powiedziała, a ja bez słowa odsunąłem się robiąc przejście. Dziewczyna ruszyła do środka, ale chłopak nadal stał przy drzwiach. - William! Rusz się!
- P-przepraszam, pa-panienko - pisnął chłopak i ruszył za nią.
- Dipper! Chłopcze, masz gości! - zawołałem, a on szybko zbiegł po schodach.
- A kto... - zaczął, gdy nagle jego wzrok wylądował na dziewczynie. - Och...
- Witaj, Dipper. Tęskniłeś? - Posłała mu lekceważący uśmiech. On tylko zacisnął dłonie w pięści by po chwili je rozluźnić.
- Musimy porozmawiać. W cztery oczy. Will, ty tu poczekasz - powiedział i nie patrząc nawet na szatynkę ruszył na górę.
- Wedle życzenia, paniczu - wyszeptał "Will" i spojrzał na Billa, który przypatrywał się mu z wyraźnym niesmakiem.
- Co... to było? - Ciszę przerwała Mabel, a Bill westchnął.
- Siadaj, Will! - warknął do niebieskowłosego.
- Aleś ty dobroduszny, Bill! - warknął Will, ale posłusznie zajął wskazane mu miejsce.
- Więc co się tu dzieje? - spytałem, a Bill... znowu westchnął.
- To niebieskie, zapłakane, ciamajdowate "coś" - Wskazał dłonią na Willa. - To mój brat bliźniak i jednocześnie idealne przeciwieństwo, William Cipher, demon spokoju i miłych snów. Oczywiście, to ja jestem tym lepszym bratem.
- To prawda, że rodzice Cię faworyzowali, a inne demony wręcz czciły, ale to nie powód by się tak wywyższać, Billiusie - powiedział Will.
- Ja przynajmniej nie jestem życiowym nieudacznikiem! - warknął Bill.
- Ja przynajmniej nie bawię się ludźmi - Will odbił piłeczkę.
- Nie, bo to oni bawią się Tobą - powiedział Bill. Szybkim krokiem podszedł do brata i zdarł z jego oka przepaskę, a oczom wszystkich ukazał się pusty oczodół.
- Oddaj mi opaskę, proszę - Will zasłonił "oko" prawą ręką, a lewą wyciągnął w stronę brata.
- A więc to prawda... Skończyłeś bez mocy, na usługach ludzi... - powiedział wolno Bill. - I TY ŚMIESZ NAZYWAĆ SIĘ MOIM BRATEM?!!! - ryknął.
- Nie doszłoby do tego, gdybyś mnie wtedy nie zostawił! To Twoja wina! - krzyknął Will starając się powstrzymać łzy, ale słabo mu to wychodziło.
- Oczywiście! Wszystko moja wina! - zawołał Bill.
- DOSYĆ!!! - Nagle między braci wbiegła kruszynka. Jednak coś było nie tak. Nie miała naszyjnika!
- O, nie... - szepnąłem, bo wiedziałem co to oznacza. Dziewczyna szybko rozdzieliła walczących.
- Ty i ty! - Wskazała na nich palcem. - Jesteście braćmi! Pogódźcie się!
- Bez obrazy, Czarodziejko, ale nie będzie mi rozkazywać zwykła śmiertelniczka - powiedział lekceważąco Bill.
- Dla twojej informacji, Cipher: Nie jestem taka, za jaką mnie uważacie ty i wuj Stanford! - warknęła i odwróciła się w moją stronę. Jej oczy były inne... jedno złote, a drugie błękitne i miały pionowe źrenice. Skierowała się do kuchni, ale ja dostrzegłem jej naszyjnik na szafce, przy której stałem i podniosłem go.
- Pani o czymś nie zapomniała? - spytałem pokazując zwisający mi z palca srebrny łańcuszek, na końcu którego dyndała srebrna zawieszka.
- A może mały układ? Obiecuję niczego nie zmalować przez najbliższą dobę. Jeśli złamię jednak umowę to bez marudzenia zakładam to ustrojstwo - Wskazała podbródkiem naszyjnik. - To jak? Deal?
- Wybacz, ale mnie nie nabierzesz. Raz zawarliśmy taki układ, a ty mimo to go nie przestrzegałaś. Więc... Sorry, słonko. Nie - Przypomniałem demonicy, jak raz próbowała zniszczyć wszechświat.
- Trudno się mówi - Westchnęła i założyła naszyjnik. Na chwilę zamknęła oczy, a gdy je otworzyła były znowu brązowe. Odetchnąłem z ulgą, a Megan złapała się za głowę.
- Auć... Moja głowa... Co się stało? - spytała.
- Ściągnęłaś naszyjnik - odparłem, a ona uśmiechnęła się przepraszająco.
- Ou... Przepraszam - bąknęła cicho. W tym samym momencie do salonu zeszli Dipper i ta druga Mabel. Megan spojrzała na nich i westchnęła.
- Tylko pamiętaj o umowie, Dipper. Nie złam jej - powiedziała szatynka.
- Pamiętam! - warknął chłopak. - To lepiej ty uważaj, żeby jej nie złamać!
- Nie martw się o to. Mam nadzieję, że na pewno wszystko wróci do normy. Tak, jak mówiłam, wuj zaczyna już coś podejrzewać - powiedziała i posłała chłopakowi półuśmiech. - Wracamy, Will. Nic tu po nas.
- Dobrze, panienko - Niebieskowłosy posłusznie ruszył za nią i po chwili już ich nie było. Wszyscy spojrzeli na Dippera w nadziei, że nam to wyjaśni, ale on tylko westchnął i bez słowa wrócił na górę.
- Pogadam z nim, wujaszku Fordzie - mruknęła Megan widząc, że podnoszę się z fotela i ruszyła w stronę schodów.
- Dobrze, kruszynko - Uśmiechnąłem się mimowoli. To był zwariowany dzień.
12
~Stanford Pines
Przetarłem zmęczone oczy i spojrzałem na zegarek. 12.45. Najwyższy czas zrobić sobie przerwę na obiad. Włożyłem dziennik numer 4 do szuflady przy okazji patrząc na pewne zdjęcie, które się tam znajdowało. Przedstawiało kilkuletnią dziewczynkę z brązowymi warkoczykami. Wtedy jeszcze nie miała naszyjnika, ale już z trudem kontrolowała to, co w niej żyło. W zasadzie to moja wina... Zachciało mi się stworzenia "istoty doskonałej"! Durny! Myślami wróciłem do tego "projektu"...
- "Istota doskonała"? - zdziwiła się trzylatka siedząca na moich kolanach i odłożyła na stół moje plany. Mimo, że była jeszcze bardzo mała to, mniej więcej, umiała już czytać. Pogłaskałem ją po głowie.
- Aha - potwierdziłem myślami błądząc gdzieś daleko.
- Na czym by to polegało, wujaszku Fordzie? - spytała obracając się twarzą do mnie.
- Na podstawie eksperymentu stworzyłbym istnienie idealne. Człowieka, który posiadałby w sobie demoniczne moce i umiałby je w pełni wykorzystywać, kruszynko - wyjaśniłem. Dziecko przyglądało mi się przez chwilę, śmiesznie przechylając głowę i analizując moje słowa.
- I ten człowiek byłby potężniejszy nawet od Billa? - zapytała.
- Nawet od Billa - przytaknąłem wywołując uśmiech na jej twarzy.
- W takim razie chcę spróbować - oznajmiła pewnym i nie znoszącym sprzeciwu tonem. Spojrzałem na nią oszołomiony zdaniem, które właśnie padło z jej ust.
- Jesteś pewna, że tego chcesz, kruszynko? Jeśli coś poszłoby nie tak to zamiast "najpotężniejszą" byłabyś "najniebezpieczniejszą istotą". Miałabyś takie jakby rozdwojenie jaźni; demoniczne alter ego. Mogłabyś nie umieć nad tym zapanować - powiedziałem.
- Nie dowiemy się jeśli nie spróbujemy, wujaszku Fordzie. Proszę... Chcę spróbować - Usłyszałem.
- N-no... No dobrze... - Błagała mnie tak długo, że w końcu się zgodziłem. - Tylko nie mów Stanley'owi. Tak na wszelki wypadek...
Zacząłem więc przeprowadzać na małej eksperymenty. Szybko okazało się, że w jej sercu drzemie demoniczna moc. Wystarczyło tę energię tylko przebudzić, co, oczywiście, uczyniłem. Niestety moje czarne scenariusze się sprawdziły. Demoniczna istota, którą przebudziłem w sercu Megan okazała się dla kilkulatki zbyt silna. Wprawdzie podawałem dziecku pewną miksturę, która osłabiała demona, ale tylko na dobę. Później musiałem jej dawać kolejną dawkę tej mikstury. Dlatego na piąte urodziny kruszynki podarowałem jej stworzony przez siebie naszyjnik. Naszyjnik, który działał jak kajdan i pieczętował demona w jej sercu. Taką miał pełnić rolę i chyba się udało, bo Stan mówił, że gdy Megan nosiła naszyjnik to nie miała już "ataków".
Z westchnieniem wróciłem do rzeczywistości. Miałem za złe Stanowi, że lekką ręką puścił kruszynkę w świat. Przecież ona miała dopiero jedenaście lat! Wyszedłem z laboratorium i poszedłem do kuchni, gdzie nałożyłem sobie spaghetti. W salonie dostrzegłem nucącego coś Cipher'a, uśmiechniętego Stana i lekko zdezorientowaną Mabel. Dipper wsiąkł jak kamfora choć zapewne siedział w swoim pokoju i przepisywał dzienniki. Wzruszyłem ramionami i zabrałem się do jedzenia. Nagle coś (lub ktoś) przesłoniło mi pole widzenia.
- Zgaduj zgadula, może się uda... - Usłyszałem delikatny, dziewczęcy głos i zamyśliłem się. W pierwszej chwili pomyślałem, że to Mabel, ale ona raczej zrobiłaby tak Stanowi, a nie mi. Pozostawała jeszcze jedna opcja i choć wydawała mi się absurdalna to postanowiłem zaryzykować.
- Kru... kruszynka? - spytałem niepewnie i po chwili znowu wszystko widziałem. Odwróciłem się i zobaczyłem ściętą na chłopaka nastolatkę z grzywką zaczesaną na bok. Ubrana była w ciemne, przetarte jeansy i błękitny golf. Gdyby nie naszyjnik to w życiu bym jej nie rozpoznał. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Cześć wujaszku. Tęskniłeś? - powiedziała i przytuliła mnie. Kątem oka dostrzegłem Stana, który stał w przejściu do salonu szczerząc się jak głupi.
- Bardzo, kruszynko - odparłem oddając jej uścisk.
- Ja też. Heh! Brakowało mi tej "kruszynki" - Zaśmiała się i oderwała ode mnie.
- A już myślałem, że go udusisz, aniołku - wtrącił Stanley niszcząc "magiczną chwilę".
- Jeśli kogoś miałabym udusić to Ciebie, wujaszku Stanku, za "piękny prezent" na piąte urodziny - powiedziała lustrując mego brata spod przymrużonych powiek. Stan chciał coś powiedzieć, ale przerwało mu pukanie do drzwi.
- Kiego licho niesie? - spytał, a ja poderwałem się z krzesła.
- Otworzę - mruknąłem idąc w stronę drzwi. Pukanie rozległo się znowu. - Idę, idę, już idę. Pali się czy jak?
Otworzyłem drzwi i na moment zamarłem. Wpatrywałem się to w nowo przybyłego, to w Cipher'a, który właśnie się zjawił i był niemniej zdziwiony niż ja.
- To niemożliwe... - wyszeptał i czym prędzej poszedł z powrotem do salonu.
***
I w tym momencie zasługuję na Order Polsatu (albo i nie XD). Zagadka "tajemniczego" gościa rozwiąże się w następnym rozdziale. Pewnie już domyślacie się kto to, ale i tak...
Moim zdaniem rozdział wyszedł fatalnie (choć to wy oceniacie, a nie ja). W każdym bądź razie... jestem otwarta na ewentualną krytykę.
Trzymajcie się ciepło.
Do następnego!
Przetarłem zmęczone oczy i spojrzałem na zegarek. 12.45. Najwyższy czas zrobić sobie przerwę na obiad. Włożyłem dziennik numer 4 do szuflady przy okazji patrząc na pewne zdjęcie, które się tam znajdowało. Przedstawiało kilkuletnią dziewczynkę z brązowymi warkoczykami. Wtedy jeszcze nie miała naszyjnika, ale już z trudem kontrolowała to, co w niej żyło. W zasadzie to moja wina... Zachciało mi się stworzenia "istoty doskonałej"! Durny! Myślami wróciłem do tego "projektu"...
- "Istota doskonała"? - zdziwiła się trzylatka siedząca na moich kolanach i odłożyła na stół moje plany. Mimo, że była jeszcze bardzo mała to, mniej więcej, umiała już czytać. Pogłaskałem ją po głowie.
- Aha - potwierdziłem myślami błądząc gdzieś daleko.
- Na czym by to polegało, wujaszku Fordzie? - spytała obracając się twarzą do mnie.
- Na podstawie eksperymentu stworzyłbym istnienie idealne. Człowieka, który posiadałby w sobie demoniczne moce i umiałby je w pełni wykorzystywać, kruszynko - wyjaśniłem. Dziecko przyglądało mi się przez chwilę, śmiesznie przechylając głowę i analizując moje słowa.
- I ten człowiek byłby potężniejszy nawet od Billa? - zapytała.
- Nawet od Billa - przytaknąłem wywołując uśmiech na jej twarzy.
- W takim razie chcę spróbować - oznajmiła pewnym i nie znoszącym sprzeciwu tonem. Spojrzałem na nią oszołomiony zdaniem, które właśnie padło z jej ust.
- Jesteś pewna, że tego chcesz, kruszynko? Jeśli coś poszłoby nie tak to zamiast "najpotężniejszą" byłabyś "najniebezpieczniejszą istotą". Miałabyś takie jakby rozdwojenie jaźni; demoniczne alter ego. Mogłabyś nie umieć nad tym zapanować - powiedziałem.
- Nie dowiemy się jeśli nie spróbujemy, wujaszku Fordzie. Proszę... Chcę spróbować - Usłyszałem.
- N-no... No dobrze... - Błagała mnie tak długo, że w końcu się zgodziłem. - Tylko nie mów Stanley'owi. Tak na wszelki wypadek...
Zacząłem więc przeprowadzać na małej eksperymenty. Szybko okazało się, że w jej sercu drzemie demoniczna moc. Wystarczyło tę energię tylko przebudzić, co, oczywiście, uczyniłem. Niestety moje czarne scenariusze się sprawdziły. Demoniczna istota, którą przebudziłem w sercu Megan okazała się dla kilkulatki zbyt silna. Wprawdzie podawałem dziecku pewną miksturę, która osłabiała demona, ale tylko na dobę. Później musiałem jej dawać kolejną dawkę tej mikstury. Dlatego na piąte urodziny kruszynki podarowałem jej stworzony przez siebie naszyjnik. Naszyjnik, który działał jak kajdan i pieczętował demona w jej sercu. Taką miał pełnić rolę i chyba się udało, bo Stan mówił, że gdy Megan nosiła naszyjnik to nie miała już "ataków".
Z westchnieniem wróciłem do rzeczywistości. Miałem za złe Stanowi, że lekką ręką puścił kruszynkę w świat. Przecież ona miała dopiero jedenaście lat! Wyszedłem z laboratorium i poszedłem do kuchni, gdzie nałożyłem sobie spaghetti. W salonie dostrzegłem nucącego coś Cipher'a, uśmiechniętego Stana i lekko zdezorientowaną Mabel. Dipper wsiąkł jak kamfora choć zapewne siedział w swoim pokoju i przepisywał dzienniki. Wzruszyłem ramionami i zabrałem się do jedzenia. Nagle coś (lub ktoś) przesłoniło mi pole widzenia.
- Zgaduj zgadula, może się uda... - Usłyszałem delikatny, dziewczęcy głos i zamyśliłem się. W pierwszej chwili pomyślałem, że to Mabel, ale ona raczej zrobiłaby tak Stanowi, a nie mi. Pozostawała jeszcze jedna opcja i choć wydawała mi się absurdalna to postanowiłem zaryzykować.
- Kru... kruszynka? - spytałem niepewnie i po chwili znowu wszystko widziałem. Odwróciłem się i zobaczyłem ściętą na chłopaka nastolatkę z grzywką zaczesaną na bok. Ubrana była w ciemne, przetarte jeansy i błękitny golf. Gdyby nie naszyjnik to w życiu bym jej nie rozpoznał. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Cześć wujaszku. Tęskniłeś? - powiedziała i przytuliła mnie. Kątem oka dostrzegłem Stana, który stał w przejściu do salonu szczerząc się jak głupi.
- Bardzo, kruszynko - odparłem oddając jej uścisk.
- Ja też. Heh! Brakowało mi tej "kruszynki" - Zaśmiała się i oderwała ode mnie.
- A już myślałem, że go udusisz, aniołku - wtrącił Stanley niszcząc "magiczną chwilę".
- Jeśli kogoś miałabym udusić to Ciebie, wujaszku Stanku, za "piękny prezent" na piąte urodziny - powiedziała lustrując mego brata spod przymrużonych powiek. Stan chciał coś powiedzieć, ale przerwało mu pukanie do drzwi.
- Kiego licho niesie? - spytał, a ja poderwałem się z krzesła.
- Otworzę - mruknąłem idąc w stronę drzwi. Pukanie rozległo się znowu. - Idę, idę, już idę. Pali się czy jak?
Otworzyłem drzwi i na moment zamarłem. Wpatrywałem się to w nowo przybyłego, to w Cipher'a, który właśnie się zjawił i był niemniej zdziwiony niż ja.
- To niemożliwe... - wyszeptał i czym prędzej poszedł z powrotem do salonu.
***
I w tym momencie zasługuję na Order Polsatu (albo i nie XD). Zagadka "tajemniczego" gościa rozwiąże się w następnym rozdziale. Pewnie już domyślacie się kto to, ale i tak...
Moim zdaniem rozdział wyszedł fatalnie (choć to wy oceniacie, a nie ja). W każdym bądź razie... jestem otwarta na ewentualną krytykę.
Trzymajcie się ciepło.
Do następnego!
11
~Megan Pines
Wysiadłam z autobusu i zaciągnęłam się zapachem leśnego powietrza przesyconego pokusą niezapomnianej przygody. Uwielbiam to... ten zapach, to miasteczko, ten las... To mój dom. Obok mnie stanęli Dean, Max, Tom i Nath. Przez chwilę chłonęliśmy widok, po czym ruszyliśmy przed siebie. W Gravity Falls nie było nas już ładnych parę lat. Wyjechaliśmy stąd w pogoni za sławą mając zaledwie po jedenaście lat. Dlaczego tak wcześnie opuściliśmy dom? Odpowiedź jest prosta. Ja mam ładny głos i lubię śpiewać, a chłopaki grają na instrumentach, więc pewnego dnia wpadliśmy na pomysł założenia zespołu. Niby wszystko fajnie, ale jak się wybić w tak małym i zapyziałym miasteczku, gdzie ludzie interesują się tylko własnymi problemami, które przeważnie sprowadzają się do pieniędzy? I tak powstał nasz kolejny plan, który zakładał wyjazd z Gravity Falls. Rodzice chłopaków oraz wujaszek Stanek nie byli zadowoleni, ale też nie protestowali, a my odnieśliśmy upragniony sukces i teraz, po siedmiu latach nieobecności, wróciliśmy do domu.
- Trochę się tu zmieniło, nie? - spytałam poprawiając zawiązany byle jak szalik, który sama wydziergałam na drutach zużywając na to cały kłębek fioletowej włóczki. Cóż... Szycie nigdy nie wychodziło mi za dobrze. O wiele bardziej wolałam rysować i, oczywiście, zgłębiać tajemnice mojego, ukochanego miasteczka.
- Trochę bardzo - mruknął Nath chuchając w zziębnięte dłonie.
- Mówiłem, żebyś założył rękawiczki - Tom pokręcił głową widząc jak jego bliźniak rozciera czerwone z zimna ręce.
- Mój tata zawsze mówił, że jak zimą marzną ci ręce to trzeba je natrzeć śniegiem i szybko schować do kieszeni - powiedział Max.
- A ja jestem głodny. Może wstąpimy do Leniwej Kluchy? Zjadłbym jej "słynne" kawowe omlety - palnął nagle Dean, a my wybuchnęliśmy śmiechem. - No, co?
- Nic, Dean. Nic takiego. W sumie też jestem głodna i napiłabym się czegoś gorącego - powiedziałam.
- Gorącej czekolady z pianką - rozmarzył się Max, a Tom i Nath pokiwali głowami. Wobec takiej zgodności ruszyliśmy do kawiarenki Leniwej Kluchy. W środku było ciepło i przytulnie. Siedziało tam sporo ludzi, a Klucha krzątała się między stolikami. Usiedliśmy w znacznym oddaleniu od drzwi rozbierając się z kurtek, szalików, czapek i rękawiczek, po czym chwyciliśmy za menu.
- Coś podać, kochani? - Usłyszeliśmy nagle i podnieśliśmy wzrok na właścicielkę kawiarni.
- Kawowe omlety i gorącą czekoladę z pianką razy pięć, prosimy - powiedziałam i po kilku minutach mieliśmy już swoje zamówienie.
- Ej, Meg. Ale wiesz, że według rozpiski dzisiaj ty fundujesz? - spytał Dean posyłając mi wredny uśmiech.
- Aleś ty mało romantyczny, Dean. Poza tym: wiem. Mówiłeś mi to rano, w autobusie - powiedziałam wzdychając wymownie.
- Jeśli chodzi o mnie, to ja mogę zasponsorować mojemu słoneczku - powiedział Max obejmując Toma w pasie i przysuwając do siebie. Tom uroczo się zarumienił, a ja i Nath...
- I ship it! - krzyknęliśmy równocześnie i zrobiliśmy nieudane lenny face'e, po czym przybiliśmy sobie piątkę. Huehuehue... Jesteśmy źli. Nieważne... Właściwie to ja zaraziłam Natha miłością do yaoi, ale niczego nie żałuję. To przecież nie moja wina, że Max jest homo i zakochał się w Tomie. Tom też jest homo i kocha Maxa tylko jeszcze o tym nie wie... Dobra. Zboczyłam z tematu. Poszłam zapłacić za zamówienie. Leniwa Klucha przyglądała mi się przez chwilę, gdy nagle jej wzrok spoczął na moim naszyjniku. Był cały srebrny, a jego zawieszka wyobrażała spadającą gwiazdę umieszczoną na szczycie sosny. Dostałam go na piąte urodziny od wujaszka Forda* i praktycznie go nie ściągałam.
- M-megan? Megan Pines? - spytała siwowłosa.
- To ja - Uśmiechnęłam się delikatnie. W zasadzie to nie dziwi mnie fakt, że pani Susan mnie nie poznała. Zmieniłam się przez te siedem lat. Już nie nosiłam długich włosów związanych w dwa warkocze i prostej grzywki opadającej mi praktycznie na oczy. Nie! Tamta Megan to przeszłość. Teraz byłam ścięta na chłopaka, a grzywka zaczesana na bok i układająca się w tzw. "pazurki", ale dalej przykrywała moje znamię w kształcie Małego Wozu. Pani Susan patrzyła na mnie niedowierzająco, po czym wyszła zza kontuaru i przytuliła mnie.
- Dziecko, jak ja Cię dawno nie widziałam. Będzie już z siedem lat - powiedziała.
- To prawda - Uśmiechnęłam się i uwolniłam z jej objęć. Zapłaciłam za zamówienie i wróciłam do chłopaków. - Zbieramy się, ekipa!
- Aj, aj, pani kapitan! - Zasalutowali i zaczęliśmy się ubierać, po czym opuściliśmy kawiarnię odprowadzani ciekawskimi spojrzeniami, bo każdy chciał się nam dobrze przyjrzeć. Rozstaliśmy się dopiero przy wejściu do lasu. Ja musiałam przejść ten las, żeby dostać się do domu, a chłopaki mnie tylko odprowadzili. Weszłam w las i zaczęłam iść przed siebie. Już zapomniałam jak przyjemny jest ten dreszczyk emocji. I to wrażenie, że nie jestem tu sama, że ktoś lub coś bacznie mnie obserwuje. Droga na polanę, gdzie stała Tajemnicza Chata minęła mi dość szybko i stanęłam przed swoim domem. Weszłam do sklepu i uśmiechnęłam się na widok rudej, która siedziała za kasą i czytała jakiś magazyn trzymając przy okazji nogi na ladzie.
- Obecnie zamknięte, bo szef zarządził przerwę - powiedziała nie odrywając wzroku od magazynu.
- Nie szkodzi. I tak nie mam zamiaru nic kupować - powiedziałam.
- To po co... - zaczęła obdarzając mnie swoją jakże "cenną" uwagą. - Chwila... MEGAN?!
- Siemka, Wendy. Kopę lat - powiedziałam szczerząc się, jak łysy do sera.
- Cześć, młoda. Zmieniłaś się - Podeszła do mnie i serdecznie wyściskała.
- A ty ani trochę - Zaśmiałam się.
- Co to za hałasy? - Usłyszałam głos, który skądś kojarzyłam. Tylko skąd?
- Nie twój interes, Cipher! - warknęła Wendy wypuszczając mnie z objęć.
- Daj spokój, ruda. Po co te nerwy? - Zaśmiał się blondyn. Cipher... Cipher... Blondwłosy Cipher... Mam! Przed oczami stanęła mi mała dziewczynka z niebiesko-żółtymi włosami trzymana na rękach przez wysokiego blondyna, a potem wujaszek Ford ze złotymi oczami o pionowych źrenicach.
- Bill... - szepnęłam i odruchowo cofnęłam się kilka kroków w tył.
- O, Czarodziejka - Wyszczerzył się do mnie.
- Nie mów tak do mnie! - krzyknęłam i wyminęłam go wchodząc do domu. Wróciłam...
***
*Ja wiem, że Ford utknął w innym wymiarze na wiele lat przed narodzinami Mabel, Dippera i Megan, ale w moim opowiadaniu wpadł do portalu w ich piąte urodziny. Mam nadzieję, że nikomu to nie przeszkadza.
Na obecną chwilę to tyle.
Do zobaczenia
Wysiadłam z autobusu i zaciągnęłam się zapachem leśnego powietrza przesyconego pokusą niezapomnianej przygody. Uwielbiam to... ten zapach, to miasteczko, ten las... To mój dom. Obok mnie stanęli Dean, Max, Tom i Nath. Przez chwilę chłonęliśmy widok, po czym ruszyliśmy przed siebie. W Gravity Falls nie było nas już ładnych parę lat. Wyjechaliśmy stąd w pogoni za sławą mając zaledwie po jedenaście lat. Dlaczego tak wcześnie opuściliśmy dom? Odpowiedź jest prosta. Ja mam ładny głos i lubię śpiewać, a chłopaki grają na instrumentach, więc pewnego dnia wpadliśmy na pomysł założenia zespołu. Niby wszystko fajnie, ale jak się wybić w tak małym i zapyziałym miasteczku, gdzie ludzie interesują się tylko własnymi problemami, które przeważnie sprowadzają się do pieniędzy? I tak powstał nasz kolejny plan, który zakładał wyjazd z Gravity Falls. Rodzice chłopaków oraz wujaszek Stanek nie byli zadowoleni, ale też nie protestowali, a my odnieśliśmy upragniony sukces i teraz, po siedmiu latach nieobecności, wróciliśmy do domu.
- Trochę się tu zmieniło, nie? - spytałam poprawiając zawiązany byle jak szalik, który sama wydziergałam na drutach zużywając na to cały kłębek fioletowej włóczki. Cóż... Szycie nigdy nie wychodziło mi za dobrze. O wiele bardziej wolałam rysować i, oczywiście, zgłębiać tajemnice mojego, ukochanego miasteczka.
- Trochę bardzo - mruknął Nath chuchając w zziębnięte dłonie.
- Mówiłem, żebyś założył rękawiczki - Tom pokręcił głową widząc jak jego bliźniak rozciera czerwone z zimna ręce.
- Mój tata zawsze mówił, że jak zimą marzną ci ręce to trzeba je natrzeć śniegiem i szybko schować do kieszeni - powiedział Max.
- A ja jestem głodny. Może wstąpimy do Leniwej Kluchy? Zjadłbym jej "słynne" kawowe omlety - palnął nagle Dean, a my wybuchnęliśmy śmiechem. - No, co?
- Nic, Dean. Nic takiego. W sumie też jestem głodna i napiłabym się czegoś gorącego - powiedziałam.
- Gorącej czekolady z pianką - rozmarzył się Max, a Tom i Nath pokiwali głowami. Wobec takiej zgodności ruszyliśmy do kawiarenki Leniwej Kluchy. W środku było ciepło i przytulnie. Siedziało tam sporo ludzi, a Klucha krzątała się między stolikami. Usiedliśmy w znacznym oddaleniu od drzwi rozbierając się z kurtek, szalików, czapek i rękawiczek, po czym chwyciliśmy za menu.
- Coś podać, kochani? - Usłyszeliśmy nagle i podnieśliśmy wzrok na właścicielkę kawiarni.
- Kawowe omlety i gorącą czekoladę z pianką razy pięć, prosimy - powiedziałam i po kilku minutach mieliśmy już swoje zamówienie.
- Ej, Meg. Ale wiesz, że według rozpiski dzisiaj ty fundujesz? - spytał Dean posyłając mi wredny uśmiech.
- Aleś ty mało romantyczny, Dean. Poza tym: wiem. Mówiłeś mi to rano, w autobusie - powiedziałam wzdychając wymownie.
- Jeśli chodzi o mnie, to ja mogę zasponsorować mojemu słoneczku - powiedział Max obejmując Toma w pasie i przysuwając do siebie. Tom uroczo się zarumienił, a ja i Nath...
- I ship it! - krzyknęliśmy równocześnie i zrobiliśmy nieudane lenny face'e, po czym przybiliśmy sobie piątkę. Huehuehue... Jesteśmy źli. Nieważne... Właściwie to ja zaraziłam Natha miłością do yaoi, ale niczego nie żałuję. To przecież nie moja wina, że Max jest homo i zakochał się w Tomie. Tom też jest homo i kocha Maxa tylko jeszcze o tym nie wie... Dobra. Zboczyłam z tematu. Poszłam zapłacić za zamówienie. Leniwa Klucha przyglądała mi się przez chwilę, gdy nagle jej wzrok spoczął na moim naszyjniku. Był cały srebrny, a jego zawieszka wyobrażała spadającą gwiazdę umieszczoną na szczycie sosny. Dostałam go na piąte urodziny od wujaszka Forda* i praktycznie go nie ściągałam.
- M-megan? Megan Pines? - spytała siwowłosa.
- To ja - Uśmiechnęłam się delikatnie. W zasadzie to nie dziwi mnie fakt, że pani Susan mnie nie poznała. Zmieniłam się przez te siedem lat. Już nie nosiłam długich włosów związanych w dwa warkocze i prostej grzywki opadającej mi praktycznie na oczy. Nie! Tamta Megan to przeszłość. Teraz byłam ścięta na chłopaka, a grzywka zaczesana na bok i układająca się w tzw. "pazurki", ale dalej przykrywała moje znamię w kształcie Małego Wozu. Pani Susan patrzyła na mnie niedowierzająco, po czym wyszła zza kontuaru i przytuliła mnie.
- Dziecko, jak ja Cię dawno nie widziałam. Będzie już z siedem lat - powiedziała.
- To prawda - Uśmiechnęłam się i uwolniłam z jej objęć. Zapłaciłam za zamówienie i wróciłam do chłopaków. - Zbieramy się, ekipa!
- Aj, aj, pani kapitan! - Zasalutowali i zaczęliśmy się ubierać, po czym opuściliśmy kawiarnię odprowadzani ciekawskimi spojrzeniami, bo każdy chciał się nam dobrze przyjrzeć. Rozstaliśmy się dopiero przy wejściu do lasu. Ja musiałam przejść ten las, żeby dostać się do domu, a chłopaki mnie tylko odprowadzili. Weszłam w las i zaczęłam iść przed siebie. Już zapomniałam jak przyjemny jest ten dreszczyk emocji. I to wrażenie, że nie jestem tu sama, że ktoś lub coś bacznie mnie obserwuje. Droga na polanę, gdzie stała Tajemnicza Chata minęła mi dość szybko i stanęłam przed swoim domem. Weszłam do sklepu i uśmiechnęłam się na widok rudej, która siedziała za kasą i czytała jakiś magazyn trzymając przy okazji nogi na ladzie.
- Obecnie zamknięte, bo szef zarządził przerwę - powiedziała nie odrywając wzroku od magazynu.
- Nie szkodzi. I tak nie mam zamiaru nic kupować - powiedziałam.
- To po co... - zaczęła obdarzając mnie swoją jakże "cenną" uwagą. - Chwila... MEGAN?!
- Siemka, Wendy. Kopę lat - powiedziałam szczerząc się, jak łysy do sera.
- Cześć, młoda. Zmieniłaś się - Podeszła do mnie i serdecznie wyściskała.
- A ty ani trochę - Zaśmiałam się.
- Co to za hałasy? - Usłyszałam głos, który skądś kojarzyłam. Tylko skąd?
- Nie twój interes, Cipher! - warknęła Wendy wypuszczając mnie z objęć.
- Daj spokój, ruda. Po co te nerwy? - Zaśmiał się blondyn. Cipher... Cipher... Blondwłosy Cipher... Mam! Przed oczami stanęła mi mała dziewczynka z niebiesko-żółtymi włosami trzymana na rękach przez wysokiego blondyna, a potem wujaszek Ford ze złotymi oczami o pionowych źrenicach.
- Bill... - szepnęłam i odruchowo cofnęłam się kilka kroków w tył.
- O, Czarodziejka - Wyszczerzył się do mnie.
- Nie mów tak do mnie! - krzyknęłam i wyminęłam go wchodząc do domu. Wróciłam...
***
*Ja wiem, że Ford utknął w innym wymiarze na wiele lat przed narodzinami Mabel, Dippera i Megan, ale w moim opowiadaniu wpadł do portalu w ich piąte urodziny. Mam nadzieję, że nikomu to nie przeszkadza.
Na obecną chwilę to tyle.
Do zobaczenia
10
~Dipper Pines
Dowiedziałem się ostatnio mega ciekawej rzeczy. Mianowicie w Reverse Falls czas płynie inaczej niż w Gravity Falls. Więc według moich wyliczeń wynika, że skoro jestem tu już tydzień to w "moim świecie" minęły cztery dni. Niesamowite. Chyba zapytam o to wujka Forda. A, racja... Nie ma go tu. Może czas płynie szybciej, ale wydarzenia mają miejsce bardzo powoli i wujek Ford tego świata jeszcze tu nie przybył. Ech... Trudno się mówi... Obudziłem się i spodziewałem jak zwykle zobaczyć Willa, ale... nie było go. Mocno zdziwiony ubrałem się i poszedłem do jadalni. Na stole stało śniadanie i leżała kartka napisana zgrabnym, kobiecym pismem. Takim, jak mojej sis.
- "Dipper, ja i Stan wychodzimy odprowadzić rodziców. Po drodze załatwimy jeszcze kilka spraw. Wrócimy na obiad. Mabel" - przeczytałem pod nosem. Zjadłem śniadanie i postanowiłem zwiedzić dom. Może Will jest w którymś z pokoi i np. sprząta? Owszem, Dipper Gleeful mnie oprowadzał, ale tak pobieżnie. Teraz zwiedziłem rezydencję bardzo dokładnie. Nigdzie jednak nie zastałem najmniejszego śladu obecności błękitnego demona. Dziwne. Panna Mabel nie wspominała, że zabrali Willa ze sobą. Postanowiłem zwiedzić jeszcze podziemia. Zszedłem na dół i zastałem coś na kształt lochów, a w jednej z cel siedział skulony Will płacząc cicho.
- Proszę... - wyszeptał patrząc w ścianę.
- Will? - Podszedłem do niego i zauważyłem, że demon ma na policzkach paskudne rozcięcia, z których sączyła się krew mieszając ze łzami niebieskiego Ciphera.
- To nic... - wyszeptał widząc na co patrzę. Westchnąłem i użyłem magii z kamienia uzdrawiając demona, a on spojrzał na mnie ze zdziwieniem. - Panicz by tak nie zrobił.
- Nie jestem nim. Kto Ci to zrobił? - mruknąłem.
- Panienka. Lubi się tak ze mną bawić... - wyszeptał i znowu się rozpłakał. Westchnąłem i przytuliłem go.
- No, już. Ci... - szeptałem kołysząc delikatnie Willa. Uspokoił się po jakimś czasie i poszliśmy na górę robić obiad (zaproponowałem mu pomoc na co niechętnie się zgodził). Skończyliśmy akurat nakrywać do stołu, gdy rozległ się dzwonek i Cipher poszedł otworzyć. Po chwili wprowadził... Pacyfikę i Gideona?! Wpatrywałem się w nich ze zdziwieniem, a oni we mnie z odrazą.
- Co się gapisz, Gleeful?! Ludzi nie widziałeś?! - syknęła w końcu blondynka.
- P-pa-pacy-fi-fika... - Gideon szturchnął ją lekko łokciem w żebro. - Wybacz! Moja siostra nie chciała!
- Siostra?! - zdziwiłem się głośno za co sam siebie skarciłem w duchu. - Przepraszam. Mało dziś spałem i nie za bardzo kojarzę.
- Halo! Ziemia do Gleeful'a! To my! Pacyfika i Gideon Pines! - zawołała machając mi rękami przed twarzą.
- Wiem przecież! - wypowiedziałem to ostrzej niż zamierzałem. Gideon się skulił, a Pacyfika odsunęła na bezpieczną odległość. Już miałem przeprosić, gdy napotkałem spojrzenie Willa, który wyraźnie chciał mi przekazać, że Dipper Gleeful nie przeprasza. - Czego chcecie?
- W zasadzie to my do twojego wuja... - zaczęła Pacyfika.
- Nie ma go - przerwałem blondynce w pół zdania.
- To my zaczekamy - prychnęła. W tym momencie trzasnęły drzwi.
- Mój kręgosłup - mruknął wuj Stan wchodząc do salonu, a za nim...
- GIDEOŚ!!! - wrzasnęła panna Mabel i rzuciła się na białowłosego.
- O nie... - wyszeptał nieszczęśnik nim został zduszony w ramionach szatynki. Westchnąłem.
- Masz gości wuju... - mruknąłem cicho.
Po obiedzie Stan Gleeful zamknął się z Pacyfiką i Gideonem w gabinecie uprzedzając, że mamy mu nie przeszkadzać (Boże... To brzmi jakbym zrobiła ze Stana Gleeful'a jakiegoś pedofila... - dop. aut.). Westchnąłem, z braku lepszego zajęcia udając się do pokoju i uciąłem sobie poobiednią drzemkę.
Znajdowałem się w moim i sis pokoju, w Tajemniczej Chacie. Czy ja nie miałem już tego snu?! Nie... Teraz było inaczej... W pokoju nie było bowiem Gleeful'a. Nie było nikogo. A może tylko mi się tak zdawało, bo było ciemno? Nagle ujrzałem wpatrzone we mnie brązowe oczy i poczułem jak łaskoczą mnie końcówki włosów.
- Dippy... - wyszeptał łagodny, kobiecy głos.
- M-mabel? - spytałem. Miałem wrażenie, że postać uśmiechnęła się smutno.
- Nie, Dippy - odparła głaszcząc mnie po policzku. Nagle jednak postać zniknęła i zaczęło się robić coraz jaśniej...
Obudziłem się i wpatrzyłem w okno. Wciąż pod powiekami miałem obraz brązowych oczu, w uszach brzmiał melodyjny głos, a na policzku czułem dotyk kobiecej dłoni. Westchnąłem.
"Skoro to nie była Mabel to kto?" - Zadałem sobie pytanie w myślach.
Dowiedziałem się ostatnio mega ciekawej rzeczy. Mianowicie w Reverse Falls czas płynie inaczej niż w Gravity Falls. Więc według moich wyliczeń wynika, że skoro jestem tu już tydzień to w "moim świecie" minęły cztery dni. Niesamowite. Chyba zapytam o to wujka Forda. A, racja... Nie ma go tu. Może czas płynie szybciej, ale wydarzenia mają miejsce bardzo powoli i wujek Ford tego świata jeszcze tu nie przybył. Ech... Trudno się mówi... Obudziłem się i spodziewałem jak zwykle zobaczyć Willa, ale... nie było go. Mocno zdziwiony ubrałem się i poszedłem do jadalni. Na stole stało śniadanie i leżała kartka napisana zgrabnym, kobiecym pismem. Takim, jak mojej sis.
- "Dipper, ja i Stan wychodzimy odprowadzić rodziców. Po drodze załatwimy jeszcze kilka spraw. Wrócimy na obiad. Mabel" - przeczytałem pod nosem. Zjadłem śniadanie i postanowiłem zwiedzić dom. Może Will jest w którymś z pokoi i np. sprząta? Owszem, Dipper Gleeful mnie oprowadzał, ale tak pobieżnie. Teraz zwiedziłem rezydencję bardzo dokładnie. Nigdzie jednak nie zastałem najmniejszego śladu obecności błękitnego demona. Dziwne. Panna Mabel nie wspominała, że zabrali Willa ze sobą. Postanowiłem zwiedzić jeszcze podziemia. Zszedłem na dół i zastałem coś na kształt lochów, a w jednej z cel siedział skulony Will płacząc cicho.
- Proszę... - wyszeptał patrząc w ścianę.
- Will? - Podszedłem do niego i zauważyłem, że demon ma na policzkach paskudne rozcięcia, z których sączyła się krew mieszając ze łzami niebieskiego Ciphera.
- To nic... - wyszeptał widząc na co patrzę. Westchnąłem i użyłem magii z kamienia uzdrawiając demona, a on spojrzał na mnie ze zdziwieniem. - Panicz by tak nie zrobił.
- Nie jestem nim. Kto Ci to zrobił? - mruknąłem.
- Panienka. Lubi się tak ze mną bawić... - wyszeptał i znowu się rozpłakał. Westchnąłem i przytuliłem go.
- No, już. Ci... - szeptałem kołysząc delikatnie Willa. Uspokoił się po jakimś czasie i poszliśmy na górę robić obiad (zaproponowałem mu pomoc na co niechętnie się zgodził). Skończyliśmy akurat nakrywać do stołu, gdy rozległ się dzwonek i Cipher poszedł otworzyć. Po chwili wprowadził... Pacyfikę i Gideona?! Wpatrywałem się w nich ze zdziwieniem, a oni we mnie z odrazą.
- Co się gapisz, Gleeful?! Ludzi nie widziałeś?! - syknęła w końcu blondynka.
- P-pa-pacy-fi-fika... - Gideon szturchnął ją lekko łokciem w żebro. - Wybacz! Moja siostra nie chciała!
- Siostra?! - zdziwiłem się głośno za co sam siebie skarciłem w duchu. - Przepraszam. Mało dziś spałem i nie za bardzo kojarzę.
- Halo! Ziemia do Gleeful'a! To my! Pacyfika i Gideon Pines! - zawołała machając mi rękami przed twarzą.
- Wiem przecież! - wypowiedziałem to ostrzej niż zamierzałem. Gideon się skulił, a Pacyfika odsunęła na bezpieczną odległość. Już miałem przeprosić, gdy napotkałem spojrzenie Willa, który wyraźnie chciał mi przekazać, że Dipper Gleeful nie przeprasza. - Czego chcecie?
- W zasadzie to my do twojego wuja... - zaczęła Pacyfika.
- Nie ma go - przerwałem blondynce w pół zdania.
- To my zaczekamy - prychnęła. W tym momencie trzasnęły drzwi.
- Mój kręgosłup - mruknął wuj Stan wchodząc do salonu, a za nim...
- GIDEOŚ!!! - wrzasnęła panna Mabel i rzuciła się na białowłosego.
- O nie... - wyszeptał nieszczęśnik nim został zduszony w ramionach szatynki. Westchnąłem.
- Masz gości wuju... - mruknąłem cicho.
Po obiedzie Stan Gleeful zamknął się z Pacyfiką i Gideonem w gabinecie uprzedzając, że mamy mu nie przeszkadzać (Boże... To brzmi jakbym zrobiła ze Stana Gleeful'a jakiegoś pedofila... - dop. aut.). Westchnąłem, z braku lepszego zajęcia udając się do pokoju i uciąłem sobie poobiednią drzemkę.
Znajdowałem się w moim i sis pokoju, w Tajemniczej Chacie. Czy ja nie miałem już tego snu?! Nie... Teraz było inaczej... W pokoju nie było bowiem Gleeful'a. Nie było nikogo. A może tylko mi się tak zdawało, bo było ciemno? Nagle ujrzałem wpatrzone we mnie brązowe oczy i poczułem jak łaskoczą mnie końcówki włosów.
- Dippy... - wyszeptał łagodny, kobiecy głos.
- M-mabel? - spytałem. Miałem wrażenie, że postać uśmiechnęła się smutno.
- Nie, Dippy - odparła głaszcząc mnie po policzku. Nagle jednak postać zniknęła i zaczęło się robić coraz jaśniej...
Obudziłem się i wpatrzyłem w okno. Wciąż pod powiekami miałem obraz brązowych oczu, w uszach brzmiał melodyjny głos, a na policzku czułem dotyk kobiecej dłoni. Westchnąłem.
"Skoro to nie była Mabel to kto?" - Zadałem sobie pytanie w myślach.
9
~Dipper Gleeful
Dzień zaczął się dobrze. Zjadłem śniadanie i wróciłem do pokoju. Co tu robić?
- Dipper? Wychodzę z Cuksą i Grendą. Będę wieczorem - powiedziała Mabel wbiegając do pokoju. Szybko się wyszykowała i wyszła. I zostałem sam. Już, już chciałem zawołać Willa, by dostarczył mi trochę rozrywki, gdy przypomniałem sobie, że niebieskiej ciapy tu nie ma. Ech... To będzie ciężki dzień... Wziąłem z półki jakiś kryminał i usiadłem przy biurku pogrążając się w lekturze. Książka była ciekawa.
- Hej, mały. Co robisz? - spytał Bill zaglądając mi przez ramię.
- Nic. Idź sobie! - fuknąłem.
- Ojej... Ale niemiły dzieciak - Bill zarechotał łapiąc mnie za podbródek i zmusił bym na niego spojrzał. Dopiero teraz zauważyłem, że blondyn i niebieska ciapa mają takie same rysy twarzy. Heh! Zauważyłem też, że błękitny demon często gości w moich myślach, ale to się wytnie...
- Bill, ja wiem, że moja twarz jest piękna, ale puść mnie. Chciałbym dokończyć książkę - powiedziałem, a blondyn spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
- Mam nadzieję, że to poczujesz i będziesz wiedział, że to dla Ciebie, Sosenko - wyszeptał, odsłonił moją grzywkę i złożył na znamieniu delikatny pocałunek, po czym puścił mnie i odszedł. Wpatrywałem się w drzwi jeszcze przez chwilę, po czym wróciłem do lektury. Nie chciałem wyprowadzać Billa z błędu, ale Pines z pewnością nie odczuł tego pocałunku. Już prędzej ja bym poczuł gdyby Will pocałował Pines'a. Mam nadzieję, że tak się jednak nie stanie. Will jest tylko i wyłącznie mój. Tzn. chciałbym, żeby tak było... Wkurza mnie to, że muszę dzielić Willa ze swoją rodziną. Jeszcze na początku "znajomości" z Willem byłem wściekły na Mabel za każdą ranę, którą robiła demonowi, później przestałem zwracać na to uwagę, a ostatnio znowu zaczęło mnie to irytować. Nie, nie współczułem mu. Po prostu wkurzało mnie to, że demon krwawił. To było bardzo nieestetyczne. Ech... Z braku lepszego zajęcia wróciłem do czytania książki, a gdy już ją przeczytałem to zaczęło mi się strasznie nudzić.
- Dipper? Mam do Ciebie sprawę, chłopcze. Mogę? - spytał... Eee... Jak mu było? Stanford, tak?
- Słucham - Spojrzałem na niego. Podszedł do mnie z ogromnym stosem kartek i trzema zeszytami z sześciopalczastą dłonią i cyfrą na każdym. Położył to na biurku.
- Ponieważ Bill spalił wszystkie dzienniki podczas Weirdmageddonu, ale Stan przyznał się niedawno, że je skopiował postanowiłem napisać je od nowa. Tylko, że nie mam na to czasu. Mógłbyś to zrobić za mnie? Kartki są ponumerowane, żebyś wiedział, które są do jakiego dziennika. Aha i na tych kartkach niewidzialny tusz też działa - wyjaśnił i wyszedł, a ja wziąłem się do pracy. Szło mi całkiem nieźle. Byłem w połowie pisania dziennika numer 2, gdy nagle poczułem coś dziwnego. Jakby muśnięcie czyichś ust na policzku, zdziwienie, potem zmieszanie i przyjemne ciepło rozchodzące się od policzka po całym ciele. Zdenerwowałem się, bo to oznaczało tylko jedno... Will złożył na policzku Pines'a pocałunek! Yrgh! Zabiję tego, niebieskiego idiotę! Co on sobie myśli?! Że może bezkarnie całować Pines'a?! Co z tego, że Pines jest moją kopią?! Gdy tylko wrócę do Reverse Falls to pokażę niebieskiej ciapie kto tu rządzi!
"Jesteś pewien, że wrócisz?" - Usłyszałem w swojej głowie i zastanowiłem się. Faktycznie! Przecież Bill powiedział, że zajmując miejsce Pines'a w Gravity Falls naraziłem wszystko co żyje, ale przede wszystkim siebie na zagładę... Co z tego? Wcale nie musi do tego dojść! Pobędę tu jeszcze przez jakiś czas i wrócę do siebie, a Pines wróci tutaj. Heh... Tak, to dobry plan. Wręcz idealny.
- Geniusz ze mnie - mruknąłem szczerząc się do swojego odbicia w szybie i wróciłem do pisania dzienników. Zauważyłem, że dziennik numer 2 zawiera taką samą treść, jak ten, który znaleźliśmy kiedyś z Mabel. Może warto byłoby przemycić wydruki pozostałych dzienników do Reverse Falls? Tak, to świetna myśl. Te zapiski się przydadzą...
Dzień zaczął się dobrze. Zjadłem śniadanie i wróciłem do pokoju. Co tu robić?
- Dipper? Wychodzę z Cuksą i Grendą. Będę wieczorem - powiedziała Mabel wbiegając do pokoju. Szybko się wyszykowała i wyszła. I zostałem sam. Już, już chciałem zawołać Willa, by dostarczył mi trochę rozrywki, gdy przypomniałem sobie, że niebieskiej ciapy tu nie ma. Ech... To będzie ciężki dzień... Wziąłem z półki jakiś kryminał i usiadłem przy biurku pogrążając się w lekturze. Książka była ciekawa.
- Hej, mały. Co robisz? - spytał Bill zaglądając mi przez ramię.
- Nic. Idź sobie! - fuknąłem.
- Ojej... Ale niemiły dzieciak - Bill zarechotał łapiąc mnie za podbródek i zmusił bym na niego spojrzał. Dopiero teraz zauważyłem, że blondyn i niebieska ciapa mają takie same rysy twarzy. Heh! Zauważyłem też, że błękitny demon często gości w moich myślach, ale to się wytnie...
- Bill, ja wiem, że moja twarz jest piękna, ale puść mnie. Chciałbym dokończyć książkę - powiedziałem, a blondyn spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
- Mam nadzieję, że to poczujesz i będziesz wiedział, że to dla Ciebie, Sosenko - wyszeptał, odsłonił moją grzywkę i złożył na znamieniu delikatny pocałunek, po czym puścił mnie i odszedł. Wpatrywałem się w drzwi jeszcze przez chwilę, po czym wróciłem do lektury. Nie chciałem wyprowadzać Billa z błędu, ale Pines z pewnością nie odczuł tego pocałunku. Już prędzej ja bym poczuł gdyby Will pocałował Pines'a. Mam nadzieję, że tak się jednak nie stanie. Will jest tylko i wyłącznie mój. Tzn. chciałbym, żeby tak było... Wkurza mnie to, że muszę dzielić Willa ze swoją rodziną. Jeszcze na początku "znajomości" z Willem byłem wściekły na Mabel za każdą ranę, którą robiła demonowi, później przestałem zwracać na to uwagę, a ostatnio znowu zaczęło mnie to irytować. Nie, nie współczułem mu. Po prostu wkurzało mnie to, że demon krwawił. To było bardzo nieestetyczne. Ech... Z braku lepszego zajęcia wróciłem do czytania książki, a gdy już ją przeczytałem to zaczęło mi się strasznie nudzić.
- Dipper? Mam do Ciebie sprawę, chłopcze. Mogę? - spytał... Eee... Jak mu było? Stanford, tak?
- Słucham - Spojrzałem na niego. Podszedł do mnie z ogromnym stosem kartek i trzema zeszytami z sześciopalczastą dłonią i cyfrą na każdym. Położył to na biurku.
- Ponieważ Bill spalił wszystkie dzienniki podczas Weirdmageddonu, ale Stan przyznał się niedawno, że je skopiował postanowiłem napisać je od nowa. Tylko, że nie mam na to czasu. Mógłbyś to zrobić za mnie? Kartki są ponumerowane, żebyś wiedział, które są do jakiego dziennika. Aha i na tych kartkach niewidzialny tusz też działa - wyjaśnił i wyszedł, a ja wziąłem się do pracy. Szło mi całkiem nieźle. Byłem w połowie pisania dziennika numer 2, gdy nagle poczułem coś dziwnego. Jakby muśnięcie czyichś ust na policzku, zdziwienie, potem zmieszanie i przyjemne ciepło rozchodzące się od policzka po całym ciele. Zdenerwowałem się, bo to oznaczało tylko jedno... Will złożył na policzku Pines'a pocałunek! Yrgh! Zabiję tego, niebieskiego idiotę! Co on sobie myśli?! Że może bezkarnie całować Pines'a?! Co z tego, że Pines jest moją kopią?! Gdy tylko wrócę do Reverse Falls to pokażę niebieskiej ciapie kto tu rządzi!
"Jesteś pewien, że wrócisz?" - Usłyszałem w swojej głowie i zastanowiłem się. Faktycznie! Przecież Bill powiedział, że zajmując miejsce Pines'a w Gravity Falls naraziłem wszystko co żyje, ale przede wszystkim siebie na zagładę... Co z tego? Wcale nie musi do tego dojść! Pobędę tu jeszcze przez jakiś czas i wrócę do siebie, a Pines wróci tutaj. Heh... Tak, to dobry plan. Wręcz idealny.
- Geniusz ze mnie - mruknąłem szczerząc się do swojego odbicia w szybie i wróciłem do pisania dzienników. Zauważyłem, że dziennik numer 2 zawiera taką samą treść, jak ten, który znaleźliśmy kiedyś z Mabel. Może warto byłoby przemycić wydruki pozostałych dzienników do Reverse Falls? Tak, to świetna myśl. Te zapiski się przydadzą...
8
Po śniadaniu Will i panna Mabel zaprowadzili mnie do gabinetu.
- I co mam niby robić? - spytałem.
- No, uczyć się. My nie chodzimy do szkoły, tylko uczymy się w domu - Usłyszałem.
- Przecież trwają ferie - zdziwiłem się. Panna Mabel westchnęła.
- Ja i mój brat zgłębiamy sztuki magiczne - powiedziała wskazując na stos książek, które Will właśnie postawił na biurku. Jęknąłem cicho.
- Poważnie? - spytałem. Niby lubiłem zdobywać wiedzę, ale nawet ja uważałem naukę w ferie za lekką przesadę. Chyba jednak powinienem był wrócić do Gravity Falls...
- Nie, na żarty. Oczywiście, że poważnie. Wuj Stan zagląda tu od czasu do czasu, więc radzę przynajmniej udawać, że pilnie studiujesz te księgi - Jak na potwierdzenie jej słów wuj zajrzał do pomieszczenia.
- Uczycie się? - spytał.
- Tak, wuju - odparła dziewczyna.
- A... Byłbym zapomniał... Wasi rodzice dzwonili. Przyjadą na wasz dzisiejszy występ i zostaną na kolację - powiedział i wyszedł. Westchnąłem i otworzyłem pierwszą książkę jaka mi się nawinęła na losowej stronie. I tak minął mi czas do obiadu...
Po obiedzie panna Mabel zawołała mnie do swojego pokoju i zaczęła tłumaczyć co mam robić podczas występu. Trudne to. Chyba nigdy nie załapię. Wyłączyłem się, ale i tak wiedziałem co będę musiał robić.
- (...) Rozumiesz? - spytała szatynka. Kiwnąłem głową.
- Tak.
- Świetnie - Uśmiechnęła się. - To wszystko. Możesz iść.
- Dobrze - Kiwnąłem głową i udałem się do siebie. Nagle poczułem niewyobrażalne zmęczenie i położyłem się do łóżka zasypiając.
Obudziłem się na swoim łóżku, w moim i sis pokoju, w Tajemniczej Chacie. Przy biurku siedział Gleeful i zawzięcie coś notował. Chyba mnie nie zauważył... Najciszej jak mogłem wymknąłem się z pokoju i zszedłem na dół. Zdziwiła mnie panująca wszędzie cisza. Nikogo nie było. Nie licząc Billa w ludzkiej postaci, który stał przy oknie i spoglądał w dal. Wszedłem do salonu i w tym momencie blondyn odwrócił się od okna.
- Sosenko... Gdzie się podziewasz? Czemu Cię tu nie ma? - W jego głosie i wzroku było tyle żalu.
- Przecież tu jestem - zdziwiłem się. Blondyn westchnął i podszedł do mnie, a ja instynktownie zacząłem się cofać i w efekcie zaryłem plecami w ścianę.
- Nie ma Cię tu, Sosenko. Ty i Gleeful dobrze to wszystko ukształtowaliście. Oszukaliście wszystkich, ale mnie nie oszukacie. On to nie ty, Sosenko - powiedział i musnął moje wargi swoimi, po czym się odsunął patrząc na mnie ze smutkiem. - Wróć do nas.
Obudziłem się. Tym razem naprawdę. I nigdy nikt by nie zgadł kogo zobaczyłem po otwarciu oczu. Tak... Otóż zobaczyłem Willa. Nikt nie zgadł, c'nie? Dobra, dosyć ironii. Will wpatrywał się we mnie intensywnie, a dokładnie w moje oczy.
- Will? - Przekrzywiłem głowę patrząc pytająco na niebieskiego demona.
- Twoje oczy powinny być niebieskie i chłodne. Takie są oczy panicza - powiedział i nim zdążyłem się zorientować musnął delikatnie mój policzek ustami.
- Will... - Nie wiedziałem co powinienem teraz powiedzieć lub zrobić. Oczy demona wypełniły się łzami.
- P-p-przepraszam! - pisnął zakrywając usta ręką i wybiegł z pokoju nim zdążyłem zareagować. Ja natomiast położyłem dłoń na policzku, w który brat Billa mnie pocałował. Dziwne to... Najpierw Bill całuje mnie we śnie, a potem Will składa pocałunek na moim policzku. To nawet... miłe uczucie... CO?! Nie, nie, nie! To nie było miłe! Nie! Nigdy! Ja tak nie uważam! Jestem przecież HETERO! Hetero! Przeliterować to komuś?! A może przesylabizować?! Ja byłem, jestem i zawsze będę hetero! No, nie patrzcie na mnie jak na wariata! Jestem hetero i już! Te pocałunki były sło... Tfu! Znaczy się obrzydliwe! Tak! OBRZYDLIWE! Koniec tematu! Przecież Wendy jest dziewczyną, a ja zakochanym w niej po uszy przyjacielem! Proszę bardzo. Czy ktoś jeszcze wątpi w to, że jestem hetero (tak, ja - dop. aut. Sorka, musiałam)?
"Kochasz ją? Och! Proszę Cię!" - prychnął złośliwy głosik w mojej głowie.
- Tak, kocham ją - mruknąłem pod nosem.
"Jesteś pewien?" - zapytał ten sam głosik.
- Tak, jestem pewien! - wrzasnąłem nie zwracając uwagi na Willa, który właśnie przechodził obok otwartych drzwi mego pokoju. Demon spojrzał na mnie, skulił się i niemal biegiem zniknął mi z oczu, a ja opadłem na łóżko (swoją drogą: kiedy ja z niego wstałem? Nieważne) i zajęczałem żałośnie ukrywając twarz w poduszce.
- I co mam niby robić? - spytałem.
- No, uczyć się. My nie chodzimy do szkoły, tylko uczymy się w domu - Usłyszałem.
- Przecież trwają ferie - zdziwiłem się. Panna Mabel westchnęła.
- Ja i mój brat zgłębiamy sztuki magiczne - powiedziała wskazując na stos książek, które Will właśnie postawił na biurku. Jęknąłem cicho.
- Poważnie? - spytałem. Niby lubiłem zdobywać wiedzę, ale nawet ja uważałem naukę w ferie za lekką przesadę. Chyba jednak powinienem był wrócić do Gravity Falls...
- Nie, na żarty. Oczywiście, że poważnie. Wuj Stan zagląda tu od czasu do czasu, więc radzę przynajmniej udawać, że pilnie studiujesz te księgi - Jak na potwierdzenie jej słów wuj zajrzał do pomieszczenia.
- Uczycie się? - spytał.
- Tak, wuju - odparła dziewczyna.
- A... Byłbym zapomniał... Wasi rodzice dzwonili. Przyjadą na wasz dzisiejszy występ i zostaną na kolację - powiedział i wyszedł. Westchnąłem i otworzyłem pierwszą książkę jaka mi się nawinęła na losowej stronie. I tak minął mi czas do obiadu...
Po obiedzie panna Mabel zawołała mnie do swojego pokoju i zaczęła tłumaczyć co mam robić podczas występu. Trudne to. Chyba nigdy nie załapię. Wyłączyłem się, ale i tak wiedziałem co będę musiał robić.
- (...) Rozumiesz? - spytała szatynka. Kiwnąłem głową.
- Tak.
- Świetnie - Uśmiechnęła się. - To wszystko. Możesz iść.
- Dobrze - Kiwnąłem głową i udałem się do siebie. Nagle poczułem niewyobrażalne zmęczenie i położyłem się do łóżka zasypiając.
Obudziłem się na swoim łóżku, w moim i sis pokoju, w Tajemniczej Chacie. Przy biurku siedział Gleeful i zawzięcie coś notował. Chyba mnie nie zauważył... Najciszej jak mogłem wymknąłem się z pokoju i zszedłem na dół. Zdziwiła mnie panująca wszędzie cisza. Nikogo nie było. Nie licząc Billa w ludzkiej postaci, który stał przy oknie i spoglądał w dal. Wszedłem do salonu i w tym momencie blondyn odwrócił się od okna.
- Sosenko... Gdzie się podziewasz? Czemu Cię tu nie ma? - W jego głosie i wzroku było tyle żalu.
- Przecież tu jestem - zdziwiłem się. Blondyn westchnął i podszedł do mnie, a ja instynktownie zacząłem się cofać i w efekcie zaryłem plecami w ścianę.
- Nie ma Cię tu, Sosenko. Ty i Gleeful dobrze to wszystko ukształtowaliście. Oszukaliście wszystkich, ale mnie nie oszukacie. On to nie ty, Sosenko - powiedział i musnął moje wargi swoimi, po czym się odsunął patrząc na mnie ze smutkiem. - Wróć do nas.
Obudziłem się. Tym razem naprawdę. I nigdy nikt by nie zgadł kogo zobaczyłem po otwarciu oczu. Tak... Otóż zobaczyłem Willa. Nikt nie zgadł, c'nie? Dobra, dosyć ironii. Will wpatrywał się we mnie intensywnie, a dokładnie w moje oczy.
- Will? - Przekrzywiłem głowę patrząc pytająco na niebieskiego demona.
- Twoje oczy powinny być niebieskie i chłodne. Takie są oczy panicza - powiedział i nim zdążyłem się zorientować musnął delikatnie mój policzek ustami.
- Will... - Nie wiedziałem co powinienem teraz powiedzieć lub zrobić. Oczy demona wypełniły się łzami.
- P-p-przepraszam! - pisnął zakrywając usta ręką i wybiegł z pokoju nim zdążyłem zareagować. Ja natomiast położyłem dłoń na policzku, w który brat Billa mnie pocałował. Dziwne to... Najpierw Bill całuje mnie we śnie, a potem Will składa pocałunek na moim policzku. To nawet... miłe uczucie... CO?! Nie, nie, nie! To nie było miłe! Nie! Nigdy! Ja tak nie uważam! Jestem przecież HETERO! Hetero! Przeliterować to komuś?! A może przesylabizować?! Ja byłem, jestem i zawsze będę hetero! No, nie patrzcie na mnie jak na wariata! Jestem hetero i już! Te pocałunki były sło... Tfu! Znaczy się obrzydliwe! Tak! OBRZYDLIWE! Koniec tematu! Przecież Wendy jest dziewczyną, a ja zakochanym w niej po uszy przyjacielem! Proszę bardzo. Czy ktoś jeszcze wątpi w to, że jestem hetero (tak, ja - dop. aut. Sorka, musiałam)?
"Kochasz ją? Och! Proszę Cię!" - prychnął złośliwy głosik w mojej głowie.
- Tak, kocham ją - mruknąłem pod nosem.
"Jesteś pewien?" - zapytał ten sam głosik.
- Tak, jestem pewien! - wrzasnąłem nie zwracając uwagi na Willa, który właśnie przechodził obok otwartych drzwi mego pokoju. Demon spojrzał na mnie, skulił się i niemal biegiem zniknął mi z oczu, a ja opadłem na łóżko (swoją drogą: kiedy ja z niego wstałem? Nieważne) i zajęczałem żałośnie ukrywając twarz w poduszce.
7
Nim się spostrzegłem zasnąłem...
Stałem na leśnej polanie. Śniegu po kolana, a ja marzłem. Pięknie. Pstryknąłem palcami i wyczarowałem płomień, żeby się ogrzać.
- Niezłe przedstawienie, ale mnie nie nabierzesz, mały. Nie jesteś moją sosenką - powiedział Bill, który pojawił się praktycznie znikąd, podkreślając słowo "moją". Machnął ręką, a śnieg, który zalegał na kamiennym pomniku w kształcie trójkąta... zniknął. Podszedłem do blondyna.
- Wiesz... masz rację i jednocześnie jej nie masz... - Zachichotałem. Spodziewałem się teraz pytań typu "Co masz na myśli?". Pomyliłem się...
- Wiem. Ty i Sosenka jesteście trochę, jak ja i Will - Demon spojrzał na mnie z niechęcią. Zacmokałem delikatnie.
- Czemu tak Ci zależy na Pines'ie? Przecież to tylko marny człowiek - Zauważyłem, że oko demona zmieniło kolor na czerwień.
- Sosenka to taki sam człowiek jak ty - warknął cicho w moją stronę. - Chociaż nie. Sosenka jest mądrzejszy...
- O co Ci chodzi? - zdziwiłem się. Spojrzał na mnie jak na idiotę.
- Po co tu przybyłeś? - odpowiedział pytaniem.
- Will dużo o Tobie mówił. Chciałem Cię poznać - Wzruszyłem ramionami.
- I w ten sposób naraziłeś cały wszechświat, ale przede wszystkim siebie, na zniszczenie - Usłyszałem i blondyn zniknął.
Obudziłem się czując jak ktoś mną szarpie. Na moim brzuchu siedziała Mabel.
- Dippy, wstawaj! - powiedziała i zeszła ze mnie.
- Tak, tak... - mruknąłem i wstałem. Ogarnąłem się i zszedłem na dół. Pierwszy dzień udawania Dippera Pines'a czas zacząć...
~Dipper Pines
- Czas wstawać - powiedział cicho Will szturchając mnie delikatnie w ramię. Otworzyłem oczy i uśmiechnąłem się do błękitnego demona chcąc pokazać, że nie musi się mnie bać.
- Mój brat się nie uśmiecha, chyba, że podczas występu - "zbeształa" mnie panna Mabel zaglądając do pokoju. - Will, głodna jestem.
- Oczywiście, panienko. Już idę - powiedział i wyszedł. Z westchnieniem ubrałem się i zszedłem do jadalni. Siedzieli tam panna Mabel i wujek Stanek. Usiadłem przy stole.
- Dzień dobry, wuju - przywitałem się z mężczyzną. Spojrzał na mnie i westchnął głęboko.
- Powinieneś szybciej chodzić spać. Kto to widział by członek rodziny Gleeful chodził niewyspany - powiedział "na dzień dobry".
"Wujek Stanek powiedziałby: 'Cześć, pryszczu! Jak się spało?' i nałożyłby każdemu sporą porcję naleśników" - pomyślałem, a przed oczami stanęło mi wspomnienie staruszka w ciemnoczerwonym fezie, białym, przepoconym podkoszulku i niebieskich bokserkach w pasy trzymającym w rękach patelnię z rumianym naleśnikiem. Uśmiechnąłem się lekko w duchu. Ciekawe, jak Dipper'owi Gleeful idzie udawanie mnie? Mam nadzieję, że dobrze...
Stałem na leśnej polanie. Śniegu po kolana, a ja marzłem. Pięknie. Pstryknąłem palcami i wyczarowałem płomień, żeby się ogrzać.
- Niezłe przedstawienie, ale mnie nie nabierzesz, mały. Nie jesteś moją sosenką - powiedział Bill, który pojawił się praktycznie znikąd, podkreślając słowo "moją". Machnął ręką, a śnieg, który zalegał na kamiennym pomniku w kształcie trójkąta... zniknął. Podszedłem do blondyna.
- Wiesz... masz rację i jednocześnie jej nie masz... - Zachichotałem. Spodziewałem się teraz pytań typu "Co masz na myśli?". Pomyliłem się...
- Wiem. Ty i Sosenka jesteście trochę, jak ja i Will - Demon spojrzał na mnie z niechęcią. Zacmokałem delikatnie.
- Czemu tak Ci zależy na Pines'ie? Przecież to tylko marny człowiek - Zauważyłem, że oko demona zmieniło kolor na czerwień.
- Sosenka to taki sam człowiek jak ty - warknął cicho w moją stronę. - Chociaż nie. Sosenka jest mądrzejszy...
- O co Ci chodzi? - zdziwiłem się. Spojrzał na mnie jak na idiotę.
- Po co tu przybyłeś? - odpowiedział pytaniem.
- Will dużo o Tobie mówił. Chciałem Cię poznać - Wzruszyłem ramionami.
- I w ten sposób naraziłeś cały wszechświat, ale przede wszystkim siebie, na zniszczenie - Usłyszałem i blondyn zniknął.
Obudziłem się czując jak ktoś mną szarpie. Na moim brzuchu siedziała Mabel.
- Dippy, wstawaj! - powiedziała i zeszła ze mnie.
- Tak, tak... - mruknąłem i wstałem. Ogarnąłem się i zszedłem na dół. Pierwszy dzień udawania Dippera Pines'a czas zacząć...
~Dipper Pines
- Czas wstawać - powiedział cicho Will szturchając mnie delikatnie w ramię. Otworzyłem oczy i uśmiechnąłem się do błękitnego demona chcąc pokazać, że nie musi się mnie bać.
- Mój brat się nie uśmiecha, chyba, że podczas występu - "zbeształa" mnie panna Mabel zaglądając do pokoju. - Will, głodna jestem.
- Oczywiście, panienko. Już idę - powiedział i wyszedł. Z westchnieniem ubrałem się i zszedłem do jadalni. Siedzieli tam panna Mabel i wujek Stanek. Usiadłem przy stole.
- Dzień dobry, wuju - przywitałem się z mężczyzną. Spojrzał na mnie i westchnął głęboko.
- Powinieneś szybciej chodzić spać. Kto to widział by członek rodziny Gleeful chodził niewyspany - powiedział "na dzień dobry".
"Wujek Stanek powiedziałby: 'Cześć, pryszczu! Jak się spało?' i nałożyłby każdemu sporą porcję naleśników" - pomyślałem, a przed oczami stanęło mi wspomnienie staruszka w ciemnoczerwonym fezie, białym, przepoconym podkoszulku i niebieskich bokserkach w pasy trzymającym w rękach patelnię z rumianym naleśnikiem. Uśmiechnąłem się lekko w duchu. Ciekawe, jak Dipper'owi Gleeful idzie udawanie mnie? Mam nadzieję, że dobrze...
6
Znalazłem się w ciemnym i ciasnym miejscu.
- Mabel, kolacja! - zawołał głos przypominający wuja Stana.
- Nie jestem głodna, wujku! - odkrzyknął głos mojej siostry.
- Ale musisz jeść, Gwiazdeczko! Sosenka nie byłby zadowolony, gdyby wiedział, że się głodzisz! - krzyknął głos, którego wcześniej nie słyszałem (a przynajmniej tak myślałem). Po chwili ktoś zszedł po schodach i gdzieś wszedł.
- Powiedziałam, że nie jestem głodna. Nie zmusicie mnie do jedzenia. I nie mieszaj w to Dippera, Cipher - Usłyszałem. Pomyślałem, że czas się ujawnić. Zacząłem walić pięścią w coś, co przypominało ścianę drewnianej szafy.
- Pomocy! Wyciągnijcie mnie stąd! - krzyczałem. Nagle ktoś otworzył szafę, a ja runąłem jak długi. Nad sobą zobaczyłem Mabel w spódniczce i czarnym sweterku, która pomogła mi wstać.
- Dippy! Wróciłeś! - krzyknęła i podjęła się próby zmiażdżenia mi żeber.
- Mabel? - W przejściu do (z tego co mówił Pines) salonu stał mężczyzna w nieco połatanym płaszczu, który miał sześć palców. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. - Dipper... Co za ulga! Dobrze Cię widzieć, chłopcze.
- Dziękuję? - powiedziałem nieco skołowanym tonem.
- Zgubiłeś czapkę, Sosenko - Blondyn o złotych oczach uśmiechnął się i nałożył mi na głowę czapkę Pines'a, która zsunęła mi się z głowy, gdy zaliczałem bliskie spotkanie z podłogą. Po głosie wywnioskowałem, że to musi być Bill. Heh! Nie powiedziałbym, że on i Will są bliźniakami. Blondyn zdecydowanie różnił się od niebieskiej ciapy i to pod każdym względem.
- Witaj, pryszczu! Fajnie Cię widzieć! - krzyknął wuj Stan. Spojrzałem na niego i zamarłem. Mężczyzna był ubrany w ciemnoczerwony fez, białą, przepoconą koszulkę, niebieskie bokserki w paski i kapcie. Heh! Pines mówił, że w jego świecie wiele rzeczy wygląda inaczej niż w moim, ale nie wiedziałem, że Gravity Falls i Reverse Falls aż tak się różnią.
- Musisz być zmęczony, co Dippy? - Mabel spojrzała na mnie z troską.
- Tak. Chyba pójdę spać. Nie jestem głodny - mruknąłem i ruszyłem na górę. Wziąłem prysznic i położyłem się spać. Może moja siostra miała rację? Może przybycie do Gravity Falls było niezbyt mądrym posunięciem z mojej strony i nawet poznanie brata niebieskiej ciapy nie było tego warte? Nim się spostrzegłem zasnąłem.
- Mabel, kolacja! - zawołał głos przypominający wuja Stana.
- Nie jestem głodna, wujku! - odkrzyknął głos mojej siostry.
- Ale musisz jeść, Gwiazdeczko! Sosenka nie byłby zadowolony, gdyby wiedział, że się głodzisz! - krzyknął głos, którego wcześniej nie słyszałem (a przynajmniej tak myślałem). Po chwili ktoś zszedł po schodach i gdzieś wszedł.
- Powiedziałam, że nie jestem głodna. Nie zmusicie mnie do jedzenia. I nie mieszaj w to Dippera, Cipher - Usłyszałem. Pomyślałem, że czas się ujawnić. Zacząłem walić pięścią w coś, co przypominało ścianę drewnianej szafy.
- Pomocy! Wyciągnijcie mnie stąd! - krzyczałem. Nagle ktoś otworzył szafę, a ja runąłem jak długi. Nad sobą zobaczyłem Mabel w spódniczce i czarnym sweterku, która pomogła mi wstać.
- Dippy! Wróciłeś! - krzyknęła i podjęła się próby zmiażdżenia mi żeber.
- Mabel? - W przejściu do (z tego co mówił Pines) salonu stał mężczyzna w nieco połatanym płaszczu, który miał sześć palców. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. - Dipper... Co za ulga! Dobrze Cię widzieć, chłopcze.
- Dziękuję? - powiedziałem nieco skołowanym tonem.
- Zgubiłeś czapkę, Sosenko - Blondyn o złotych oczach uśmiechnął się i nałożył mi na głowę czapkę Pines'a, która zsunęła mi się z głowy, gdy zaliczałem bliskie spotkanie z podłogą. Po głosie wywnioskowałem, że to musi być Bill. Heh! Nie powiedziałbym, że on i Will są bliźniakami. Blondyn zdecydowanie różnił się od niebieskiej ciapy i to pod każdym względem.
- Witaj, pryszczu! Fajnie Cię widzieć! - krzyknął wuj Stan. Spojrzałem na niego i zamarłem. Mężczyzna był ubrany w ciemnoczerwony fez, białą, przepoconą koszulkę, niebieskie bokserki w paski i kapcie. Heh! Pines mówił, że w jego świecie wiele rzeczy wygląda inaczej niż w moim, ale nie wiedziałem, że Gravity Falls i Reverse Falls aż tak się różnią.
- Musisz być zmęczony, co Dippy? - Mabel spojrzała na mnie z troską.
- Tak. Chyba pójdę spać. Nie jestem głodny - mruknąłem i ruszyłem na górę. Wziąłem prysznic i położyłem się spać. Może moja siostra miała rację? Może przybycie do Gravity Falls było niezbyt mądrym posunięciem z mojej strony i nawet poznanie brata niebieskiej ciapy nie było tego warte? Nim się spostrzegłem zasnąłem.
5
~Dipper Pines
Obudziłem się i usiadłem na łóżku. Szczerze? Nie wiem ile już tu jestem... Kilka dni, tygodni, może miesiąc? Straciłem poczucie czasu... Heh... Dobrze mi tu. Coraz rzadziej myślę o sis, wujkach, Wendy, Soosie i pozostałych. Tęsknię za nimi, ale mam wrażenie, że z każdą godziną tęsknota ta się zmniejsza. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Pogrążony w myślach nie zauważyłem Willa, który przyniósł mi ubrania. Ubrałem się i zszedłem do jadalni.
- Dzień dobry - przywitałem się.
- Dobry, Pines - Dipper Gleeful obdarzył mnie sztucznym uśmiechem.
- Gdzie panna Mabel? - spytałem rozglądając się za siostrą swego gospodarza.
- Pewnie w namiocie telepatii. Mówiła coś, że musi się przygotować na dzisiejszy występ - Chłopak wzruszył ramionami.
- Występ? - zainteresowałem się. - Ty się nie przygotowujesz?
- Owszem, ale w inny sposób - odpowiedział.
~Dipper Gleeful
Widząc zdziwioną minę Pines'a zaśmiałem się pod nosem.
"Teraz albo nigdy!" - pomyślałem.
- Właściwie, Pines... - zacząłem, a brązowooki wbił we mnie swój wzrok. - Co myślisz o moim domu i ogólnie o Reverse Falls?
- Och! Tu jest fantastycznie! - zapewnił z ogromnym entuzjazmem. - Lepiej niż w Gravity Falls.
- Doprawdy? - Udałem zdziwienie.
- Tak... Bo w Gravity Falls Pacyfika dokucza mojej siostrze, a Gideon uwziął się na mnie, bo uważa, że moja sis go kocha, a ja sprzeciwiam się jej szczęściu, ale to nieprawda. Mabs naprawdę go nienawidzi. No i tu przynajmniej nie muszę się bać, że Will coś zrobi mi bądź mojej rodzinie. Gdyby to był Bill to świat jaki znamy już dawno przestałby istnieć - powiedział. Zauważyłem, że gdy wypowiadał ostatnie zdanie to miał okropny grymas na twarzy.
- Cieszy mnie fakt, że Ci się tu podoba, Pines - powiedziałem. - Więc... z wielkim bólem serca... muszę Ci oznajmić, że podczas dzisiejszego występu... ja i Mabel będziemy musieli odesłać Cię do Gravity Falls... Choć bardzo tego nie chcemy, bo Cię polubiliśmy, Pines. Jednakże rozumiemy, że masz rodzinę, za którą tęsknisz i która tęskni za Tobą.
- Och, rozumiem... - Posmutniał. - A nie da się czegoś z tym zrobić? Żebym mógł tu zostać?
- Hm... - Udałem, że się zastanawiam. - No, nie wiem...
- Proszę... - Wpatrywał się we mnie tymi wielkimi oczami.
- W sumie... Jest jeden sposób... - powiedziałem powoli, a na jego twarzy odmalowała się nadzieja. - Jeśli nie chcesz wracać to Mabel może wysłać do Gravity Falls mnie, a ty mógłbyś tu zostać. Co ty na to, Pines?
- Naprawdę? Ale co z Tobą? - zapytał.
- Albo ty, albo ja. Dla mnie to by była czysta przyjemność. Chciałbym poznać Twój świat, Pines - przekonywałem go.
- W takim razie... Zgoda! - Kiwnął głową.
"Idealnie! Wszystko idzie, jak po maśle!" - pomyślałem z satysfakcją.
Time Skip:
Wieczorem dawałem Pines'owi ostatnie wskazówki co do jego pracy podczas występu i dalszego życia tu. Obaj się zgodziliśmy, że powinien zająć moje miejsce. Mabel nie była zachwycona choć starała się to ukrywać pod maską zwyczajowego chłodu.
- Sama nie wiem, Dipper. A jak Pines coś chlapnie przy wuju? Albo ty wpadniesz w jakieś tarapaty? - Perswadowała.
- Daj spokój, Mabel. Wszystko sobie z Pines'em obmyśliliśmy. Każdą sytuację przeanalizowaliśmy po kilka razy. Co się może nie udać? - spytałem i nałożyłem czapkę Pines'a. - Wszystko będzie dobrze.
- Ech! Zaraz zaczynamy. Chodźcie - powiedziała na tyle głośno by brązowooki ją usłyszał i we trójkę udaliśmy się na scenę. Wreszcie nadszedł czas. Wszedłem do skrzyni, którą Mabel szczelnie zamknęła i razem z Pines'em zaczęli nią kręcić w kółko, a ja tymczasem otworzyłem w niej portal, przez który przeszedłem i wylądowałem w zupełnie innym świecie...
Obudziłem się i usiadłem na łóżku. Szczerze? Nie wiem ile już tu jestem... Kilka dni, tygodni, może miesiąc? Straciłem poczucie czasu... Heh... Dobrze mi tu. Coraz rzadziej myślę o sis, wujkach, Wendy, Soosie i pozostałych. Tęsknię za nimi, ale mam wrażenie, że z każdą godziną tęsknota ta się zmniejsza. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Pogrążony w myślach nie zauważyłem Willa, który przyniósł mi ubrania. Ubrałem się i zszedłem do jadalni.
- Dzień dobry - przywitałem się.
- Dobry, Pines - Dipper Gleeful obdarzył mnie sztucznym uśmiechem.
- Gdzie panna Mabel? - spytałem rozglądając się za siostrą swego gospodarza.
- Pewnie w namiocie telepatii. Mówiła coś, że musi się przygotować na dzisiejszy występ - Chłopak wzruszył ramionami.
- Występ? - zainteresowałem się. - Ty się nie przygotowujesz?
- Owszem, ale w inny sposób - odpowiedział.
~Dipper Gleeful
Widząc zdziwioną minę Pines'a zaśmiałem się pod nosem.
"Teraz albo nigdy!" - pomyślałem.
- Właściwie, Pines... - zacząłem, a brązowooki wbił we mnie swój wzrok. - Co myślisz o moim domu i ogólnie o Reverse Falls?
- Och! Tu jest fantastycznie! - zapewnił z ogromnym entuzjazmem. - Lepiej niż w Gravity Falls.
- Doprawdy? - Udałem zdziwienie.
- Tak... Bo w Gravity Falls Pacyfika dokucza mojej siostrze, a Gideon uwziął się na mnie, bo uważa, że moja sis go kocha, a ja sprzeciwiam się jej szczęściu, ale to nieprawda. Mabs naprawdę go nienawidzi. No i tu przynajmniej nie muszę się bać, że Will coś zrobi mi bądź mojej rodzinie. Gdyby to był Bill to świat jaki znamy już dawno przestałby istnieć - powiedział. Zauważyłem, że gdy wypowiadał ostatnie zdanie to miał okropny grymas na twarzy.
- Cieszy mnie fakt, że Ci się tu podoba, Pines - powiedziałem. - Więc... z wielkim bólem serca... muszę Ci oznajmić, że podczas dzisiejszego występu... ja i Mabel będziemy musieli odesłać Cię do Gravity Falls... Choć bardzo tego nie chcemy, bo Cię polubiliśmy, Pines. Jednakże rozumiemy, że masz rodzinę, za którą tęsknisz i która tęskni za Tobą.
- Och, rozumiem... - Posmutniał. - A nie da się czegoś z tym zrobić? Żebym mógł tu zostać?
- Hm... - Udałem, że się zastanawiam. - No, nie wiem...
- Proszę... - Wpatrywał się we mnie tymi wielkimi oczami.
- W sumie... Jest jeden sposób... - powiedziałem powoli, a na jego twarzy odmalowała się nadzieja. - Jeśli nie chcesz wracać to Mabel może wysłać do Gravity Falls mnie, a ty mógłbyś tu zostać. Co ty na to, Pines?
- Naprawdę? Ale co z Tobą? - zapytał.
- Albo ty, albo ja. Dla mnie to by była czysta przyjemność. Chciałbym poznać Twój świat, Pines - przekonywałem go.
- W takim razie... Zgoda! - Kiwnął głową.
"Idealnie! Wszystko idzie, jak po maśle!" - pomyślałem z satysfakcją.
Time Skip:
Wieczorem dawałem Pines'owi ostatnie wskazówki co do jego pracy podczas występu i dalszego życia tu. Obaj się zgodziliśmy, że powinien zająć moje miejsce. Mabel nie była zachwycona choć starała się to ukrywać pod maską zwyczajowego chłodu.
- Sama nie wiem, Dipper. A jak Pines coś chlapnie przy wuju? Albo ty wpadniesz w jakieś tarapaty? - Perswadowała.
- Daj spokój, Mabel. Wszystko sobie z Pines'em obmyśliliśmy. Każdą sytuację przeanalizowaliśmy po kilka razy. Co się może nie udać? - spytałem i nałożyłem czapkę Pines'a. - Wszystko będzie dobrze.
- Ech! Zaraz zaczynamy. Chodźcie - powiedziała na tyle głośno by brązowooki ją usłyszał i we trójkę udaliśmy się na scenę. Wreszcie nadszedł czas. Wszedłem do skrzyni, którą Mabel szczelnie zamknęła i razem z Pines'em zaczęli nią kręcić w kółko, a ja tymczasem otworzyłem w niej portal, przez który przeszedłem i wylądowałem w zupełnie innym świecie...
4
~Mabel Pines
Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał...
- No, odbierz! - warknęłam do siebie.
- Cześć, tu Dipper. Nie mogę odebrać. Zadzwoń później lub zostaw wiadomość - Rozległ się głos szatyna. Jęknęłam cicho.
- Dippi? Tu Mabel. Oddzwoń proszę. Martwimy się. Wujek Ford tak się zmartwił twoją nieobecnością, że poprosił o pomoc Billa. Gdzie się podziewasz? Daj jakiś znak... - Przy ostatnim zdaniu głos mi się załamał. Rozłączyłam połączenie i położyłam telefon na biurku. Spojrzałam na łóżko bliźniaka i wybuchłam płaczem. Dlaczego zostawiłam go wtedy samego?! Powinnam była z nim zostać! Jak mogłam być taka głupia i nieodpowiedzialna?! To moja wina...
- Spokojnie, Gwiazdeczko. Już dobrze. Ciii... Znajdziemy Sosenkę, obiecuję. Nie płacz - powiedział Bill przytulając mnie do siebie. Wtuliłam się w niego i zaczęłam szlochać, a on głaskał mnie uspokajająco po włosach.
- To moja wina - burknęłam. - Bo go zostawiłam...
- Wcale nie - szepnął Bill. - Połóż się. Powinnaś odpocząć, Gwiazdeczko.
- Dobrze - mruknęłam i po chwili spałam.
~Bill Cipher
Przykryłem Gwiazdeczkę i wyszedłem z pokoju. Wiedziałem, że nie spała po nocach martwiąc się o Sosenkę. Trochę mi jej szkoda. Heh... Ciekawe kiedy ja się taki wrażliwy zrobiłem...
- Bill? - Gdy zamykałem drzwi od pokoju bliźniąt na strych wszedł brat Szósteczki.
- Co się stało? - spytałem.
- Ford chce Cię widzieć. Znajdziesz go w kuchni - powiedział, a ja zszedłem na dół. Szósteczka siedział przy stole i pił kawę czytając gazetę.
- Żadnych wieści - mruknął jakby do siebie. Chrząknąłem, żeby zaznaczyć swoją obecność, a on podniósł na mnie mocno zmęczone spojrzenie. Temu też przydałoby się trochę snu.
- Chciałeś mnie widzieć... - zacząłem.
- Ach, tak. Chodzi o portal...
- Naprawiłem go jak chciałeś.
- Wiem. Problem w tym, że chyba się uruchamia. Myślałem, że może będziesz coś wiedział.
- Nie mam pojęcia. Może mój brat będzie coś wiedział - mruknąłem i poszedłem do siebie. Will mnie nienawidził, więc pewnie nie chciałby ze mną rozmawiać. Po części to moja wina, bo zostawiłem bliźniaka w chwili kiedy on najbardziej mnie potrzebował. Zatem był tylko jeden sposób by coś z niego wyciągnąć... Musiałem go w pewnym sensie opętać. Usiadłem na łóżku, zamknąłem oczy i mocno się skupiłem.
Po chwili przemierzałem bogato zdobiony korytarz. Z moich oczu wypływały łzy, a z ran na policzkach ciekła krew.
- Williamie! - Usłyszałem oschły głos i odwróciłem się w jego stronę. Przede mną stał... Sosenka o błękitnych oczach i znudzonym wyrazie twarzy.
- T-tak, pa-paniczu? - wyjąkałem. Chłopak podszedł do mnie.
- Co Ci się stało? - spytał i machnął ręką uleczając mnie. - Mabel, prawda?
- Pa-panienka... - zacząłem drżącym głosem.
- Nie martw się. Porozmawiam z nią. Póki co... Czy nasz gość dobrze się tu czuje?
- Tak myślę - mruknąłem.
- To lepiej nie myśl! - warknął chłopak. - Mój plan nie wypali jeśli on nie zgodzi się tu zostać! Masz zrobić wszystko by mu się tu podobało i by o powrocie do swojego wymiaru myślał jak o najgorszej rzeczy na świecie, rozumiesz?!
- Chy-chyba ta-ak - wyjąkałem.
Otworzyłem oczy. Byłem znowu w swoim ciele. Will pewnie nawet nie zauważył mojej obecności. Heh... Zawsze był słaby. Dobra... Jeśli dobrze zrozumiałem to Sosenka ma zostać w Reverse Falls by "panicz" mego brata mógł przybyć do Gravity Falls. Tylko po co? Nie wie, że w ten sposób doprowadzi do zagłady całego wszechświata? Nie mogę nikomu powiedzieć o swoim odkryciu. Muszę sam coś wymyślić by do Gravity Falls wrócił "prawdziwy" Dipper. Dipper Pines.
Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał...
- No, odbierz! - warknęłam do siebie.
- Cześć, tu Dipper. Nie mogę odebrać. Zadzwoń później lub zostaw wiadomość - Rozległ się głos szatyna. Jęknęłam cicho.
- Dippi? Tu Mabel. Oddzwoń proszę. Martwimy się. Wujek Ford tak się zmartwił twoją nieobecnością, że poprosił o pomoc Billa. Gdzie się podziewasz? Daj jakiś znak... - Przy ostatnim zdaniu głos mi się załamał. Rozłączyłam połączenie i położyłam telefon na biurku. Spojrzałam na łóżko bliźniaka i wybuchłam płaczem. Dlaczego zostawiłam go wtedy samego?! Powinnam była z nim zostać! Jak mogłam być taka głupia i nieodpowiedzialna?! To moja wina...
- Spokojnie, Gwiazdeczko. Już dobrze. Ciii... Znajdziemy Sosenkę, obiecuję. Nie płacz - powiedział Bill przytulając mnie do siebie. Wtuliłam się w niego i zaczęłam szlochać, a on głaskał mnie uspokajająco po włosach.
- To moja wina - burknęłam. - Bo go zostawiłam...
- Wcale nie - szepnął Bill. - Połóż się. Powinnaś odpocząć, Gwiazdeczko.
- Dobrze - mruknęłam i po chwili spałam.
~Bill Cipher
Przykryłem Gwiazdeczkę i wyszedłem z pokoju. Wiedziałem, że nie spała po nocach martwiąc się o Sosenkę. Trochę mi jej szkoda. Heh... Ciekawe kiedy ja się taki wrażliwy zrobiłem...
- Bill? - Gdy zamykałem drzwi od pokoju bliźniąt na strych wszedł brat Szósteczki.
- Co się stało? - spytałem.
- Ford chce Cię widzieć. Znajdziesz go w kuchni - powiedział, a ja zszedłem na dół. Szósteczka siedział przy stole i pił kawę czytając gazetę.
- Żadnych wieści - mruknął jakby do siebie. Chrząknąłem, żeby zaznaczyć swoją obecność, a on podniósł na mnie mocno zmęczone spojrzenie. Temu też przydałoby się trochę snu.
- Chciałeś mnie widzieć... - zacząłem.
- Ach, tak. Chodzi o portal...
- Naprawiłem go jak chciałeś.
- Wiem. Problem w tym, że chyba się uruchamia. Myślałem, że może będziesz coś wiedział.
- Nie mam pojęcia. Może mój brat będzie coś wiedział - mruknąłem i poszedłem do siebie. Will mnie nienawidził, więc pewnie nie chciałby ze mną rozmawiać. Po części to moja wina, bo zostawiłem bliźniaka w chwili kiedy on najbardziej mnie potrzebował. Zatem był tylko jeden sposób by coś z niego wyciągnąć... Musiałem go w pewnym sensie opętać. Usiadłem na łóżku, zamknąłem oczy i mocno się skupiłem.
Po chwili przemierzałem bogato zdobiony korytarz. Z moich oczu wypływały łzy, a z ran na policzkach ciekła krew.
- Williamie! - Usłyszałem oschły głos i odwróciłem się w jego stronę. Przede mną stał... Sosenka o błękitnych oczach i znudzonym wyrazie twarzy.
- T-tak, pa-paniczu? - wyjąkałem. Chłopak podszedł do mnie.
- Co Ci się stało? - spytał i machnął ręką uleczając mnie. - Mabel, prawda?
- Pa-panienka... - zacząłem drżącym głosem.
- Nie martw się. Porozmawiam z nią. Póki co... Czy nasz gość dobrze się tu czuje?
- Tak myślę - mruknąłem.
- To lepiej nie myśl! - warknął chłopak. - Mój plan nie wypali jeśli on nie zgodzi się tu zostać! Masz zrobić wszystko by mu się tu podobało i by o powrocie do swojego wymiaru myślał jak o najgorszej rzeczy na świecie, rozumiesz?!
- Chy-chyba ta-ak - wyjąkałem.
Otworzyłem oczy. Byłem znowu w swoim ciele. Will pewnie nawet nie zauważył mojej obecności. Heh... Zawsze był słaby. Dobra... Jeśli dobrze zrozumiałem to Sosenka ma zostać w Reverse Falls by "panicz" mego brata mógł przybyć do Gravity Falls. Tylko po co? Nie wie, że w ten sposób doprowadzi do zagłady całego wszechświata? Nie mogę nikomu powiedzieć o swoim odkryciu. Muszę sam coś wymyślić by do Gravity Falls wrócił "prawdziwy" Dipper. Dipper Pines.
3
~Dipper Pines
Przewracałem się w łóżku z boku na bok. Nie mogłem zasnąć. Dziwnie się czułem w tym miejscu. No i oczywiście myślałem o sis, wujkach, Wendy, Soosie i pozostałych. Tęskniłem za nimi. Nawet za Robbiem. Z pewnej telefonicznej "rewelacji", jaką miesiąc po wyjeździe z Gravity Falls dostałem od Wendy wynika, że Valentino poukładał sobie życie i jest szczęśliwy w związku z Tambry. Muszę zaklaskać Mabel, która zainicjowała ich pierwszą randkę. Kto by pomyślał, że to emo i zamknięta w swoim cyberświecie dziewczyna mogą się dogadać? Hehe... sis zawsze "miała nosa" do spraw sercowych. Ale zbaczam z tematu. Bardzo się ucieszyłem na wieść, że Robbie odpuścił sobie zarywanie do Corduroy. W końcu jestem zakochany w rudowłosej po uszy! Ta... wiem, że Wendy postawiła w moim przypadku na przyjaźń, ale mam cichą nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie. Spojrzałem na zegarek. A no tak! Nie zobaczę godziny, bo jest za ciemno! Jaki ja jestem genialny! Z cichym westchnieniem wymacałem na ślepo włącznik i zapaliłem lampkę nocną, po czym ponownie spojrzałem na zegarek. Więc... jest godzina 4.20 nad ranem, a ja nie zmrużyłem oka! Cudownie! Zapewne rano będę wyglądał jak zombie, ale co mi tam. Usłyszałem jak ktoś łapie za klamkę, więc zamknąłem oczy.
- Panicz też czasem zasypia przy zapalonym świetle - Zaśmiał się cicho Will i zgasił lampkę, a ja nareszcie zasnąłem.
Stałem na leśnej polanie. Była zima i trwała zamieć śnieżna. Co mnie podkusiło do wychodzenia w taką pogodę?! Nie widziałem nic na wyciągnięcie ręki. Nagle obok mnie ktoś przeszedł. Wyglądał jak...
- Wujku Fordzie?! - zawołałem, ale on nawet nie odwrócił głowy. Zupełnie, jakby mnie nie słyszał. Szybko pobiegłem za nim. Szliśmy długo, aż doszliśmy do pewnego głazu. Wuj strzepał śnieg i moim oczom ukazała się skamieniała postać Billa. Ford złapał go za rękę i wyciągnął z kieszeni pomiętą kartkę. Coś mi się czuje, że staruszek pożałuje jeszcze tej decyzji.
- Triangulum, entangulum.
Meteforis dominus ventium.
Meteforis venetisarium! - wypowiedział Stanford. CZY ON WŁAŚNIE PRZYWOŁAŁ BILLA?!!! Zaraz, chwila! Przecież pisał, że Bill wrócił wraz ze wspomnieniami Stana! O co tu chodzi?
- Proszę, proszę, proszę... Czyż to nie Szósteczka? - Zza drzewa wyszedł blondwłosy nastolatek ubrany na żółto, ze złotym okiem i czarną opaską w kształcie trójkąta.
- Cipher! - warknął wuj. - Czyli miałem rację... wróciłeś wraz ze wspomnieniami mego brata!
- Oczywiście, że tak, Szósteczko. Myśleliście, że jeśli pominiecie wspomnienia związane ze mną to coś wam to da?! Też mi coś - prychnął.
- Milcz! Nie po to tu przyszedłem!
- Wiem! - Bill wyszczerzył zęby i usiadł w powietrzu. - O co chodzi?
- Nie wiesz?! A podobno wiesz wszystko... - Staruszek pokręcił głową.
- Pff! Oczywiście, że wiem! Ja wiem wszystko, Szósteczko! Po prostu chcę to od Ciebie usłyszeć! - Znowu wyszczerzył zęby.
- Ech... Ty się nigdy nie zmienisz, Cipher... Chodzi o Dippera... Miał przyjechać z Mabel na ferie, ale tego nie zrobił. Ponoć źle się czuł... Tylko, że nie daje znaku życia! Nie odbiera telefonu, nie dzwoni... Martwimy się o niego - Wuj wyglądał na naprawdę zmartwionego. Bill westchnął.
- Sosenka... Jest w innym wymiarze - powiedział.
- CO?! - krzyknął Ford.
- Złość piękności szkodzi, Szósteczko. Sosenka przebywa w Reverse Falls. W świecie, którym "rządzi" - Wypowiadając ostatnie słowo zrobił cudzysłów. - mój brat.
- Słyszałem o tamtym wymiarze... - Stanford zamyślił się na chwilę. - Jeśli Dipper szybko nie wróci to będzie źle.
- Wiem.
- Bill... Czy mógłbyś...
- Zgodzę się, ale pod jednym warunkiem: pozwolicie mi zamieszkać w chacie. To jak? Deal? - Bill uśmiechnął się wrednie i wyciągnął rękę, którą spowiły niebieskie płomienie.
- Chyba nie mam wyjścia... Zgoda, ale pod warunkiem, że nie skrzywdzisz NIKOGO, kto mieszka w chacie lub jest z jej mieszkańcami jakkolwiek związany.
- Dobra, dobra. Deal czy nie?
- Będę tego żałował... - szepnął staruszek i chwycił demona za dłoń. - Deal.
W tym momencie się obudziłem. Rozejrzałem się po pomalowanym na niebiesko pokoju i usiadłem zsuwając z siebie niebieską pościel.
- Uch... Co za głupi sen - mruknąłem. Znałem wujka Forda i wiedziałem, że NIGDY, PRZENIGDY, nie zawarłby on deal'a z Billem.
"Trust no One" - Rozbrzmiało mi w głowie.
~Will Cipher
Wszedłem do pokoju zajmowanego przez gościa panicza. Chłopiec nie spał tylko siedział na łóżku i ukrywał twarz w dłoniach. Przeraziłem się. A jeśli coś mu się stało?
- Ha-halo? Wszystko w po-porządku? - spytałem cicho i niepewnie. Nastolatek drgnął, spojrzał na mnie tymi brązowymi oczami i posłał mi delikatny uśmiech.
- Tak. Wszystko dobrze - powiedział. - Um... Co tu robisz?
- Co? Ach! Panicz przysłał mnie z ubraniami dla gościa - powiedziałem, zostawiłem ubrania i wyszedłem by mógł się przebrać. Obok mnie przeszła panienka Mabel. Strzepnęła z mego kołnierzyka niewidzialny pyłek przez co się wzdrygnąłem.
- Nie bój się, Willy. Później się pobawimy - szepnęła mi do ucha i odeszła. Zacząłem niekontrolowanie drżeć. Wiedziałem aż ZBYT DOBRZE co oznacza słowo "zabawa" wypowiadane przez tą... psychopatkę.
- Em... Will? Coś się stało? - Usłyszałem niepewny, chłopięcy głosik i spojrzałem w brązowe tęczówki.
"Czemu nie są błękitne? Oczy panicza są lepsze" - Przeszło mi przez myśl, a w moich oczach zebrały się łzy, które szybko otarłem rękawem swetra.
- Nic takiego. Chodźmy już - mruknąłem i zaprowadziłem Dippera Pines'a do jadalni, gdzie siedzieli bliźnięta\psychopaci (niepotrzebne skreślić). Psychopatka miała na twarzy podejrzany uśmiech, który nie wróżył nic dobrego, a psychopata głęboko nad czymś rozmyślał. Poszedłem do kuchni przygotować śniadanie.
- Dzień dobry - Usłyszałem jeszcze jak Dipper Pines wita się z rodzeństwem Gleeful.
~Mabel Gleeful
Cała w skowronkach weszłam do jadalni. Mój brat już tam był.
- Cześć - Uśmiechnęłam się do Dippera. On spojrzał na mnie podejrzliwie. Mój bliźniak wiedział, że ja rzadko miewam dobry humor.
- Cześć? - spytał patrząc na mnie, jak na kosmitkę. Zignorowałam to jednak.
- Gdzie Stan? - spytałam rozglądając się za opiekunem.
- Pewnie próbuje sprzedać choć jeden z tych złomów, które on nazywa samochodami - Zaśmiał się wrednie szatyn i głęboko nad czymś zamyślił. Poszłam w jego ślady i zaczęłam tworzyć w swej głowie wizje zabawy z Willem. Hehe. To co wymyśliłam z pewnością go nie ucieszy. Oj, ucierpi jego śliczna twarzyczka.
- Dzień dobry - Usłyszałam nagle i spojrzałam w brązowe oczy szatyna. Był tak podobny do mego brata.
- Ach! Pines! Dobrze się spało? - spytał mój brat. Pines? Czyli, że...?!
- Gideoś?! - krzyknęłam.
- Yyy... Nie. Jestem Dipper - odpowiedział tym samym gasząc mój entuzjazm. Usłyszałam źle stłumiony chichot brata.
- Usiądź, Pines - powiedział i przesunął się robiąc miejsce. Brązowooki natychmiast je zajął. Spojrzał na mnie i westchnął.
- Śniadanie podano - powiedział Will wchodząc do jadalni z tacą pełną jedzenia. Zaczęłam jeść myśląc nad dzisiejszym dniem. Spojrzałam na Dippera Pines'a, który poprawił czapkę z daszkiem i zaczął jeść. Ciekawe czemu brat mi nie powiedział, że mamy gościa. Zapowiada się ciekawy czas.
Przewracałem się w łóżku z boku na bok. Nie mogłem zasnąć. Dziwnie się czułem w tym miejscu. No i oczywiście myślałem o sis, wujkach, Wendy, Soosie i pozostałych. Tęskniłem za nimi. Nawet za Robbiem. Z pewnej telefonicznej "rewelacji", jaką miesiąc po wyjeździe z Gravity Falls dostałem od Wendy wynika, że Valentino poukładał sobie życie i jest szczęśliwy w związku z Tambry. Muszę zaklaskać Mabel, która zainicjowała ich pierwszą randkę. Kto by pomyślał, że to emo i zamknięta w swoim cyberświecie dziewczyna mogą się dogadać? Hehe... sis zawsze "miała nosa" do spraw sercowych. Ale zbaczam z tematu. Bardzo się ucieszyłem na wieść, że Robbie odpuścił sobie zarywanie do Corduroy. W końcu jestem zakochany w rudowłosej po uszy! Ta... wiem, że Wendy postawiła w moim przypadku na przyjaźń, ale mam cichą nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie. Spojrzałem na zegarek. A no tak! Nie zobaczę godziny, bo jest za ciemno! Jaki ja jestem genialny! Z cichym westchnieniem wymacałem na ślepo włącznik i zapaliłem lampkę nocną, po czym ponownie spojrzałem na zegarek. Więc... jest godzina 4.20 nad ranem, a ja nie zmrużyłem oka! Cudownie! Zapewne rano będę wyglądał jak zombie, ale co mi tam. Usłyszałem jak ktoś łapie za klamkę, więc zamknąłem oczy.
- Panicz też czasem zasypia przy zapalonym świetle - Zaśmiał się cicho Will i zgasił lampkę, a ja nareszcie zasnąłem.
Stałem na leśnej polanie. Była zima i trwała zamieć śnieżna. Co mnie podkusiło do wychodzenia w taką pogodę?! Nie widziałem nic na wyciągnięcie ręki. Nagle obok mnie ktoś przeszedł. Wyglądał jak...
- Wujku Fordzie?! - zawołałem, ale on nawet nie odwrócił głowy. Zupełnie, jakby mnie nie słyszał. Szybko pobiegłem za nim. Szliśmy długo, aż doszliśmy do pewnego głazu. Wuj strzepał śnieg i moim oczom ukazała się skamieniała postać Billa. Ford złapał go za rękę i wyciągnął z kieszeni pomiętą kartkę. Coś mi się czuje, że staruszek pożałuje jeszcze tej decyzji.
- Triangulum, entangulum.
Meteforis dominus ventium.
Meteforis venetisarium! - wypowiedział Stanford. CZY ON WŁAŚNIE PRZYWOŁAŁ BILLA?!!! Zaraz, chwila! Przecież pisał, że Bill wrócił wraz ze wspomnieniami Stana! O co tu chodzi?
- Proszę, proszę, proszę... Czyż to nie Szósteczka? - Zza drzewa wyszedł blondwłosy nastolatek ubrany na żółto, ze złotym okiem i czarną opaską w kształcie trójkąta.
- Cipher! - warknął wuj. - Czyli miałem rację... wróciłeś wraz ze wspomnieniami mego brata!
- Oczywiście, że tak, Szósteczko. Myśleliście, że jeśli pominiecie wspomnienia związane ze mną to coś wam to da?! Też mi coś - prychnął.
- Milcz! Nie po to tu przyszedłem!
- Wiem! - Bill wyszczerzył zęby i usiadł w powietrzu. - O co chodzi?
- Nie wiesz?! A podobno wiesz wszystko... - Staruszek pokręcił głową.
- Pff! Oczywiście, że wiem! Ja wiem wszystko, Szósteczko! Po prostu chcę to od Ciebie usłyszeć! - Znowu wyszczerzył zęby.
- Ech... Ty się nigdy nie zmienisz, Cipher... Chodzi o Dippera... Miał przyjechać z Mabel na ferie, ale tego nie zrobił. Ponoć źle się czuł... Tylko, że nie daje znaku życia! Nie odbiera telefonu, nie dzwoni... Martwimy się o niego - Wuj wyglądał na naprawdę zmartwionego. Bill westchnął.
- Sosenka... Jest w innym wymiarze - powiedział.
- CO?! - krzyknął Ford.
- Złość piękności szkodzi, Szósteczko. Sosenka przebywa w Reverse Falls. W świecie, którym "rządzi" - Wypowiadając ostatnie słowo zrobił cudzysłów. - mój brat.
- Słyszałem o tamtym wymiarze... - Stanford zamyślił się na chwilę. - Jeśli Dipper szybko nie wróci to będzie źle.
- Wiem.
- Bill... Czy mógłbyś...
- Zgodzę się, ale pod jednym warunkiem: pozwolicie mi zamieszkać w chacie. To jak? Deal? - Bill uśmiechnął się wrednie i wyciągnął rękę, którą spowiły niebieskie płomienie.
- Chyba nie mam wyjścia... Zgoda, ale pod warunkiem, że nie skrzywdzisz NIKOGO, kto mieszka w chacie lub jest z jej mieszkańcami jakkolwiek związany.
- Dobra, dobra. Deal czy nie?
- Będę tego żałował... - szepnął staruszek i chwycił demona za dłoń. - Deal.
W tym momencie się obudziłem. Rozejrzałem się po pomalowanym na niebiesko pokoju i usiadłem zsuwając z siebie niebieską pościel.
- Uch... Co za głupi sen - mruknąłem. Znałem wujka Forda i wiedziałem, że NIGDY, PRZENIGDY, nie zawarłby on deal'a z Billem.
"Trust no One" - Rozbrzmiało mi w głowie.
~Will Cipher
Wszedłem do pokoju zajmowanego przez gościa panicza. Chłopiec nie spał tylko siedział na łóżku i ukrywał twarz w dłoniach. Przeraziłem się. A jeśli coś mu się stało?
- Ha-halo? Wszystko w po-porządku? - spytałem cicho i niepewnie. Nastolatek drgnął, spojrzał na mnie tymi brązowymi oczami i posłał mi delikatny uśmiech.
- Tak. Wszystko dobrze - powiedział. - Um... Co tu robisz?
- Co? Ach! Panicz przysłał mnie z ubraniami dla gościa - powiedziałem, zostawiłem ubrania i wyszedłem by mógł się przebrać. Obok mnie przeszła panienka Mabel. Strzepnęła z mego kołnierzyka niewidzialny pyłek przez co się wzdrygnąłem.
- Nie bój się, Willy. Później się pobawimy - szepnęła mi do ucha i odeszła. Zacząłem niekontrolowanie drżeć. Wiedziałem aż ZBYT DOBRZE co oznacza słowo "zabawa" wypowiadane przez tą... psychopatkę.
- Em... Will? Coś się stało? - Usłyszałem niepewny, chłopięcy głosik i spojrzałem w brązowe tęczówki.
"Czemu nie są błękitne? Oczy panicza są lepsze" - Przeszło mi przez myśl, a w moich oczach zebrały się łzy, które szybko otarłem rękawem swetra.
- Nic takiego. Chodźmy już - mruknąłem i zaprowadziłem Dippera Pines'a do jadalni, gdzie siedzieli bliźnięta\psychopaci (niepotrzebne skreślić). Psychopatka miała na twarzy podejrzany uśmiech, który nie wróżył nic dobrego, a psychopata głęboko nad czymś rozmyślał. Poszedłem do kuchni przygotować śniadanie.
- Dzień dobry - Usłyszałem jeszcze jak Dipper Pines wita się z rodzeństwem Gleeful.
~Mabel Gleeful
Cała w skowronkach weszłam do jadalni. Mój brat już tam był.
- Cześć - Uśmiechnęłam się do Dippera. On spojrzał na mnie podejrzliwie. Mój bliźniak wiedział, że ja rzadko miewam dobry humor.
- Cześć? - spytał patrząc na mnie, jak na kosmitkę. Zignorowałam to jednak.
- Gdzie Stan? - spytałam rozglądając się za opiekunem.
- Pewnie próbuje sprzedać choć jeden z tych złomów, które on nazywa samochodami - Zaśmiał się wrednie szatyn i głęboko nad czymś zamyślił. Poszłam w jego ślady i zaczęłam tworzyć w swej głowie wizje zabawy z Willem. Hehe. To co wymyśliłam z pewnością go nie ucieszy. Oj, ucierpi jego śliczna twarzyczka.
- Dzień dobry - Usłyszałam nagle i spojrzałam w brązowe oczy szatyna. Był tak podobny do mego brata.
- Ach! Pines! Dobrze się spało? - spytał mój brat. Pines? Czyli, że...?!
- Gideoś?! - krzyknęłam.
- Yyy... Nie. Jestem Dipper - odpowiedział tym samym gasząc mój entuzjazm. Usłyszałam źle stłumiony chichot brata.
- Usiądź, Pines - powiedział i przesunął się robiąc miejsce. Brązowooki natychmiast je zajął. Spojrzał na mnie i westchnął.
- Śniadanie podano - powiedział Will wchodząc do jadalni z tacą pełną jedzenia. Zaczęłam jeść myśląc nad dzisiejszym dniem. Spojrzałam na Dippera Pines'a, który poprawił czapkę z daszkiem i zaczął jeść. Ciekawe czemu brat mi nie powiedział, że mamy gościa. Zapowiada się ciekawy czas.
2
~Mabel Pines
Obudziłam się wcześnie rano i z trudem powstrzymałam od pisku radości. To już dzisiaj! To już dzisiaj! Dzisiaj ja i Dipper jedziemy do Wodogrzmotów! Nareszcie! Po tylu latach! Od naszej ostatniej wizyty w tym małym oregońskim miasteczku minęło już prawie 5 lat. Niesamowite, prawda? Ciekawe czy Grenda i Cuksa bardzo się zmieniły? I czy o mnie pamiętają? A Wendy? A Soos? Z tego co napisał mi miesiąc temu wujek Stanek wynika, że Melody jest w ciąży. I dobrze! Fajnie, że Soosowi się układa z Melody. Oboje będą dobrymi rodzicami. Naboki zachrumkał przez sen. Jest taki uroczy... Wyszłam z łóżka i najciszej jak mogłam zeszłam do kuchni. Bro pewnie jeszcze spał, a ja nie chciałam go budzić... Cisza panująca w domu mnie zdziwiła. Zwykle o tej porze mama popijała kawę oglądając powtórkę "Zbuntowanego Anioła" czy jak ten serial się tam zwie, a tata miotał się po salonie i kuchni szukając teczki, którą zawsze znajdował w szafie z płaszczami.
- Dziwne - mruknęłam do siebie.
- Co jest dziwne, sis? - Usłyszałam zaspany głos Dipa.
- To, że tak wcześnie wstałeś, bro - Zaśmiałam się czochrając go po włosach na co on warknął zirytowany i poprawił grzywkę.
- Gdzie rodzice? - spytał.
- Nie wiem - przyznałam idąc za nim do kuchni. Na lodówce wisiała zielona karteczka samoprzylepna. Dipper wziął ją w dłonie i westchnął.
- Kochani! Ja i tata musieliśmy wyjść wcześniej, żeby nie spóźnić się na samolot do Tokyo. Przylecimy w sierpniu na waszą osiemnastkę. Mamy nadzieję, że sobie poradzicie. Pozdrówcie Stanka i Forda. Buziaczki. Mama - przeczytał. Zgniótł papier w ręce i wyrzucił do kosza.
- Przecież mieli nas podwieźć na autobus - szepnęłam. Rodzice roku! Nie ma co!
- Czy oni kiedykolwiek wywiązali się z jakiejkolwiek obietnicy?! - zapytał Dip ze złością, którą doskonale rozumiałam.
- Masz rację - mruknęłam cicho.
~Dipper Pines
Ja i sis zrobiliśmy śniadanie. Ale najpierw się pokłóciliśmy... Jajecznica i herbata czy tosty i kakao? W końcu zdecydowaliśmy się zrobić obie wersje porannego żarełka. No, co? Przecież "śniadanie to najważniejszy posiłek dnia". Już mieliśmy zabrać się za konsumpcję "pokarmu bogów", gdy nagle pojawił się Naboki. Do dziś nie wiem jak on schodzi po schodach i z nich nie spada. I zastanawiam się jakim cudem Mabel udało się namówić rodziców na nieokreślony czas pobytu tej świnki w naszym domu. Ale to nie ważne. Po śniadaniu poszedłem do pokoju zabrać walizkę. Wszedłem do pomieszczenia i stanąłem z przysłowiowym mindfuckiem na facjacie. Przede mną unosił się niebieski trójkąt.
- D-dipper P-pines? - spytał cicho i niepewnie.
- To ja - potwierdziłem.
- Musimy iść - powiedział wyciągając rękę w moją stronę. Za nim dostrzegłem coś jakby portal. - Nie mamy dużo czasu.
- Bro! Autobus nam ucieknie! - krzyknęła z dołu Mabel.
- Idź beze mnie, sis! Dogonię cię, albo dojadę później! - odkrzyknąłem, a po chwili rozległ się odgłos kroków na schodach. Kazałem trójkątowi ukryć siebie i portal, a sam wskoczyłem na łóżko nakrywając się po samą brodę.
- Dipper? Wszystko okay? - Tak, jak się spodziewałem sis zaglądnęła do pokoju.
- Tak. Po prostu źle się poczułem i... - zacząłem tłumaczyć.
- To może faktycznie nie jedźmy - powiedziała zmartwiona.
- Nie, no co ty? Jedź!
- Ale, bro...
- Ja sobie poradzę, sis. Jedź - namawiałem ją. Dziewczyna westchnęła.
- Dobrze - powiedziała wolno. Poczochrała mi włosy, 200 razy upewniła się, że na pewno sobie poradzę i wyszła, a ja odetchnąłem z ulgą i wstałem z łóżka. Niebieski trójkąt wyszedł z kryjówki i westchnął cicho.
- Możemy iść? - spytał ponownie wyciągając rękę. Spojrzałem na niego sceptycznie jakby dłoń demona miała zapłonąć błękitnym płomieniem.
- No... Nie wiem - Zawahałem się i cofnąłem pod ścianę.
- Ja to nie Bill. Nie zrobię Ci krzywdy. Mój pan pragnie Cię poznać - powiedział.
- W takim razie... Zgoda - Złapałem jego dłoń.
- Will Cipher - powiedział nim zniknęliśmy w portalu.
~Dipper Gleeful
Gdy Will wyszedł z portalu prowadząc drugiego mnie uśmiech sam wpłynął mi na usta. Trójkąt zamknął przejście pstryknięciem palca, zmienił się w człowieka i stanął za moim krzesłem.
- Dipper Pines, jak mniemam? - spytałem lustrując szatyna wzrokiem.
- Tak - potwierdził marszcząc brwi.
- Usiądź - mruknąłem wskazując mu krzesło, a on spełnił moje polecenie cały czas mnie obserwując.
- Kim jesteś i dlaczego tak Ci zależało bym tu przybył? - spytał w końcu.
- Nazywam się Dipper Gleeful. Jestem Tobą, a ty mną, ale żyjemy w dwóch całkowicie różnych rzeczywistościach. Obserwuję Cię od dość dawna, Pines. Zaintrygowałeś mnie - wyjaśniłem. Chłopak poruszył się niespokojnie.
- W... w ja-jakim se-sensie? - wyjąkał posyłając mi spojrzenie spod grzywki.
- Jesteśmy tacy sami, a jednocześnie tak różni - powiedziałem wstając z zajmowanego miejsca. Okrążyłem swoje biurko i stanąłem za chłopakiem. Zniżyłem się tak, by kolejne zdanie móc wyszeptać mu do ucha. - I znamy dwóch skrajnie różnych Cipherów, nieprawdaż Pines?
- Ja znam tylko jednego Ciphera. Ma na imię Bill i chciałbym móc wyrzucić go ze swej pamięci - Usłyszałem. Kątem oka zobaczyłem chwilowy grymas na twarzy Willa, który znikł tak szybko, jak się pojawił. Przyznam, że brat tej niebieskiej ciapy wzbudza we mnie coraz większe zainteresowanie. Tak bardzo chciałbym go już poznać, ale najpierw muszę zdobyć zaufanie Pines'a by ten (nic nie podejrzewając) wpuścił mnie do swego wymiaru i zajął moje miejsce w Reverse Falls. Mój plan jak to osiągnąć jest wręcz idealny.
- Rozumiem. Ja znam jego brata, który ma na imię Will i jest... dość... ciekawy - Zaśmiałem się wracając na swoje poprzednie miejsce. Przegadałem z Pines'em jeszcze dobre półtorej godziny i zaproponowałem mu gościnę w swym domu na co Dipper niechętnie się zgodził. Doskonale widziałem w jego brązowych oczach zwątpienie, niepewność i chęć powrotu do własnego domu, ale na szczęście udało mi się go przekonać by u mnie został. To teraz pozostało jedynie czekać na odpowiedni moment do wprowadzenia w życie mego planu...
Obudziłam się wcześnie rano i z trudem powstrzymałam od pisku radości. To już dzisiaj! To już dzisiaj! Dzisiaj ja i Dipper jedziemy do Wodogrzmotów! Nareszcie! Po tylu latach! Od naszej ostatniej wizyty w tym małym oregońskim miasteczku minęło już prawie 5 lat. Niesamowite, prawda? Ciekawe czy Grenda i Cuksa bardzo się zmieniły? I czy o mnie pamiętają? A Wendy? A Soos? Z tego co napisał mi miesiąc temu wujek Stanek wynika, że Melody jest w ciąży. I dobrze! Fajnie, że Soosowi się układa z Melody. Oboje będą dobrymi rodzicami. Naboki zachrumkał przez sen. Jest taki uroczy... Wyszłam z łóżka i najciszej jak mogłam zeszłam do kuchni. Bro pewnie jeszcze spał, a ja nie chciałam go budzić... Cisza panująca w domu mnie zdziwiła. Zwykle o tej porze mama popijała kawę oglądając powtórkę "Zbuntowanego Anioła" czy jak ten serial się tam zwie, a tata miotał się po salonie i kuchni szukając teczki, którą zawsze znajdował w szafie z płaszczami.
- Dziwne - mruknęłam do siebie.
- Co jest dziwne, sis? - Usłyszałam zaspany głos Dipa.
- To, że tak wcześnie wstałeś, bro - Zaśmiałam się czochrając go po włosach na co on warknął zirytowany i poprawił grzywkę.
- Gdzie rodzice? - spytał.
- Nie wiem - przyznałam idąc za nim do kuchni. Na lodówce wisiała zielona karteczka samoprzylepna. Dipper wziął ją w dłonie i westchnął.
- Kochani! Ja i tata musieliśmy wyjść wcześniej, żeby nie spóźnić się na samolot do Tokyo. Przylecimy w sierpniu na waszą osiemnastkę. Mamy nadzieję, że sobie poradzicie. Pozdrówcie Stanka i Forda. Buziaczki. Mama - przeczytał. Zgniótł papier w ręce i wyrzucił do kosza.
- Przecież mieli nas podwieźć na autobus - szepnęłam. Rodzice roku! Nie ma co!
- Czy oni kiedykolwiek wywiązali się z jakiejkolwiek obietnicy?! - zapytał Dip ze złością, którą doskonale rozumiałam.
- Masz rację - mruknęłam cicho.
~Dipper Pines
Ja i sis zrobiliśmy śniadanie. Ale najpierw się pokłóciliśmy... Jajecznica i herbata czy tosty i kakao? W końcu zdecydowaliśmy się zrobić obie wersje porannego żarełka. No, co? Przecież "śniadanie to najważniejszy posiłek dnia". Już mieliśmy zabrać się za konsumpcję "pokarmu bogów", gdy nagle pojawił się Naboki. Do dziś nie wiem jak on schodzi po schodach i z nich nie spada. I zastanawiam się jakim cudem Mabel udało się namówić rodziców na nieokreślony czas pobytu tej świnki w naszym domu. Ale to nie ważne. Po śniadaniu poszedłem do pokoju zabrać walizkę. Wszedłem do pomieszczenia i stanąłem z przysłowiowym mindfuckiem na facjacie. Przede mną unosił się niebieski trójkąt.
- D-dipper P-pines? - spytał cicho i niepewnie.
- To ja - potwierdziłem.
- Musimy iść - powiedział wyciągając rękę w moją stronę. Za nim dostrzegłem coś jakby portal. - Nie mamy dużo czasu.
- Bro! Autobus nam ucieknie! - krzyknęła z dołu Mabel.
- Idź beze mnie, sis! Dogonię cię, albo dojadę później! - odkrzyknąłem, a po chwili rozległ się odgłos kroków na schodach. Kazałem trójkątowi ukryć siebie i portal, a sam wskoczyłem na łóżko nakrywając się po samą brodę.
- Dipper? Wszystko okay? - Tak, jak się spodziewałem sis zaglądnęła do pokoju.
- Tak. Po prostu źle się poczułem i... - zacząłem tłumaczyć.
- To może faktycznie nie jedźmy - powiedziała zmartwiona.
- Nie, no co ty? Jedź!
- Ale, bro...
- Ja sobie poradzę, sis. Jedź - namawiałem ją. Dziewczyna westchnęła.
- Dobrze - powiedziała wolno. Poczochrała mi włosy, 200 razy upewniła się, że na pewno sobie poradzę i wyszła, a ja odetchnąłem z ulgą i wstałem z łóżka. Niebieski trójkąt wyszedł z kryjówki i westchnął cicho.
- Możemy iść? - spytał ponownie wyciągając rękę. Spojrzałem na niego sceptycznie jakby dłoń demona miała zapłonąć błękitnym płomieniem.
- No... Nie wiem - Zawahałem się i cofnąłem pod ścianę.
- Ja to nie Bill. Nie zrobię Ci krzywdy. Mój pan pragnie Cię poznać - powiedział.
- W takim razie... Zgoda - Złapałem jego dłoń.
- Will Cipher - powiedział nim zniknęliśmy w portalu.
~Dipper Gleeful
Gdy Will wyszedł z portalu prowadząc drugiego mnie uśmiech sam wpłynął mi na usta. Trójkąt zamknął przejście pstryknięciem palca, zmienił się w człowieka i stanął za moim krzesłem.
- Dipper Pines, jak mniemam? - spytałem lustrując szatyna wzrokiem.
- Tak - potwierdził marszcząc brwi.
- Usiądź - mruknąłem wskazując mu krzesło, a on spełnił moje polecenie cały czas mnie obserwując.
- Kim jesteś i dlaczego tak Ci zależało bym tu przybył? - spytał w końcu.
- Nazywam się Dipper Gleeful. Jestem Tobą, a ty mną, ale żyjemy w dwóch całkowicie różnych rzeczywistościach. Obserwuję Cię od dość dawna, Pines. Zaintrygowałeś mnie - wyjaśniłem. Chłopak poruszył się niespokojnie.
- W... w ja-jakim se-sensie? - wyjąkał posyłając mi spojrzenie spod grzywki.
- Jesteśmy tacy sami, a jednocześnie tak różni - powiedziałem wstając z zajmowanego miejsca. Okrążyłem swoje biurko i stanąłem za chłopakiem. Zniżyłem się tak, by kolejne zdanie móc wyszeptać mu do ucha. - I znamy dwóch skrajnie różnych Cipherów, nieprawdaż Pines?
- Ja znam tylko jednego Ciphera. Ma na imię Bill i chciałbym móc wyrzucić go ze swej pamięci - Usłyszałem. Kątem oka zobaczyłem chwilowy grymas na twarzy Willa, który znikł tak szybko, jak się pojawił. Przyznam, że brat tej niebieskiej ciapy wzbudza we mnie coraz większe zainteresowanie. Tak bardzo chciałbym go już poznać, ale najpierw muszę zdobyć zaufanie Pines'a by ten (nic nie podejrzewając) wpuścił mnie do swego wymiaru i zajął moje miejsce w Reverse Falls. Mój plan jak to osiągnąć jest wręcz idealny.
- Rozumiem. Ja znam jego brata, który ma na imię Will i jest... dość... ciekawy - Zaśmiałem się wracając na swoje poprzednie miejsce. Przegadałem z Pines'em jeszcze dobre półtorej godziny i zaproponowałem mu gościnę w swym domu na co Dipper niechętnie się zgodził. Doskonale widziałem w jego brązowych oczach zwątpienie, niepewność i chęć powrotu do własnego domu, ale na szczęście udało mi się go przekonać by u mnie został. To teraz pozostało jedynie czekać na odpowiedni moment do wprowadzenia w życie mego planu...
1

- Ciepłe swetry? Są. Naboki? Jest. Włóczka do szycia swetrów i szalików? Jest. Zimowe kurtki? Są. Ciepłe buty? Są. Dobry humor? Jest... - Ziewnąłem cicho. Mabel jak zwykle sprawdzała czy czegoś nie zapomniała. Moją walizkę też już sprawdziła. Irytujące! Jedziemy do Gravity Falls dopiero jutro! Ale to Mabel. Nie byłaby sobą, gdyby się nie denerwowała. Rozejrzałem się po pokoju. Miałem dziwne wrażenie, że jestem obserwowany. Po raz kolejny przeczytałem list od wujka Forda. Napisał do mnie, że ma poważne powody by twierdzić, że wraz ze wspomnieniami wujka Stanka powrócił Bill. Nie wiem co o tym sądzić. Ten żółty trójkąt prześladuje mnie nieraz w snach. Niby tylko rozmawia z niebieskim trójkątem, który szlocha i nazywa Billa "braciszkiem" i żaden nie zwraca na mnie uwagi, ale wiadomo...
~Dipper Gleeful
- Will! Do mnie! - zawołałem, a po chwili pojawił się przede mną niebieski trójkąt dygoczący ze strachu.
- Panicz wzywał? - spytał cicho.
- Nie! Wypowiedziałem twoje imię dla zabawy! - warknąłem. Ten demon był naprawdę głupi!
- Nie marszcz się tak, bo Ci zmarszczki zostaną - Mabel uśmiechnęła się wrednie. Zignorowałem ją jednak i spojrzałem na Willa, który przyjął ludzką postać.
- Kim jest Bill Cipher? - spytałem.
- A skąd panicz o nim wie? - Niebieskowłosy wydawał się lekko zdenerwowany.
- Nieważne. Odpowiedz!
- Bill to mój bliźniak. Przebywa w innej rzeczywistości - odrzekł.
- Ciekawe - mruknąłem spoglądając w lusterko. Widziałem w nim siebie ubranego jak ten wieśniak Gideon Pines. Obrzydliwe...
~Will Cipher
Nie wiem skąd panicz Dipper wie o moim bracie, ale to źle. Nie chcę, żeby Bill myślał, że mam kłopoty i sobie nie radzę. Nie potrzebuję jego pomocy i tego ciągłego wypominania, że on jest lepszy. Wystarczą mi te lata, w których wszyscy dookoła wmawiali mi, że jestem gorszy. Zły, słaby, nieporadny...
- Powinieneś brać przykład z Billa. Twój brat jest idealny, a ty? Co z Ciebie będzie? - Słyszałem nieraz. Kocham swego bliźniaka. Zrobiłbym dla niego wszystko, ale często w mojej głowie pojawiała się myśl, że zaczynam go nienawidzić. Bałem się tego.
- Will... Ty nie potrafisz nienawidzić. Twoje serce tego nie potrafi. I nie przejmuj się opinią innych. Nie znają się. Jesteś po prostu wyjątkowy i powinieneś być szczęśliwy z tego powodu. Ja jestem dumny, że mam takiego brata - powiedział mi kiedyś. Wiedziałem, że mówił to szczerze i, że ma rację, ale mimo wszystko nikt nie chce być czarną owcą... Bill... Tęsknię za Tobą, braciszku...
Opis
Mabel i Dipper planują ferie w Gravity Falls. Bill odradza się wraz ze wspomnieniami Stanka i przyjmuje ludzką postać. Nadchodzi czas przyjazdu bliźniąt do wujków jednak Mabel przyjeżdża sama. Dipper pojawia się kilka dni później, ale zachowuje się dziwnie. Okazuje się, że Dipper Gleeful przybył do Gravity Falls w celu poznania Billa, a Dipper Pines zajął jego miejsce w wymiarze Reverse. Jak to się skończy? Czy Will uwolni się od bliźniąt Gleeful? Czy Dipper Pines uświadomi sobie swoje uczucia do Billa? Czy Bill pomoże Dipperowi Gleeful zrozumieć emocje jakie w chłopaku wzbudza Will? I czy Dipperowie wrócą do swoich wymiarów? A może coś się nie uda i cały wszechświat zostanie narażony na zniszczenie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)