Wylądowaliśmy w... szafie? Meggy otworzyła ją kopniakiem i wyszliśmy. Okazało się, że staliśmy w przejściu do salonu. Wujek Stan oglądał telewizję komentując wszystko co 5 sekund i odgrażając wyrzuceniem telewizora jeśli ktoś natychmiast nie znajdzie pilota.
- Sam go znajdź, Stan - mruknął wujek Ford pochylony nad jakimiś papierami.
- Kiedy nie mogę go znaleźć, kujonie! Może twój mózg wymyśliłby pilota, który się sam znajduje kiedy ja chcę przełączyć program? - spytał wujek Stan poprawiając fez, który zaczął się zsuwać z siwej głowy staruszka.
- Twoja głupota jest niereformowalna, Stan - podsumował wujek Ford, a Meggy przytknęła dłoń do ust i cicho zachichotała.
- Nie masz ze mną szans, Bill! - zawołała Mabel i w polu mojego widzenia pojawił się latający popcorn.
- Chyba ty ze mną, Gwiazdeczko! - odkrzyknął Bill i popcorn poleciał w drugą stronę. Spojrzałem na Megan, która postanowiła wreszcie przerwać tą dziwną sielankę i po prostu wepchnęła mnie do pokoju.
- Już jesteśmy! - zawołała starając się przekrzyczeć hałas jaki panował w pomieszczeniu. Natychmiast zapadła cisza i wszyscy spojrzeli na mnie, a po chwili...
- Sosenka!!!
- Dip-Dip!!!
- Pryszczu!!!
- Dipper!!!
Wszyscy wrzasnęli jednocześnie i rzucili się na mą osobę zgniatając mnie w uścisku (biedny Dipper - dop. aut.). Megan stała obok i chichotała cicho.
- Też... się... cieszę... Udusicie... mnie... - wysapałem starając się wydostać poza zasięg ich rąk. Gdy wreszcie mi się to udało Megan stwierdziła, że ostatnie dni były nawet zabawne.
- Zabawne? Niby co było w tym zabawnego? - spytała Mabel.
- Wszystko. Gleeful jest taki naiwny... Ubzdurał sobie, że kocha mnie z jego wymiaru i starał się mi to wmówić - odparła Megan śmiejąc się cicho. Spojrzałem na nią zdziwiony i dostrzegłem coś dziwnego. Rysy twarzy mojej siostry były jakby ostrzejsze niż przed chwilą. Na kilka sekund straciłem czujność co Cipher wykorzystał by złapać mnie za rękę i teleportować nas na dach. Gwiazdy pięknie świeciły, ale... Na Dziecko Czasu! Zimy w Oregonie są bardzo mroźnie! Bill dostrzegłszy, że dygoczę z zimna pstryknął palcami, owinął nas szalem w żółte trójkąty (a jakżeby inaczej!) i przytulił do siebie. Był tak przyjemnie ciepły. Natychmiast do niego przylgnąłem pragnąc ciepła jego ciała, a on wyczarował błękitny płomień, który dodatkowo nas ogrzewał.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś? - spytałem, a on mocniej mnie w siebie wtulił kładąc podbródek na mojej głowie i zaczął cicho nucić. Nie potrafiłem rozróżnić słów. Tekst śpiewany przez Billa nie był w żadnym znanym mi języku. Zacząłem się robić coraz bardziej senny. Usadowiłem się wygodniej na kolanach blondyna i przymknąłem powieki wsłuchując się w jego dźwięczny głos...
Obudziłem się w swoim łóżku, a pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem była głowa Mabel, która przyglądała mi się z rozbawieniem. Poruszyłem się nieznacznie i uderzyłem w coś czołem.
- Sosenko, nie wierć się tak - poprosił zaspanym głosem Bill i poprawił swoją rękę na moim boku.
- Przepraszam - mruknąłem zamykając oczy, ale po chwili uświadomiłem sobie co rozbawiło Mabel i natychmiast się rozbudziłem. - CO TY ROBISZ W MOIM ŁÓŻKU, CIPHER?!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz