piątek, 3 sierpnia 2018

8

Po śniadaniu Will i panna Mabel zaprowadzili mnie do gabinetu.
- I co mam niby robić? - spytałem.
- No, uczyć się. My nie chodzimy do szkoły, tylko uczymy się w domu - Usłyszałem.
- Przecież trwają ferie - zdziwiłem się. Panna Mabel westchnęła.
- Ja i mój brat zgłębiamy sztuki magiczne - powiedziała wskazując na stos książek, które Will właśnie postawił na biurku. Jęknąłem cicho.
- Poważnie? - spytałem. Niby lubiłem zdobywać wiedzę, ale nawet ja uważałem naukę w ferie za lekką przesadę. Chyba jednak powinienem był wrócić do Gravity Falls...
- Nie, na żarty. Oczywiście, że poważnie. Wuj Stan zagląda tu od czasu do czasu, więc radzę przynajmniej udawać, że pilnie studiujesz te księgi - Jak na potwierdzenie jej słów wuj zajrzał do pomieszczenia.
- Uczycie się? - spytał.
- Tak, wuju - odparła dziewczyna.
- A... Byłbym zapomniał... Wasi rodzice dzwonili. Przyjadą na wasz dzisiejszy występ i zostaną na kolację - powiedział i wyszedł. Westchnąłem i otworzyłem pierwszą książkę jaka mi się nawinęła na losowej stronie. I tak minął mi czas do obiadu...
Po obiedzie panna Mabel zawołała mnie do swojego pokoju i zaczęła tłumaczyć co mam robić podczas występu. Trudne to. Chyba nigdy nie załapię. Wyłączyłem się, ale i tak wiedziałem co będę musiał robić.
- (...) Rozumiesz? - spytała szatynka. Kiwnąłem głową.
- Tak.
- Świetnie - Uśmiechnęła się. - To wszystko. Możesz iść.
- Dobrze - Kiwnąłem głową i udałem się do siebie. Nagle poczułem niewyobrażalne zmęczenie i położyłem się do łóżka zasypiając.
Obudziłem się na swoim łóżku, w moim i sis pokoju, w Tajemniczej Chacie. Przy biurku siedział Gleeful i zawzięcie coś notował. Chyba mnie nie zauważył... Najciszej jak mogłem wymknąłem się z pokoju i zszedłem na dół. Zdziwiła mnie panująca wszędzie cisza. Nikogo nie było. Nie licząc Billa w ludzkiej postaci, który stał przy oknie i spoglądał w dal. Wszedłem do salonu i w tym momencie blondyn odwrócił się od okna.
- Sosenko... Gdzie się podziewasz? Czemu Cię tu nie ma? - W jego głosie i wzroku było tyle żalu.
- Przecież tu jestem - zdziwiłem się. Blondyn westchnął i podszedł do mnie, a ja instynktownie zacząłem się cofać i w efekcie zaryłem plecami w ścianę.
- Nie ma Cię tu, Sosenko. Ty i Gleeful dobrze to wszystko ukształtowaliście. Oszukaliście wszystkich, ale mnie nie oszukacie. On to nie ty, Sosenko - powiedział i musnął moje wargi swoimi, po czym się odsunął patrząc na mnie ze smutkiem. - Wróć do nas.
Obudziłem się. Tym razem naprawdę. I nigdy nikt by nie zgadł kogo zobaczyłem po otwarciu oczu. Tak... Otóż zobaczyłem Willa. Nikt nie zgadł, c'nie? Dobra, dosyć ironii. Will wpatrywał się we mnie intensywnie, a dokładnie w moje oczy. 
- Will? - Przekrzywiłem głowę patrząc pytająco na niebieskiego demona.
- Twoje oczy powinny być niebieskie i chłodne. Takie są oczy panicza - powiedział i nim zdążyłem się zorientować musnął delikatnie mój policzek ustami. 
- Will... - Nie wiedziałem co powinienem teraz powiedzieć lub zrobić. Oczy demona wypełniły się łzami.
- P-p-przepraszam! - pisnął zakrywając usta ręką i wybiegł z pokoju nim zdążyłem zareagować. Ja natomiast położyłem dłoń na policzku, w który brat Billa mnie pocałował. Dziwne to... Najpierw Bill całuje mnie we śnie, a potem Will składa pocałunek na moim policzku. To nawet... miłe uczucie... CO?! Nie, nie, nie! To nie było miłe! Nie! Nigdy! Ja tak nie uważam! Jestem przecież HETERO! Hetero! Przeliterować to komuś?! A może przesylabizować?! Ja byłem, jestem i zawsze będę hetero! No, nie patrzcie na mnie jak na wariata! Jestem hetero i już! Te pocałunki były sło... Tfu! Znaczy się obrzydliwe! Tak! OBRZYDLIWE! Koniec tematu! Przecież Wendy jest dziewczyną, a ja zakochanym w niej po uszy przyjacielem! Proszę bardzo. Czy ktoś jeszcze wątpi w to, że jestem hetero (tak, ja - dop. aut. Sorka, musiałam)?
"Kochasz ją? Och! Proszę Cię!" - prychnął złośliwy głosik w mojej głowie.
- Tak, kocham ją - mruknąłem pod nosem.
"Jesteś pewien?" - zapytał ten sam głosik.
- Tak, jestem pewien! - wrzasnąłem nie zwracając uwagi na Willa, który właśnie przechodził obok otwartych drzwi mego pokoju. Demon spojrzał na mnie, skulił się i niemal biegiem zniknął mi z oczu, a ja opadłem na łóżko (swoją drogą: kiedy ja z niego wstałem? Nieważne) i zajęczałem żałośnie ukrywając twarz w poduszce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz